Trwały makijaż ust nie jest dyktowany tylko przez profesjonalistów, czy ich modeli. Ma on również zastosowanie w codziennym świecie wśród nieznanych powszechnie ludzi. Każdy znawca pomalowanych ust wie ile trudu trzeba włożyć w to, aby były one jak najdłużej nieskazitelne. Firmy kosmetyczne postanowiły wyjść na przeciw tym oczekiwaniom tworząc coś z wyglądu podobnego do tradycyjnego błyszczyka i nazwały to tint.
A u mnie znalazł się właściwie dlatego, że znalazłam go pewnego dnia w Naturze i postanowiłam zrobić swatche na ręce. Odcień ten był obłędny, a dokładniej skojarzył mi się bezpośrednio z odcieniem krwi, a potem już tylko fantazje nt.
makijażu a' la wampir, który mogliście podziwiać w poprzednim poście. Właśnie ten tint posłużył mi za krew, szkoda tylko, że w świetle lampy nie wygląda tak zjawiskowo i przerażająco jak w dziennym, czy też na żywo.^^
INFORMACJE
Od producenta: "Sekret działania tego niezwykłego błyszczyka tkwi w jego formule typu
„long lasting”, która sprawia, że kolor trzyma się niezwykle długo od
momentu aplikacji. Specjalne składniki zawarte w formule Lip Tint barwią
naskórek ust, co gwarantuje efekt przypominający makijaż permanentny.
Kolor po prostu „wtapia się” w usta, a Ty możesz spokojnie cieszyć się
długotrwałym, zniewalającym efektem. Co więcej, Permanent Make- up Lip
Tint nie ściera się, dzięki czemu nie pozostawia nieestetycznych śladów
np. na szklance czy kieliszku."
Pojemność: 5,5g.
Cena: ok. 11zł.
Firma: Bell.
Dostępność: drogerie Natura.
Wersje: sześć różnych odcieni utrzymanych w kolorystyce neonowej, mój ma nr 01.
Czas testowania: 3 tygodnie.
PLUSY
+ na suchych ustach nie odznacza się na szklankach itp.
+ wystarczy jedna wartstwa, aby cieszyć się wyrazistym kolorem
+ wygodny aplikator
+ idealny odcień czerwieni (przynajmniej dla mnie:P)
+ w miarę wytrzymały
+ cena
MINUSY
- podkreśla suche skórki
- ciężko go samemu zmyć
- przy jedzeniu nierównomiernie się wymywa
SPOSTRZEŻENIA
Zwróćcie uwagę, że to naprawdę błyszczyk przypomina tylko z wyglądu. Tak naprawdę nie ma właściwości nawilżających, wygładzających, czy powiększających usta. Tint stawia ma bardzo wyrazisty kolor i długotrwałe jego utrzymanie się na ustach.
Uważam, że jest najlepszy na specjalne okazje, niż w użytkowaniu na co dzień. Niektóre osoby mają z nim problemy typu wysuszenie ust, czy uczucie pieczenia po aplikacji. Ja takowych nie mam, jednakże stosuję go mniej więcej raz na tydzień. Wtedy zdarza mi się go nosić przez około pół dnia. Trochę denerwuje mnie fakt, że przy jedzeniu czegokolwiek muszę uważać, aby za bardzo go nie zetrzeć, bo wtedy zostaje mi na ustach jedynie kontur krwistoczerwony, a reszta zwyczajnie blada. Dlatego warto po każdym posiłku po prostu ponowić aplikację. W czasie, gdy nic je jemy, tint trzyma się znakomicie. Nie blaknie, nie ściera się samoistnie.
Bezpośrednio po aplikacji jedynie odczuwam takie jakby lekkie wpijanie się tinta w usta, barwnik próbuje wniknąć jak najgłębiej przez co ciężko się go zmywa przy demakijażu. Podkreśli suche skórki, w ich miejscu będzie ciemniejszy, dlatego polecam ich dobre nawilżenie i nawet lekki peeling przed aplikacją. Ja osobiście nie zauważyłam, aby wysuszał wargi.
Warto też zwrócić uwagę na skład, głównie jego długość. Myślę, że to powinno dać jasno do zrozumienia, że tint nie nadaje się codziennie do pracy.
I na koniec jego odcienie uchwycone aparatem.W dziennym i sztucznym świetle. Na co dzień kolor prezentuje się mniej więcej tak jak na górnym zdjęciu przez co dodaje elegancji i szyku całemu makijażowi. Zdecydowanie odcień również dla starszych pań!