Cześć. Dzisiaj przybywam do Was z trzecią i zaraz ostatnią już częścią serii o kosmetykach. Mam nadzieję, że z poprzednich wynieśliście coś nowego. A tymczasem zapraszam na nowy wpis.
Salony kosmetyczne kojarzą nam się zwykle z miejscem, gdzie można zaczerpnąć relaksu podczas zabiegu. Jeśli przychodzimy na zabieg na twarz to zwykle wiąże się to z diagnostyką stanu skóry w danej chwili, jak i ogólnego zarysu jej problemów, po czym nastaje moment, gdy zaczyna się zabieg odpowiedni dla naszej skóry. Pierwsze efekty widać już bezpośrednio po zabiegu. Jednakże same zabiegi nie zdziałają wiele, jeśli nie będziemy pielęgnować skóry w domu. Dlatego też ważnym elementem jest stosowanie odpowiednich kosmetyków w zaciszu domowym. Salony często ułatwiają nam osiągnięcie celu poprzez polecanie produktów odpowiednich dla naszej skóry. Podstawą jest dobrze dobrany krem do twarzy i odpowiedni produkt do demakijażu. Gdy już to mamy to możemy rozszerzyć pielęgnację o odpowiedni peeling, maseczki, krem pod oczy, czy nawet serum.
- "Gdy czuję, że moja twarz jest sucha to smaruję ją kremem Nivea, a gdy już jest bardzo sucha to smaruję wazeliną." (posiadaczka cery tłustej)
- "Moja mama całe życie smarowała się kremem Nivea i młodo wygląda, więc ja też go używam."
Niezastąpiony krem Nivea, który kiedyś był dobry na wszystko. On praktycznie nie nawilża, tylko natłuszcza skórę, powoduje powstawanie zaskórników u osób ze skórą tłustą i mieszaną. Jak widać nie jest to dobry pomysł, że o wazelinie nie wspomnę.
A co do młodości to jedni mają ku temu po prostu dobre geny i nawet jak o skórę zbytnio nie dbają to i tak wyglądają dobrze. A druga sprawa jest taka, że przecież kiedyś nie było fast foodów, prawie wcale się nie jadło przetworzonej żywności, a i zanieczyszczeń w powietrzu było mniej niż teraz, więc porównywanie co było kiedyś do dzisiaj jest trochę bez sensu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gabinet we własnym domu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gabinet we własnym domu. Pokaż wszystkie posty
11 stycznia 2018
9 października 2015
Moja pasja - paznokcie
Cześć Kochani. Oj dawno mnie tu nie było. Znalezienie wolnego czasu wcale nie jest takie łatwe, gdy w ciągu tygodnia chodzi się do pracy, a co weekend do szkoły (tak, próbuję swoich sił w farmacji ;). Jednak zbyt wiele wysiłku włożyłam w tego bloga, by tak po prostu go zawiesić. Po prostu muszę się jeszcze bardziej zorganizować.
7 czerwca 2014
Najczęstsze błędy w pielęgnacji
Cześć wszystkim. Dziś dla odmiany opowiem Wam nieco o pielęgnacji skóry. A dokładniej o błędach, o których często słyszę.
1. Kosmetyki niedopasowane do typu cery.
Ogólnie są 4 główne typy cer, ale rozgałęziają się one na kilka kolejnych. Nie każdy zdaje sobie sprawę jaką ma skórę i często kupuje kosmetyki dobrane dość przypadkowo, głównie kierując się efektem obiecanym przez producenta, a nie własnymi potrzebami.
Np. osoba z cerą suchą kupuje podkład/krem o właściwościach matujących, bo liczy się dla niej taki oto efekt i zazwyczaj też uważa, że kosmetyki o treściwszej konsystencji nie są dla niej, bo nie lubią charakterystycznego dla nich efekty błyszczącej skóry. Podobnie może postępować osoba z rozszerzonymi naczynkami ściągająca pielęgnację na boczny tor, kierując się potrzebą zakrycia twarzy dobrze kamuflującymi kosmetykami do makijażu.
Oczywiście, w obydwóch przypadkach efekt wysuszenia skóry jest murowany, bo kosmetyki matujące mają za zadanie zredukować ilość wytwarzanego sebum, a kosmetyki o dużym stopniu krycia mają zazwyczaj tak dobrany skład, który przy częstym stosowaniu ów kosmetyków doprowadza do wysuszenia skóry.
Równie dobrze może popełniać błąd osoba z tłustą cerą smarująca się kremem typu Nivea, zwiększając tym samym stopień natłuszczenia swojej skóry, a nawet doprowadzić do zatkania porów, a w konsekwencji do pojawienia się wykwitów skórnych o charakterze popularnego trądziku.
2. Mycie skóry mydłem, inwazyjnymi żelami na bazie SLS itp.
Nie od dziś wiadomo, że generalnie mydło szkodzi w ten sposób, że wysusza skórę, no i ma zasadowe pH, czyli zupełnie różne od naszego naturalnego.
Są specjalne mydła, zazwyczaj ręcznie robione, które nadają się do mycia skóry, a nawet twarzy. Możecie je znaleźć w mydlarniach (np. Lawendowa Farma) z dokładnym opisem, na co pomoże, a na co nie. Tego typu mydła polecam zwłaszcza dla cer trądzikowych, tłustych, mieszanych. Przy suchej, naczyniowej, wrażliwej i normalnej skłoniłabym się ku łagodzącym, nawilżającym piankom do mycia twarzy, np. Decubal.
Żele ze SLS i SLeS oraz ich pochodnymi nie są dobrym wyborem, bo dzięki silnie myjącym składnikom poza zanieczyszczeniami i makijażem zmywają również naszą naturalną warstwę ochronną, która później musi się odbudowywać od 10 minut do nawet kilku godzin w zależności od rodzaju cery i jej natłuszczenia. Dodatkowo potrafią nasilić łojotok u cery tłustej, mieszanej.
3. Niestosowanie toniku.
Przez cały pierwszy rok szkoły, w każdym projekcie i przy każdym zabiegu powtarzaliśmy jak mantrę - "Tonik przywraca skórze właściwe pH i dlatego powinno się go używać po każdym kontakcie skóry z wodą". Jeśli zmywacie makijaż micelami to spoko, nie jest on Wam potrzebny, bo płyny micelarne również tonizują skórą, ale jeśli używacie mleczek, żeli, pianek i dwufazówek to warto się w ten kosmetyk zaopatrzyć. Osobiście już nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez tonizowania skóry. Poza tym toniki poza ich głównym zadaniem mają inne właściwości - odświeżają, łagodzą, pobudzają itp.
4. Pielęgnacja skóry trądzikowej kosmetykami do tego typu cery.
Np. mamy taki problem ze skórą, idziemy do drogerii i kupujemy całą serię kosmetyków typu Under 20 AntiAcne. Na początku jesteśmy super zadowoleni, że działa i wszystko ok, a po tygodniu i więcej problem natury dermatologicznej dopada nas ze zdwojoną siłą. Dlaczego? Bo skupiliśmy się tylko na odtłuszczaniu i oczyszczaniu skóry, a w tym czasie zdążyła się ona już przesuszyć, stąd nadprodukcja sebum i coraz więcej wykwitów. Ważne jest, aby przy tej pielęgnacji zastosować równolegle kosmetyki o działaniu nawilżającym bez składników zapychających pory.
A już najlepiej to zgłosić się do dermatologa.
5. Smarowanie tylko twarzy.
Często tak się zdarza, że wiele pań martwiąc się o zmarszczki nakłada uważnie krem na całą twarz zapominając o szyi i dekolcie. Jak wiadomo skóra w tych miejscach jest często bardziej wrażliwa i sucha niż na twarzy, dlatego również wymaga naszej uwagi.
O reszcie napiszę Wam innym razem. A jakie są Wasze błędy pielęgnacyjne? Czy jest nim któryś z powyższych?
Pozdrawiam i liczę, że notka da do myślenia ;)
1. Kosmetyki niedopasowane do typu cery.
Ogólnie są 4 główne typy cer, ale rozgałęziają się one na kilka kolejnych. Nie każdy zdaje sobie sprawę jaką ma skórę i często kupuje kosmetyki dobrane dość przypadkowo, głównie kierując się efektem obiecanym przez producenta, a nie własnymi potrzebami.
Np. osoba z cerą suchą kupuje podkład/krem o właściwościach matujących, bo liczy się dla niej taki oto efekt i zazwyczaj też uważa, że kosmetyki o treściwszej konsystencji nie są dla niej, bo nie lubią charakterystycznego dla nich efekty błyszczącej skóry. Podobnie może postępować osoba z rozszerzonymi naczynkami ściągająca pielęgnację na boczny tor, kierując się potrzebą zakrycia twarzy dobrze kamuflującymi kosmetykami do makijażu.
Oczywiście, w obydwóch przypadkach efekt wysuszenia skóry jest murowany, bo kosmetyki matujące mają za zadanie zredukować ilość wytwarzanego sebum, a kosmetyki o dużym stopniu krycia mają zazwyczaj tak dobrany skład, który przy częstym stosowaniu ów kosmetyków doprowadza do wysuszenia skóry.
Równie dobrze może popełniać błąd osoba z tłustą cerą smarująca się kremem typu Nivea, zwiększając tym samym stopień natłuszczenia swojej skóry, a nawet doprowadzić do zatkania porów, a w konsekwencji do pojawienia się wykwitów skórnych o charakterze popularnego trądziku.
2. Mycie skóry mydłem, inwazyjnymi żelami na bazie SLS itp.
Nie od dziś wiadomo, że generalnie mydło szkodzi w ten sposób, że wysusza skórę, no i ma zasadowe pH, czyli zupełnie różne od naszego naturalnego.
Są specjalne mydła, zazwyczaj ręcznie robione, które nadają się do mycia skóry, a nawet twarzy. Możecie je znaleźć w mydlarniach (np. Lawendowa Farma) z dokładnym opisem, na co pomoże, a na co nie. Tego typu mydła polecam zwłaszcza dla cer trądzikowych, tłustych, mieszanych. Przy suchej, naczyniowej, wrażliwej i normalnej skłoniłabym się ku łagodzącym, nawilżającym piankom do mycia twarzy, np. Decubal.
Żele ze SLS i SLeS oraz ich pochodnymi nie są dobrym wyborem, bo dzięki silnie myjącym składnikom poza zanieczyszczeniami i makijażem zmywają również naszą naturalną warstwę ochronną, która później musi się odbudowywać od 10 minut do nawet kilku godzin w zależności od rodzaju cery i jej natłuszczenia. Dodatkowo potrafią nasilić łojotok u cery tłustej, mieszanej.
3. Niestosowanie toniku.
Przez cały pierwszy rok szkoły, w każdym projekcie i przy każdym zabiegu powtarzaliśmy jak mantrę - "Tonik przywraca skórze właściwe pH i dlatego powinno się go używać po każdym kontakcie skóry z wodą". Jeśli zmywacie makijaż micelami to spoko, nie jest on Wam potrzebny, bo płyny micelarne również tonizują skórą, ale jeśli używacie mleczek, żeli, pianek i dwufazówek to warto się w ten kosmetyk zaopatrzyć. Osobiście już nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez tonizowania skóry. Poza tym toniki poza ich głównym zadaniem mają inne właściwości - odświeżają, łagodzą, pobudzają itp.
4. Pielęgnacja skóry trądzikowej kosmetykami do tego typu cery.
Np. mamy taki problem ze skórą, idziemy do drogerii i kupujemy całą serię kosmetyków typu Under 20 AntiAcne. Na początku jesteśmy super zadowoleni, że działa i wszystko ok, a po tygodniu i więcej problem natury dermatologicznej dopada nas ze zdwojoną siłą. Dlaczego? Bo skupiliśmy się tylko na odtłuszczaniu i oczyszczaniu skóry, a w tym czasie zdążyła się ona już przesuszyć, stąd nadprodukcja sebum i coraz więcej wykwitów. Ważne jest, aby przy tej pielęgnacji zastosować równolegle kosmetyki o działaniu nawilżającym bez składników zapychających pory.
A już najlepiej to zgłosić się do dermatologa.
5. Smarowanie tylko twarzy.
Często tak się zdarza, że wiele pań martwiąc się o zmarszczki nakłada uważnie krem na całą twarz zapominając o szyi i dekolcie. Jak wiadomo skóra w tych miejscach jest często bardziej wrażliwa i sucha niż na twarzy, dlatego również wymaga naszej uwagi.
O reszcie napiszę Wam innym razem. A jakie są Wasze błędy pielęgnacyjne? Czy jest nim któryś z powyższych?
Pozdrawiam i liczę, że notka da do myślenia ;)
15 lutego 2013
Co mnie irytuje w światku blogowym - czyli o kwasach słów kilka
Miała być recenzja, ale będzie kiedy indziej. Dziś chciałam zwrócić na pewien dość powszechny problem ostatnio, a mianowicie zbyt entuzjastyczne podejście ludzi do zabiegu eksfoliacji skóry kwasami.
Panuje takie przekonanie - 'po co płacić kosmetyczce plus minus 50zł za jeden zabieg, nie mówiąc już o serii, skoro można kupić sobie zestaw z kwasem i zrobić samemu, by osiągnąć ten sam efekt'?
W tej chwili polemizowałabym nad wyrażeniem 'osiągnąć samemu ten sam efekt'. Przecież wystarczy tylko oczyścić skórę, nałożyć kwas, poczekać ileś tam czasu (tzn. aż skóra nie zacznie piec, swędzieć itp.), zmyć wodą i jest ok.
No właśnie, tylko czy jest ok?
Czytając podejrzanie dużo ostatnich recenzji na ten temat wychodzi na to, że osoby bez wykształcenia kosmetycznego nie wiedzą jak wykonać odpowiednio ten zabieg, aby sobie nie zaszkodzić. Jest tak głównie przez to, że większość z nich traktuje kwas jako peeling enzymatyczny. A tak się nie da. Już na samych blogach przeczytamy np. "nałożyłam szwagierce kwas (glikolowy 30%), po paru minutach skóra zaczęła ją tak piec, że biegała po domu, bo miała nadzieję, że jej ulży" albo "zrobiłam sobie peeling kwasowy (mlekowy 80% (!)) i po nim wyszło ma na brodzie coś podobnego do liszaju, na szczęście stos kremów nawilżających po jakimś czasie pomógł mi się go pozbyć". Nie wiem jak Wy, ale ja czytam i ręce załamuje. A to nie wszystko, podobno na Wizażu powstał osobny wątek, w którym dziewczyny dzielą się przykrymi konsekwencjami swoich prób z kwasami.
Stąd pomysł na notkę informacyjną o kwasach, dla wszystkich którzy już z nimi próbowali albo mają zamiar.
Panuje takie przekonanie - 'po co płacić kosmetyczce plus minus 50zł za jeden zabieg, nie mówiąc już o serii, skoro można kupić sobie zestaw z kwasem i zrobić samemu, by osiągnąć ten sam efekt'?
W tej chwili polemizowałabym nad wyrażeniem 'osiągnąć samemu ten sam efekt'. Przecież wystarczy tylko oczyścić skórę, nałożyć kwas, poczekać ileś tam czasu (tzn. aż skóra nie zacznie piec, swędzieć itp.), zmyć wodą i jest ok.
No właśnie, tylko czy jest ok?
Czytając podejrzanie dużo ostatnich recenzji na ten temat wychodzi na to, że osoby bez wykształcenia kosmetycznego nie wiedzą jak wykonać odpowiednio ten zabieg, aby sobie nie zaszkodzić. Jest tak głównie przez to, że większość z nich traktuje kwas jako peeling enzymatyczny. A tak się nie da. Już na samych blogach przeczytamy np. "nałożyłam szwagierce kwas (glikolowy 30%), po paru minutach skóra zaczęła ją tak piec, że biegała po domu, bo miała nadzieję, że jej ulży" albo "zrobiłam sobie peeling kwasowy (mlekowy 80% (!)) i po nim wyszło ma na brodzie coś podobnego do liszaju, na szczęście stos kremów nawilżających po jakimś czasie pomógł mi się go pozbyć". Nie wiem jak Wy, ale ja czytam i ręce załamuje. A to nie wszystko, podobno na Wizażu powstał osobny wątek, w którym dziewczyny dzielą się przykrymi konsekwencjami swoich prób z kwasami.Stąd pomysł na notkę informacyjną o kwasach, dla wszystkich którzy już z nimi próbowali albo mają zamiar.
19 marca 2012
Manicure
Niby o manicure wszystko wiemy, ale co rusz na jakimś blogu trochę inne, jakby ulepszone (choć nie zawsze) wersje tego zabiegu czytam. Zacznijmy od tego, że są 2 podstawowe typy manicure: MECHANICZNY i BIOLOGICZNY. Różnią się tak naprawdę jedną czynnością, ale wyjaśnię to poniżej.:)
Co będzie potrzebne do takiego naprawdę solidnego mani?
* miska typowa dla tego zabiegu
* ręcznik
* tabletki do mani
* peeling
* balsam
* oliwka
* żel do usuwania skórek
* kopytko/patyczek
* cążki do skórek
* pilniki (najlepiej o gradacji 180)
* polerka
* waciki
* odżywka do paznokci
* zmywacz
* cleaner (więcej o nim za kilka dni :)
1. Na początek należy przygotować kąpiel dłoniom. Moja miska nie jest typowa, bo składa się z dwóch części, dzięki czemu mogę wykonywać w niej też tzw. manicure na ciepło (o tym też niebawem) oraz ściągać akryl, czy też żele typu soak, easy off. Wlewamy wodę, dodajemy jedną (wystarczy też pół) tabletki i czekamy aż się rozpuści.
W tym czasie zmywamy dokładnie lakier z paznokci, jeśli go mamy.
2. Moczymy dłoń, po ok. 5 minutach ją wyciągamy i wykonujemy peeling. Opłukujemy rękę, osuszamy ją i nakładamy żel na skórki. Moczymy drugą i tak samo.
3. Odpychamy skórki patyczkiem, bądź kopytkiem (kopytkiem szybciej, ale trzeba uważać), usuwamy wacikiem żel. Jeśli mamy ochotę na manicure biologiczny to pomijamy kolejny krok.
4. W przypadku mechanicznego bierzemy cążki i usuwamy nimi odsunięte już skórki. Nie jest to lekkie, zwłaszcza, że cążki są bardzo ostre i bardzo łatwo wsunąć je za daleko i dlatego łatwo tu o skaleczenie.
5. Po zajęciu się skórkami dokładnie przemywamy płytkę paznokcia cleanerem (jeśli się nawet skaleczyłyśmy cleaner zdezynfekuje rankę).
6. Opiłowywujemy paznokcia, polerujemy.
7. Nakładamy odżywkę i czekamy aż wyschnie.
8. Wykonujemy masaż relaksacyjny balsamem.
9. Nakładamy oliwkę na skórki wokół paznokci.
I koniec.:)
Co będzie potrzebne do takiego naprawdę solidnego mani?
* miska typowa dla tego zabiegu
* ręcznik
* tabletki do mani
* peeling
* balsam
* oliwka
* żel do usuwania skórek
* kopytko/patyczek
* cążki do skórek
* pilniki (najlepiej o gradacji 180)
* polerka
* waciki
* odżywka do paznokci
* zmywacz
* cleaner (więcej o nim za kilka dni :)
1. Na początek należy przygotować kąpiel dłoniom. Moja miska nie jest typowa, bo składa się z dwóch części, dzięki czemu mogę wykonywać w niej też tzw. manicure na ciepło (o tym też niebawem) oraz ściągać akryl, czy też żele typu soak, easy off. Wlewamy wodę, dodajemy jedną (wystarczy też pół) tabletki i czekamy aż się rozpuści.
W tym czasie zmywamy dokładnie lakier z paznokci, jeśli go mamy.
2. Moczymy dłoń, po ok. 5 minutach ją wyciągamy i wykonujemy peeling. Opłukujemy rękę, osuszamy ją i nakładamy żel na skórki. Moczymy drugą i tak samo.
3. Odpychamy skórki patyczkiem, bądź kopytkiem (kopytkiem szybciej, ale trzeba uważać), usuwamy wacikiem żel. Jeśli mamy ochotę na manicure biologiczny to pomijamy kolejny krok.
4. W przypadku mechanicznego bierzemy cążki i usuwamy nimi odsunięte już skórki. Nie jest to lekkie, zwłaszcza, że cążki są bardzo ostre i bardzo łatwo wsunąć je za daleko i dlatego łatwo tu o skaleczenie.
5. Po zajęciu się skórkami dokładnie przemywamy płytkę paznokcia cleanerem (jeśli się nawet skaleczyłyśmy cleaner zdezynfekuje rankę).
6. Opiłowywujemy paznokcia, polerujemy.
7. Nakładamy odżywkę i czekamy aż wyschnie.
8. Wykonujemy masaż relaksacyjny balsamem.
9. Nakładamy oliwkę na skórki wokół paznokci.
I koniec.:)
26 stycznia 2012
Charakterystyka masek algowych Bielendy.
Maski algowe względu na swe bogate właściwości pielęgnacyjne są bardzo doceniane w kosmetyce. Ich najpopularniejszym producentem jest firma Bielenda, która umieściła je w specjalnej linii produktów pod nazwą Professional przeznaczonych dla gabinetów kosmetycznych. Nie trzeba jednak być kosmetyczką, żeby je dostać. Każda hurtownia kosmetyczna oferuje je bowiem w całej ofercie, toteż są dość łatwo dostępne, co prawda w drogerii ich nie kupimy, ale to nie problem. Zasadniczą rolę gra tu też ich pojemność i cena.
Jeśli pierwszy raz mamy zamiar się w jakąś zaopatrzyć to polecam kupić opakowanie w puszce, do której zamieszczona jest specjalna miarka ułatwiająca przygotowanie. Puszka ma pojemność 500 ml (w przeliczeniu na gramy jest to 190g) i kosztuje przeważnie jedynie ok.5zł więcej od opakowania z uzupełnieniem o tej samej pojemności, czyli ok.45zł.
Więcej o działaniu tych masek oraz ich przygotowaniu możecie przeczytać w TYM poście.
Ze względu na dużą różnorodność poniżej zamieszczam charakterystykę poszczególnych masek.
20 stycznia 2012
Zakupy!;D
No to wreszcie doczekałam się!:)
Jakby ktoś nie wiedział jeszcze jest to podstawowe wyposażenie do woskowania: podgrzewacz, paski i wkład. A maskę do włosów kupiłam dodatkowo przy wizycie w hurtowni.:)
Jakby ktoś nie wiedział jeszcze jest to podstawowe wyposażenie do woskowania: podgrzewacz, paski i wkład. A maskę do włosów kupiłam dodatkowo przy wizycie w hurtowni.:)
15 grudnia 2011
Robimy maskę algową! :)
Najpierw co nieco o algach:
Preparaty kosmetyczne zawierające wyciągi z alg morskich szczególnie polecane są do pielęgnacji cery osób często przebywających w suchych pomieszczeniach, narażonych na działanie skażonego powietrza wielkich miast, żyjących w ciągłym stresie. Czynniki te wpływają bowiem negatywnie na skórę, przyspieszając proces jej starzenia. Stosowanie preparatów zawierających glony może neutralizować skutki tych działań. Algi zaopatrują naszą skórę w witaminy, aminokwasy, elementy śladowe, proteiny i składniki mineralne, przez co regenerują tkanki i komórki i zapewniają jej prawidłowe nawilżenie.
Ja akurat użyłam takiej:
Jest to maska algowa z glinką Ghassoul
Działanie:
- absorbuje wydzieliny skórne
- wchłania szkodliwe substancje i toksyny znajdujące się w skórze
- usuwa martwy naskórek
- poprawia krążenie krwi i dotlenia skórę
- obkurcza rozszerzone pory
- doskonale regeneruje szarą i zmęczoną cerę nadając jej świeży i świetlisty wygląd
- poprawia kontur twarzy
- uzupełnia niezbędne dla zdrowia i urody pierwiastki: magnez, krzem, wapń i selen.
Składniki aktywne:
Alginat (ekstrakt z alg brunatnych).
Glinka Ghassoul z Maroka – naturalna skarbnica cennych pierwiastków, takich jak: krzem (uelastycznia naskórek), magnez (opóźnia proces starzenia), wapń (wzmacnia naturalną odporność i łagodzi podrażnienia skóry), selen (usuwa toksyny). Glinka posiada nadzwyczajne właściwości detoksykujące i dotleniające skórę.
Teraz bierzemy się za pracę.
Potrzebne nam będą:
* nożyczki (do otwarcia opakowania)
* opaska na włosy (w moim przypadku jest to zwykła jednorazówka z hurtowni)
* peeling (ja wybrałam enzymatyczny - recenzja TUTAJ)
* miseczka silikonowa
* pędzel
* szpatułka
* łyżeczki miarowe (jeśli przyrządzamy taką z dużego opakowania, gdzie trzeba samemu dozować ilość na raz)
* zlewka z dozownikiem (żeby wiedzieć ile wody należy dodać)
* woda mineralna niegazowana bądź przegotowana
* płatki kosmetyczne
* krem do twarzy
* mleczko, tonik, płyn dwufazowy do demakijażu
Zaczynamy! [przedstawię schemat wykonania na drugiej osobie, gdyż pierwszy raz samemu ciężko jest sobie maskę taką zrobić]
1. Najpierw zmywamy cały makijaż klientki oraz oczyszczamy skórę z szyi i dekoltu.
2. Przystępujemy do wykonania peelingu. Mój należy nanieść na twarz i delikatnie wmasować. Wybrałam enzymatyczny, gdyż nie podrażnia skóry, a dodatkowo ułatwia wnikanie w nią składników czynnych zawartych w masce. Zostawiamy go na 5-10 minut.
3. Moczymy płatki w ciepłej wodzie i zmywamy delikatnie peeling.
4. Przestępujemy do przyrządzenia maski.
Pierwotnie wygląda ona tak:
Ponieważ moja próbka jest już odmierzona wystarczy ją tylko przesypać do miski. Zgodnie z zaleceniami na opakowaniu dolewamy do niej 40g wody.
I teraz zaczyna się nasz wyścig z czasem..
5. Po dokładnym rozmieszaniu otrzymamy masę podobną do średnio gęstej ugotowanej kaszki manny. Tak jak kaszka nosi nazwę 'błyskawiczna' tak i my musimy błyskawicznie maskę nałożyć na twarz, szyję i część dekoltu nawet. Maska bardzo szybko gęstnieje i przypomina wtedy gęstą kaszkę, której nie sposób nałożyć, nawet ponowne dolanie wody procesu zgęstnienia nie spowalnia.
A co do nakładania to możemy ominąć okolice oczu, brwi i ust albo zabezpieczyć je i zakryć calą twarz pozostawiając tylko otwór do oddychania. Należy też nie nakładać zbyt cienkich warstw przy brzegach, gdyż wysychają, kruszą się i trzeba je wtedy zmywać.
6. Teraz należy odczekać ok. 20 minut.
7. Ściągamy maskę możliwie jednym ruchem (początkowo potrzebne będzie ich więcej). Zmywamy pozostałe, zaschnięte resztki przy brzegach, jeśli zostały.
U mnie resztki wyglądały tak:
8. Nakładamy krem i wykonujemy delikatny masaż. Na tym kończymy nasz zabieg.:)
Preparaty kosmetyczne zawierające wyciągi z alg morskich szczególnie polecane są do pielęgnacji cery osób często przebywających w suchych pomieszczeniach, narażonych na działanie skażonego powietrza wielkich miast, żyjących w ciągłym stresie. Czynniki te wpływają bowiem negatywnie na skórę, przyspieszając proces jej starzenia. Stosowanie preparatów zawierających glony może neutralizować skutki tych działań. Algi zaopatrują naszą skórę w witaminy, aminokwasy, elementy śladowe, proteiny i składniki mineralne, przez co regenerują tkanki i komórki i zapewniają jej prawidłowe nawilżenie.
Ja akurat użyłam takiej:
Jest to maska algowa z glinką Ghassoul
Działanie:
- absorbuje wydzieliny skórne
- wchłania szkodliwe substancje i toksyny znajdujące się w skórze
- usuwa martwy naskórek
- poprawia krążenie krwi i dotlenia skórę
- obkurcza rozszerzone pory
- doskonale regeneruje szarą i zmęczoną cerę nadając jej świeży i świetlisty wygląd
- poprawia kontur twarzy
- uzupełnia niezbędne dla zdrowia i urody pierwiastki: magnez, krzem, wapń i selen.
Składniki aktywne:
Alginat (ekstrakt z alg brunatnych).
Glinka Ghassoul z Maroka – naturalna skarbnica cennych pierwiastków, takich jak: krzem (uelastycznia naskórek), magnez (opóźnia proces starzenia), wapń (wzmacnia naturalną odporność i łagodzi podrażnienia skóry), selen (usuwa toksyny). Glinka posiada nadzwyczajne właściwości detoksykujące i dotleniające skórę.
Teraz bierzemy się za pracę.
Potrzebne nam będą:
* nożyczki (do otwarcia opakowania)
* opaska na włosy (w moim przypadku jest to zwykła jednorazówka z hurtowni)
* peeling (ja wybrałam enzymatyczny - recenzja TUTAJ)
* miseczka silikonowa
* pędzel
* szpatułka
* łyżeczki miarowe (jeśli przyrządzamy taką z dużego opakowania, gdzie trzeba samemu dozować ilość na raz)
* zlewka z dozownikiem (żeby wiedzieć ile wody należy dodać)
* woda mineralna niegazowana bądź przegotowana
* płatki kosmetyczne
* krem do twarzy
* mleczko, tonik, płyn dwufazowy do demakijażu
Zaczynamy! [przedstawię schemat wykonania na drugiej osobie, gdyż pierwszy raz samemu ciężko jest sobie maskę taką zrobić]
1. Najpierw zmywamy cały makijaż klientki oraz oczyszczamy skórę z szyi i dekoltu.
2. Przystępujemy do wykonania peelingu. Mój należy nanieść na twarz i delikatnie wmasować. Wybrałam enzymatyczny, gdyż nie podrażnia skóry, a dodatkowo ułatwia wnikanie w nią składników czynnych zawartych w masce. Zostawiamy go na 5-10 minut.
3. Moczymy płatki w ciepłej wodzie i zmywamy delikatnie peeling.
4. Przestępujemy do przyrządzenia maski.
Pierwotnie wygląda ona tak:
Ponieważ moja próbka jest już odmierzona wystarczy ją tylko przesypać do miski. Zgodnie z zaleceniami na opakowaniu dolewamy do niej 40g wody.
I teraz zaczyna się nasz wyścig z czasem..
5. Po dokładnym rozmieszaniu otrzymamy masę podobną do średnio gęstej ugotowanej kaszki manny. Tak jak kaszka nosi nazwę 'błyskawiczna' tak i my musimy błyskawicznie maskę nałożyć na twarz, szyję i część dekoltu nawet. Maska bardzo szybko gęstnieje i przypomina wtedy gęstą kaszkę, której nie sposób nałożyć, nawet ponowne dolanie wody procesu zgęstnienia nie spowalnia.
A co do nakładania to możemy ominąć okolice oczu, brwi i ust albo zabezpieczyć je i zakryć calą twarz pozostawiając tylko otwór do oddychania. Należy też nie nakładać zbyt cienkich warstw przy brzegach, gdyż wysychają, kruszą się i trzeba je wtedy zmywać.
6. Teraz należy odczekać ok. 20 minut.
7. Ściągamy maskę możliwie jednym ruchem (początkowo potrzebne będzie ich więcej). Zmywamy pozostałe, zaschnięte resztki przy brzegach, jeśli zostały.
U mnie resztki wyglądały tak:
8. Nakładamy krem i wykonujemy delikatny masaż. Na tym kończymy nasz zabieg.:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



