Witajcie. Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza, więc warto postawić na wakacyjny akcent na paznokciach. Ofert kolorów na tegoroczne lato jest wiele, ale to właśnie kolekcja Natalii Siwiec dla marki Indigo Nails najbardziej przykuwa uwagę. Jest to zestaw 10 pastelowych odcieni w praktycznie każdym pożądanym odcieniu na ten sezon, które świetnie współgrają z letnią opalenizną.
Mój kolor tego lata to odcień Blond Hair Don't Care. Jest on różowy i bardzo uniwersalny. Pasuje do każdej stylizacji. Ma wiele wdzięku i seksapilu, przy czym jest też bardzo dziewczęcy.
Poniżej znajduje się moja letnia propozycja paznokci na wakacje. Dominuje tu róż w asyście pyłków, które znane są jako syrenki. A tzw. wisienką na torcie jest tu biała muszelka. :)
Wybaczcie mi piasek przy niektórych paznokciach, ale jak mówiłam ta stylizacja była stworzona w sam raz na plażę ;) Niemniej jednak świetnie sprawdziła się również na wieczorne wyjście, czy poranny spacer.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery. Pokaż wszystkie posty
17 sierpnia 2016
19 maja 2016
Co warto kupić w Oriflame?
Cześć wszystkim. Niedawno pisałam post o tym, co warto kupić w Avon, dziś idąc za ciosem mam dla Was kolejny. Tym razem nieco o firmie Oriflame.
Zacznę od tego, że dla większości ludzi podstawową i często jedyną różnicą między Oriflame a Avon jest cena. Jednakże mamy tu dwa różne systemy wartości. Oriflame stawia na jakość, woli stworzyć bardziej wyszukane składniki aktywne do swoich receptur, stąd większa cena produktu. Tam liczą się klienci zdecydowani, stawiający na lepszą jakość i chcący za nią zapłacić, aniżeli kupić tanio i mieć efekt słabszy. Głównie do takich ludzi kierowana jest większość ich oferty.
Natomiast w Avonie często mam wrażenie, że idą na ilość. Jak najwięcej sprzedanych kosmetyków, jak najniższe ceny. Są kremy o wartości detalicznej 60-100zł, gdzie w promocji można kupić za 25zł. W dużej mierze liczy się zbyt.
PERFUMY
Oriflame ma naprawdę dobre perfumy w przystępnych cenach. Są bardzo różnorodne i dość długo się utrzymują zarówno damskie jak i męskie. Moje ulubione to Love Potion i Masquerade.
Zacznę od tego, że dla większości ludzi podstawową i często jedyną różnicą między Oriflame a Avon jest cena. Jednakże mamy tu dwa różne systemy wartości. Oriflame stawia na jakość, woli stworzyć bardziej wyszukane składniki aktywne do swoich receptur, stąd większa cena produktu. Tam liczą się klienci zdecydowani, stawiający na lepszą jakość i chcący za nią zapłacić, aniżeli kupić tanio i mieć efekt słabszy. Głównie do takich ludzi kierowana jest większość ich oferty.
Natomiast w Avonie często mam wrażenie, że idą na ilość. Jak najwięcej sprzedanych kosmetyków, jak najniższe ceny. Są kremy o wartości detalicznej 60-100zł, gdzie w promocji można kupić za 25zł. W dużej mierze liczy się zbyt.
PERFUMY
Oriflame ma naprawdę dobre perfumy w przystępnych cenach. Są bardzo różnorodne i dość długo się utrzymują zarówno damskie jak i męskie. Moje ulubione to Love Potion i Masquerade.
Etykiety:
ABC solidnych zakupów,
do rąk/stóp,
kosmetyki kolorowe,
kosmetyki specjalistyczne,
lakiery,
Oriflame,
perfumy,
pudry,
róże,
szminki,
uniwersalne,
zakupy,
zbiory,
zestawy
1 sierpnia 2015
Zakupowe podsumowanie lipca
Hej Kochani. Nie było mnie tu ostatnio z powodu dłuższego wyjazdu na wakacje. Jednakże wczoraj już wróciłam i mogę znów blogować. Dziś pokażę Wam, co kupiłam w ciągu ostatniego miesiąca. ;)
14 września 2013
Różowa landrynka od Bell
Witajcie.
Dzisiaj opowiem Wam o lakierze, który jakiś czas temu wygrałam w konkursie. Z racji, iż jest to marka znana, sądzę, że nie jedna z Was ma go w swojej kolekcji, choć może nie w tym odcieniu.
Lakier marki Bell, określony przez nią jako "trwały i superkryjący". Ma 10gram. Kosztuje ok. 16zł. Można go nabyć w drogeriach Natura.
PLUSY
+ dobrze kryje
+ trzyma dobre kilka dni, w zależności od stanu paznokci
+ łatwo się aplikuje
+ szybko schnie
SPOSTRZEŻENIA
Ogólnie jest to jeden z lepszych lakierów. Konsystencja idealna, jedna warstwa wystarcza by zakryć płytkę tak w 70%, dlatego też ja częściej stawiam na dwie.
Na zdrowej, gładkiej płytce potrafi wytrzymać nawet 4, 5 dni, natomiast z miejscach, gdzie się płytka zaczyna rozdwajać to już znacznie mniej.
Zawarte drobinki są bardzo małe, przypominają bardziej pyłek perłowy niźli brokat. Są prawie niewyczuwalne na paznokciu.
Generalnie jest to fajny lakier, już drugi, który mam z tej serii. Serdecznie polecam, zwłaszcza ze względu na szeroką gamę kolorów w stosunku do jakości.
Dzisiaj opowiem Wam o lakierze, który jakiś czas temu wygrałam w konkursie. Z racji, iż jest to marka znana, sądzę, że nie jedna z Was ma go w swojej kolekcji, choć może nie w tym odcieniu.
Lakier marki Bell, określony przez nią jako "trwały i superkryjący". Ma 10gram. Kosztuje ok. 16zł. Można go nabyć w drogeriach Natura.
PLUSY
+ dobrze kryje
+ trzyma dobre kilka dni, w zależności od stanu paznokci
+ łatwo się aplikuje
+ szybko schnie
MINUSY
- ze względu na drobinki można się nieco męczyć ze zmyciem, jednakże nie tak jak z brokatem
SPOSTRZEŻENIA
Ogólnie jest to jeden z lepszych lakierów. Konsystencja idealna, jedna warstwa wystarcza by zakryć płytkę tak w 70%, dlatego też ja częściej stawiam na dwie.
Na zdrowej, gładkiej płytce potrafi wytrzymać nawet 4, 5 dni, natomiast z miejscach, gdzie się płytka zaczyna rozdwajać to już znacznie mniej.
Zawarte drobinki są bardzo małe, przypominają bardziej pyłek perłowy niźli brokat. Są prawie niewyczuwalne na paznokciu.
Generalnie jest to fajny lakier, już drugi, który mam z tej serii. Serdecznie polecam, zwłaszcza ze względu na szeroką gamę kolorów w stosunku do jakości.
24 września 2012
Sprostowania w sprawie pielęgnacji paznokci okiem stylistki cz.1
Witajcie moje drogie!
Jak już pewnie zauważyliście ostatnio dość znaczna część blogerek chętnie dzieli się z nami swoją wiedzą z zakresu dermatologii i pielęgnacji włosów (w ten dział raczej nie wnikam), czy nawet paznokci. I ten ostatni wątek monitoruję by w razie nieścisłości, bądź nieprawdy móc w komentarzu sprostować. Albowiem jestem stylistką paznokci, dermatologię do dziś 'wałkuję', zdarza mi się nawet po obejrzeniu czyiś paznokci lecieć po książkę, aby podać jak najbardziej solidną diagnozę. Z racji mego wykształcenia czuję w sobie obowiązek dzielenia się jak najprawdziwszą wiedzą z Wami.
Na pewno pamiętacie, kilka dni temu jedna blogerka (nazwijmy ją X) dodała bardzo wyczerpujący post pt. "Paznokciowe vademecum cz.1". Przeczytałam, wręcz trochę na siłę calutki, od początku były pewne sprzeczne informacje, więc postanowiłam wyjaśnić je w komentarzu. Napisałam, został opublikowany i z ciekawości, co do odpowiedzi autorki wchodzę jeszcze raz na jej bloga, a tam co? Mój komentarz zniknął, a informacje błędne jak były tak są dalej. I na dodatek wiele innych koleżanek z branży serdecznie dziękowało jej za info, w znacznym stopniu dość błędne...
Dlatego też wyjaśniam u siebie wszelkie wątpliwości Wasze i mam też prośbę, abyście pisały w komentarzach pytania, które dalej Was nurtują, a ich nie poruszyłam akurat w tym poście.
1) Żele/płyny do usuwania skórek
Są po to, aby nie używać do tego cążek. Stosować należy je z wyczuciem, raczej nie częściej niż raz na tydzień. Aplikujemy i po kilku minutach skórki SAME NIE ZNIKAJĄ, lecz są na tyle rozmiękczone, że można je usunąć przeznaczonym do tego patyczkiem. Gdyby skórki same znikały wtedy na pewno ów preparat znacznie szkodziłby płytce, a dzięki temu o ile stosujemy go z umiarem nie zrobimy sobie krzywdy.
2) Tipsy a zniszczone paznokcie
Pisałam już kiedyś o tym TUTAJ. Tam jest bardziej rozwinięty ten temat.
3) Metalowe pilniki i ich zastosowania
O ile każdy mniej więcej już zdaje sobie sprawę, że piłowanie paznokci metalowym pilnikiem prowadzi do ich rozdwajania, o tyle niedawno spotkałam się z tym, że ktoś go używał do odsuwania skórek. A mamy przecież patyczki, nawet kopytka specjalne do tego. Robiąc to ostro zakończonym pilnikiem w dużej mierze ryzykujemy uszkodzenie płytki, a w najlepszym wypadku jej porysowanie.
4) 'Lakieromaniaczka' a łamliwe paznokcie
Często spotykam się z tym, zwłaszcza podczas wakacji, gdy ktoś przychodzi do mnie i mówi "Pomaluję sobie paznokcie lakierem, ale za 2,3 dni kolor mi się nudzi i zmieniam na inny. Kiedyś miałam paznokcie bardzo mocne i twarde, a teraz ciągle się łamią i nie wiem czemu." Odpowiedź jedna - zbyt częste użycie zmywacza. Ów płyn ma to do siebie, że zmywając lakier przy okazji wysusza paznokcie. Dlatego oficjalnie mówi się o tym, że powinno się go używać nie częściej niż raz w tygodniu i zaraz po tym umyć ręce.
5) 'Kiepskie lakiery, bo nietrwałe'
Na trwałość lakieru w gruncie rzeczy nie ma tylko wpływu jego marka, jeśli chcecie poznać wszystkie powody to znajdziecie je w TYM poście.
To tyle na dziś.:)
3 sierpnia 2012
Z miętą na paznokciach :)
Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią na Fb, bohaterem tego postu będzie lakier.:)
Jak można się domyślić chodzi o Golden Rose. Nr 225. Ta firma jest kolejnym przedstawicielem lakierów bez szkodliwego formaldehydu i toulenu. Typowo miętowy odcień z drobinkami opalizującymi na zielono. Po nałożeniu na paznokcie są prawie niewidoczne.
Jedna warstwa niewystarczająco pokrywa płytkę, więc potrzebne są co najmniej dwie.
Tak właśnie wyglądają paznokcie po pierwszej warstwie.
A tak po dwóch.
Trwałość standardowa, myślę, że spokojnie wytrzyma tydzień, ewentualnie gdzie niegdzie może się lekko zetrzeć przy końcówkach. Obecnie mam go już piąty dzień i tylko na dwóch zdążył się lekko zetrzeć, ale niezbyt widocznie. Moim zdaniem jest ok!
Tylko nie orientuję się całkiem co do ceny, bo na firmowych stoiskach widziałam go za 9,99zł, a w innej drogerii znalazłam za 5,49.:)
Jak można się domyślić chodzi o Golden Rose. Nr 225. Ta firma jest kolejnym przedstawicielem lakierów bez szkodliwego formaldehydu i toulenu. Typowo miętowy odcień z drobinkami opalizującymi na zielono. Po nałożeniu na paznokcie są prawie niewidoczne.
Jedna warstwa niewystarczająco pokrywa płytkę, więc potrzebne są co najmniej dwie.
Tak właśnie wyglądają paznokcie po pierwszej warstwie.
A tak po dwóch.
Trwałość standardowa, myślę, że spokojnie wytrzyma tydzień, ewentualnie gdzie niegdzie może się lekko zetrzeć przy końcówkach. Obecnie mam go już piąty dzień i tylko na dwóch zdążył się lekko zetrzeć, ale niezbyt widocznie. Moim zdaniem jest ok!
Tylko nie orientuję się całkiem co do ceny, bo na firmowych stoiskach widziałam go za 9,99zł, a w innej drogerii znalazłam za 5,49.:)
7 lipca 2012
Inglot #355
Bohaterem dzisiejszego posta jest nowy lakier z letniej kolekcji.
Wspominałam już o nim na fejsie. Odcień brzoskwiniowy, delikatnie podbity brązem, mimo wszystko zachowany w pastelowej tonacji, cena - 20zł. Pojemność też nie mała - 16ml. Zastanawia mnie ile kosztowała by wersja mini 5-8ml i czy firma kiedykolwiek taką wprowadzi przy tej linii.
Spodobał mi się już miesiąc temu, jak nie wcześniej. Szukałam gdzie popadnie, ostatecznie, po wielu trudach, udało mi się w Lesznie. Czytając etykietę kolejny zachwyt ze względu na skład.
Niestety zachwyty się skończyły, gdy przyszło do malowania.
Okazało się bowiem, że lakier jest strasznie rzadki i ma słabą zdolność samopoziomowania (tzn. równomiernego rozlewania się na płytce bez smug). Po pierwszej warstwie myślałam, że mnie szlag trafi. Dawno się tak nie namęczyłam z lakierem. Najlepsze krycie uzyskamy po dwóch warstwach, tudzież producent poleca nawet 3. Ja skończyłam na dwóch starając się jak najrównomierniej zakryć płytkę, co nie było proste m.in. przez to, że tak rzadki lakier szybko schnie i jeśli od razu nie pomalujemy dobrze to za chwilę poprawki wyjdą jeszcze tragiczniej. No i te skórki! Eh.
Co więcej, pierwszy odprysk pojawił się parę godzin po pomalowaniu podczas mycia głowy, potem na drugi dzień kolejny i kolejny, mimo, że tak jak zawsze zabezpieczyłam końcówki odżywką Eveline, która zwykle dobrze służyła mi jako baza.
A wyobraźcie sobie, że naprawdę wiele salonów na tej marce pracuje. Zaczynam się zastanawiać, czy obecne upały mają jakiś szczególny wpływ na ten lakier, ale bez przesady. Przyznam szczerze - nieco się rozczarowałam.
Wspominałam już o nim na fejsie. Odcień brzoskwiniowy, delikatnie podbity brązem, mimo wszystko zachowany w pastelowej tonacji, cena - 20zł. Pojemność też nie mała - 16ml. Zastanawia mnie ile kosztowała by wersja mini 5-8ml i czy firma kiedykolwiek taką wprowadzi przy tej linii.
Spodobał mi się już miesiąc temu, jak nie wcześniej. Szukałam gdzie popadnie, ostatecznie, po wielu trudach, udało mi się w Lesznie. Czytając etykietę kolejny zachwyt ze względu na skład.
Niestety zachwyty się skończyły, gdy przyszło do malowania.
Okazało się bowiem, że lakier jest strasznie rzadki i ma słabą zdolność samopoziomowania (tzn. równomiernego rozlewania się na płytce bez smug). Po pierwszej warstwie myślałam, że mnie szlag trafi. Dawno się tak nie namęczyłam z lakierem. Najlepsze krycie uzyskamy po dwóch warstwach, tudzież producent poleca nawet 3. Ja skończyłam na dwóch starając się jak najrównomierniej zakryć płytkę, co nie było proste m.in. przez to, że tak rzadki lakier szybko schnie i jeśli od razu nie pomalujemy dobrze to za chwilę poprawki wyjdą jeszcze tragiczniej. No i te skórki! Eh.
Co więcej, pierwszy odprysk pojawił się parę godzin po pomalowaniu podczas mycia głowy, potem na drugi dzień kolejny i kolejny, mimo, że tak jak zawsze zabezpieczyłam końcówki odżywką Eveline, która zwykle dobrze służyła mi jako baza.
A wyobraźcie sobie, że naprawdę wiele salonów na tej marce pracuje. Zaczynam się zastanawiać, czy obecne upały mają jakiś szczególny wpływ na ten lakier, ale bez przesady. Przyznam szczerze - nieco się rozczarowałam.
29 października 2011
Lakierowe refleksje
Zacznijmy od tego, czy ci wszyscy ludzie, którzy są tacy eko i używają głównie takich kosmetyków, propagują taki styl życia nie używają lakierów do paznokci?
Bo jak nie od dziś wiadomo to właśnie w takiej małej, niepozornej buteleczce znajduje się najwięcej chemii, którą uważają za szkodliwą i od której zawzięcie się bronią.
W kobiecym stylu życia normalnym jest chęć posiadania i eksponowania jak najpiękniejszych paznokci. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu 'dłonie są wizytówką człowieka'.
Więc jak to jest? Malują, czy nie? Bo ja jakoś nie wyobrażam sobie nawet najbardziej zawziętego ekologa, który nic z paznokciami nie robi. Owszem są jeszcze odżywki, sera (napakowane chemią wzmacniającą paznokcie) oraz preparaty jak zwyczajny płyn do usuwania skórek, który skutecznie manicure mechaniczny ułatwia i znacznie przyśpiesza.
Wyobrażam sobie takiego typowego maniaka eko, który zawzięcie co jakiś czas moczy palce w misce z wodą i dodatkiem mydła typu 'Biały Jeleń', potem odsuwa skórki patyczkiem z drzewa pomarańczowego i delikatnie usiłuje je wyciąć ciążkami.
Albo wcale nie wycina, bo kłóci się to z jego przekonaniami.
Potem opiłowywuje kształt pilnikiem 180 i nabłyszcza płytkę polerką z irchy, czy czegoś tam jeszcze. Tyle.
Bo tu już się kończą działania wyzbyte chemikali i z tego co mi wiadomo eko lakierów nie ma i nie będzie.
Kolejna sprawa - trwałość lakieru. Jest to niewdzięczna kwestia, bo albo emalia jest trwała albo nie. Winą bądź nagrodą obarczamy za to firmę. Chociaż firma nie zawsze ma tu kluczowe zdanie. Co odpowiada za trwałość?
- cykl menstruacyjny, bo często w czasie okresu paznokcie nie trzymają lakieru, czy nawet żelu i akrylu, ale gdy już minie wszystko jest ok, po prostu odpowiadają wtedy za to zmiany hormonalne zachodzące w organizmie i inne (nie jest tak u wszystkich, ale u niektórych)
- czas jaki poświęciliśmy na wyschnięcie każdej warstwy - im więcej warstw lakieru tym każda kolejna schnie dwa razy wolniej, a nawet dłużej
- użycie top coata
- obowiązki, czyli to co robimy ręcznie np. sprzątając w domu
- moczenie rąk we wodzie, płytka w wodzie się rozmiękcza, zwiększa ryzyko odprysku przy niewielkim uderzeniu
- odtłuszczenie paznokci przed samym malowaniem (wystarczy zwykłym spirytusem salicylowym, czy zmywaczem, ale takim bez olejków najlepiej), wtedy lakier dłużej się 'trzyma'
- stan paznokci
- i dopiero teraz - MARKA lakieru.
Matujący top coat. Taki modny ostatnio. Zastanawiał się ktoś kiedyś jak go robią?
Bo ja nie. I wcale mnie to nie interesowało dopóki przypadkiem nie kupiłam go. Po pół dnia stwierdziłam, że przecież sama mogłam go zrobić, przy użyciu materiałów, które już od dawna posiadam w domu.
Stylistki powinny już wiedzieć, co mam na myśli.
Zaczęłam się zastanawiać, jakie środki po nałożeniu dają efekt matu. Od razu przyszły mi do głowy rzekomo szkodliwe akryle (ale ten temat poruszę innym razem). Wystarczyłoby bowiem wymieszać zwykły top coat z odrobiną akrylu. I otrzymamy to, co chcieliśmy z tą różnicą, że zyskamy przy tym większą satysfakcję (bo w końcu same go zrobiłyśmy), no i możemy same decydować którego składnika w jakich ilościach dodać. Tak pewnie można by robić gotowe mat lakiery i tego oto wyzwania podejmę się niebawem. Doświadczenia oczywiście opiszę na tym oto blogu, więc zapraszam do obserwacji.:)
A na zakończenie kilka słów ku przestrodze przy zakupie lakierów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



