Mimo, że za oknem nastała jesień, mniej lub bardziej śmiałe promienie słońca wciąż muskają naszą skórę drażniąc ją mniej lub bardziej. Dziś przedstawię Wam dwa żele, bez których nie wyobrażam sobie upalnego lata, jak również innych pór roku, kiedy moja skóra potrzebuje ukojenia.
Ich składnikiem głównym jest aloes. Do głównych zasług tej rośliny należy łagodzenie podrażnień różnego pochodzenia (sprawdzi się też w przypadku poparzeń skóry) oraz nawilżanie skóry.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomocne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomocne. Pokaż wszystkie posty
1 października 2018
29 sierpnia 2018
Suplementy diety - co warto wiedzieć
Dziś temat bardzo ważny i jeden z tych, o których można powiedzieć, że są niczym rzeka. Nie można krótko i dosadnie wyjaśnić fenomenu suplementów.
Jako naród stawiający w dużej mierze na wygodne i dostatnie życie, licząc, że możemy mieć wszystko i w pewnym sensie czując się wszechmocnymi, nie zwracamy uwagi na jakość naszego pożywienia. Chcemy mieć wszystko smacznie przyrządzone i szybko podane. Tak więc w XXI wieku szerzy się epidemia otyłości, cukrzycy, zwiększonego cholesterolu, miażdżycy. Jemy tłusto i mało zdrowo. W tym momencie ręce zacierają spece od marketingu firm większych i mniejszych produkujących właśnie suplementy diety. Przecież taka zaniedbana przez siebie osoba szybciej skusi się na nowe opakowanie witamin, aby zagłuszyć trochę wyrzuty sumienia swoim dotychczasowym życiem i nieco podreperować swoje zdrowie, chociaż tego ostatniego nie można być tak do końca pewnym w tym przypadku.
Od początku...
Suplementacja została stworzona na potrzeby wzbogacania naszej diety w konkretne składniki odżywcze.
Jako naród stawiający w dużej mierze na wygodne i dostatnie życie, licząc, że możemy mieć wszystko i w pewnym sensie czując się wszechmocnymi, nie zwracamy uwagi na jakość naszego pożywienia. Chcemy mieć wszystko smacznie przyrządzone i szybko podane. Tak więc w XXI wieku szerzy się epidemia otyłości, cukrzycy, zwiększonego cholesterolu, miażdżycy. Jemy tłusto i mało zdrowo. W tym momencie ręce zacierają spece od marketingu firm większych i mniejszych produkujących właśnie suplementy diety. Przecież taka zaniedbana przez siebie osoba szybciej skusi się na nowe opakowanie witamin, aby zagłuszyć trochę wyrzuty sumienia swoim dotychczasowym życiem i nieco podreperować swoje zdrowie, chociaż tego ostatniego nie można być tak do końca pewnym w tym przypadku.
Od początku...
Suplementacja została stworzona na potrzeby wzbogacania naszej diety w konkretne składniki odżywcze.
5 lutego 2018
Pielęgnacja naturalna - początki, przykłady kosmetyków
Pielęgnacja naturalna to niby nic takiego, przecież w każdej drogerii, czy nawet markecie spotykamy kosmetyki bazujące na roślinnych ekstraktach. Kupując produkt mający na etykiecie kolorowe kwiatki lub zielone listki z informacją, że zawiera ekstrakt z róży, czy wyciąg z aloesu daje nam poczucie, że wybieramy te lepsze kosmetyki dla naszej skóry, jednakże często bywamy w błędzie. Tak naprawdę, czy wyrób jest wartościowy determinuje jego skład.
Mój początek z kosmetykami to tak naprawdę początek tego bloga. Pojawiały się tu rzetelne recenzje różnych produktów. Nierzadko metodą prób i błędów szukałam najlepszej pielęgnacji. A posiadanie cery mieszanej jest dobrą motywacją do zaznajomienia się ze składnikami receptur kosmetycznych, jeśli nie chce się wysypu zaskórników i zmian zapalnych. Jeśli jesteście ze mną dłużej to może pamiętacie jak sprzeciwiałam się stosowaniu parafiny w kosmetykach do codziennej pielęgnacji.
Przełom nastąpił w momencie, gdy szukałam kosmetyków do pielęgnacji skóry atopowej. Przebiłam się przez lawinę dermokosmetyków, z których wszystkie miały być takie super. A w nich podstawa to parafina, wazelina, silikony, a w produktach do mycia SLS, SLeS i ich niewielkie modyfikacje. Grupa pierwsza wcale nie nawilża skóry, daje tego złudne wrażenie, a grupa druga zmywa ze skóry cały jej film ochronny i u atopowców może wywoływać podrażnienia. A skoro nie mogłam doszukać się odpowiedniego dermokosmetyku, moje poszukiwania przeszły na kosmetyki naturalne, ale takie w granicach ok. 90% naturalnej receptury. Dlatego kupiłam delikatny żel myjący dla dzieci od Nacomi, który ma przyjemny skład.
Od czego zacząć?
Mój początek z kosmetykami to tak naprawdę początek tego bloga. Pojawiały się tu rzetelne recenzje różnych produktów. Nierzadko metodą prób i błędów szukałam najlepszej pielęgnacji. A posiadanie cery mieszanej jest dobrą motywacją do zaznajomienia się ze składnikami receptur kosmetycznych, jeśli nie chce się wysypu zaskórników i zmian zapalnych. Jeśli jesteście ze mną dłużej to może pamiętacie jak sprzeciwiałam się stosowaniu parafiny w kosmetykach do codziennej pielęgnacji.
Przełom nastąpił w momencie, gdy szukałam kosmetyków do pielęgnacji skóry atopowej. Przebiłam się przez lawinę dermokosmetyków, z których wszystkie miały być takie super. A w nich podstawa to parafina, wazelina, silikony, a w produktach do mycia SLS, SLeS i ich niewielkie modyfikacje. Grupa pierwsza wcale nie nawilża skóry, daje tego złudne wrażenie, a grupa druga zmywa ze skóry cały jej film ochronny i u atopowców może wywoływać podrażnienia. A skoro nie mogłam doszukać się odpowiedniego dermokosmetyku, moje poszukiwania przeszły na kosmetyki naturalne, ale takie w granicach ok. 90% naturalnej receptury. Dlatego kupiłam delikatny żel myjący dla dzieci od Nacomi, który ma przyjemny skład.
Od czego zacząć?
Etykiety:
Czarszka,
Fresh&Natural,
kosmetyki mineralne,
kosmetyki pielęgnacyjne,
książki,
Mokosh,
Nacomi,
naturalnie,
Organique,
Pixie,
podsumowanie,
pomocne,
refleksje,
Resibo,
rosyjskie kosmetyki,
rzeczywistość,
Vianek
14 stycznia 2018
Za co kochamy minerały?
Cześć. W pewnym momencie życia przychodzi czas, kiedy chcemy zadbać o skórę, dając jej to, co najlepsze, czyli najbardziej naturalne. Racjonalna pielęgnacja przynosi świetne efekty, więc dlaczego by nie pójść dalej tą drogą i pomyśleć o naturalnych kosmetykach do makijażu?
11 stycznia 2018
Kosmetyki trzech klas - cz.3 salon kosmetyczny
Cześć. Dzisiaj przybywam do Was z trzecią i zaraz ostatnią już częścią serii o kosmetykach. Mam nadzieję, że z poprzednich wynieśliście coś nowego. A tymczasem zapraszam na nowy wpis.
Salony kosmetyczne kojarzą nam się zwykle z miejscem, gdzie można zaczerpnąć relaksu podczas zabiegu. Jeśli przychodzimy na zabieg na twarz to zwykle wiąże się to z diagnostyką stanu skóry w danej chwili, jak i ogólnego zarysu jej problemów, po czym nastaje moment, gdy zaczyna się zabieg odpowiedni dla naszej skóry. Pierwsze efekty widać już bezpośrednio po zabiegu. Jednakże same zabiegi nie zdziałają wiele, jeśli nie będziemy pielęgnować skóry w domu. Dlatego też ważnym elementem jest stosowanie odpowiednich kosmetyków w zaciszu domowym. Salony często ułatwiają nam osiągnięcie celu poprzez polecanie produktów odpowiednich dla naszej skóry. Podstawą jest dobrze dobrany krem do twarzy i odpowiedni produkt do demakijażu. Gdy już to mamy to możemy rozszerzyć pielęgnację o odpowiedni peeling, maseczki, krem pod oczy, czy nawet serum.
- "Gdy czuję, że moja twarz jest sucha to smaruję ją kremem Nivea, a gdy już jest bardzo sucha to smaruję wazeliną." (posiadaczka cery tłustej)
- "Moja mama całe życie smarowała się kremem Nivea i młodo wygląda, więc ja też go używam."
Niezastąpiony krem Nivea, który kiedyś był dobry na wszystko. On praktycznie nie nawilża, tylko natłuszcza skórę, powoduje powstawanie zaskórników u osób ze skórą tłustą i mieszaną. Jak widać nie jest to dobry pomysł, że o wazelinie nie wspomnę.
A co do młodości to jedni mają ku temu po prostu dobre geny i nawet jak o skórę zbytnio nie dbają to i tak wyglądają dobrze. A druga sprawa jest taka, że przecież kiedyś nie było fast foodów, prawie wcale się nie jadło przetworzonej żywności, a i zanieczyszczeń w powietrzu było mniej niż teraz, więc porównywanie co było kiedyś do dzisiaj jest trochę bez sensu.
Salony kosmetyczne kojarzą nam się zwykle z miejscem, gdzie można zaczerpnąć relaksu podczas zabiegu. Jeśli przychodzimy na zabieg na twarz to zwykle wiąże się to z diagnostyką stanu skóry w danej chwili, jak i ogólnego zarysu jej problemów, po czym nastaje moment, gdy zaczyna się zabieg odpowiedni dla naszej skóry. Pierwsze efekty widać już bezpośrednio po zabiegu. Jednakże same zabiegi nie zdziałają wiele, jeśli nie będziemy pielęgnować skóry w domu. Dlatego też ważnym elementem jest stosowanie odpowiednich kosmetyków w zaciszu domowym. Salony często ułatwiają nam osiągnięcie celu poprzez polecanie produktów odpowiednich dla naszej skóry. Podstawą jest dobrze dobrany krem do twarzy i odpowiedni produkt do demakijażu. Gdy już to mamy to możemy rozszerzyć pielęgnację o odpowiedni peeling, maseczki, krem pod oczy, czy nawet serum.
- "Gdy czuję, że moja twarz jest sucha to smaruję ją kremem Nivea, a gdy już jest bardzo sucha to smaruję wazeliną." (posiadaczka cery tłustej)
- "Moja mama całe życie smarowała się kremem Nivea i młodo wygląda, więc ja też go używam."
Niezastąpiony krem Nivea, który kiedyś był dobry na wszystko. On praktycznie nie nawilża, tylko natłuszcza skórę, powoduje powstawanie zaskórników u osób ze skórą tłustą i mieszaną. Jak widać nie jest to dobry pomysł, że o wazelinie nie wspomnę.
A co do młodości to jedni mają ku temu po prostu dobre geny i nawet jak o skórę zbytnio nie dbają to i tak wyglądają dobrze. A druga sprawa jest taka, że przecież kiedyś nie było fast foodów, prawie wcale się nie jadło przetworzonej żywności, a i zanieczyszczeń w powietrzu było mniej niż teraz, więc porównywanie co było kiedyś do dzisiaj jest trochę bez sensu.
9 stycznia 2018
Kosmetyki trzech klas - cz.2 apteka
Cześć, mam nadzieję, że poprzedni wpis przypadł Wam do gustu i zachęcił do refleksji. Dziś przyjrzę się bliżej dermokosmetykom, więc już chyba wiecie jakie miejsce mam na myśli. Jeśli jednak nie czytaliście części 1 to zapraszam Was TUTAJ.
Wizja zakupu kosmetyku w aptece wydaje się kusząca, ponieważ to nie są "zwykłe" produkty, ale takie bardziej medyczne, bo jednak "dermokosmetyki". Często to tam kierujemy swoje kroki po nowe nabytki, gdy mamy jakieś problemy z cerą (popękane naczynka - teleangiektazje, trądzik lub skórę skłonną do podrażnień) lub po prostu oczekujemy polecenia odpowiedniego produktu dla naszej skóry, nierzadko za cenę wyższą niż jego odpowiednika drogeryjnego.
- "Moja koleżanka była u dermatologa i dostała leki na trądzik. Też sobie je kupię, bo na pewno mi pomogą."
Życie malowałoby się w różowych barwach, gdybyśmy mogli używać wszystkie specyfiki, co inni ludzie na te same problemy. Jednakże życie to nie bajka. Takie dermokosmetyki, często już leki, są przepisywane pacjentom na podstawie obrazu klinicznego ich osobistego problemu i dokładnego wywiadu. Trądzik, trądzikowi nie równy. Często wynika z nieprawidłowej pielęgnacji, czasem są to inne czynniki np. nieregulowane hormony. Owszem, można pokusić się o taki zestaw jaki ma koleżanka, ale czy warto inwestować pieniądze w coś co może się nam nie zwrócić, a nawet zaszkodzić?
Wizja zakupu kosmetyku w aptece wydaje się kusząca, ponieważ to nie są "zwykłe" produkty, ale takie bardziej medyczne, bo jednak "dermokosmetyki". Często to tam kierujemy swoje kroki po nowe nabytki, gdy mamy jakieś problemy z cerą (popękane naczynka - teleangiektazje, trądzik lub skórę skłonną do podrażnień) lub po prostu oczekujemy polecenia odpowiedniego produktu dla naszej skóry, nierzadko za cenę wyższą niż jego odpowiednika drogeryjnego.
- "Moja koleżanka była u dermatologa i dostała leki na trądzik. Też sobie je kupię, bo na pewno mi pomogą."
Życie malowałoby się w różowych barwach, gdybyśmy mogli używać wszystkie specyfiki, co inni ludzie na te same problemy. Jednakże życie to nie bajka. Takie dermokosmetyki, często już leki, są przepisywane pacjentom na podstawie obrazu klinicznego ich osobistego problemu i dokładnego wywiadu. Trądzik, trądzikowi nie równy. Często wynika z nieprawidłowej pielęgnacji, czasem są to inne czynniki np. nieregulowane hormony. Owszem, można pokusić się o taki zestaw jaki ma koleżanka, ale czy warto inwestować pieniądze w coś co może się nam nie zwrócić, a nawet zaszkodzić?
Etykiety:
ABC solidnych zakupów,
aptecznie,
Dermena,
INCI,
inny punkt widzenia,
kosmetyki specjalistyczne,
La Roche Posay,
maści,
podsumowanie,
pomocne,
refleksje,
rzeczywistość,
ulubione,
zakupy,
zbiory
8 stycznia 2018
Kosmetyki trzech klas - cz.1 drogeria
Witajcie. Przybywam do Was po długiej przerwie pełna przemyśleń. Cyklem tych trzech postów chcę pokazać Wam jak można klasyfikować kosmetyki pod względem ich dostępności, a przy okazji zmierzyć się z dotychczasowymi stereotypami.
Zacznę od podstaw. Gdzie zazwyczaj kupujecie kosmetyki? Oczywiście, że w drogerii. Jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce zdominowane przez tego typu produkty. Można szybko, łatwo i niedrogo się w nie tam zaopatrzyć.
Wiedzieliście może, że np. producentem marki L'Oreal, Garnier, Maybelline jest ta sama firma? Droższe nie zawsze znaczy lepsze i tym samym krem L'Oreal może naprawdę w niewielkim stopniu różnić się od kremu Garnier.
Słyszałam też, że krem kremowi nie równy i jeśli widzicie go w dość dużej promocji zastanówcie się nad kupnem. Dlaczego? Moja klientka kupowała stale właśnie wspomniany wcześniej krem i kiedyś kupiła nowe opakowanie za pół ceny regularnej. Zauważyła, że krem nie miał w środku folii zabezpieczającej, a jego konsystencja była rzadsza niż zwykle. Padło podejrzenie o podrobienie produktu, jednakże nie miała dość zaparcia by iść w tym kierunku, a może bała się, że nie będzie w stanie udowodnić swoich podejrzeń.
- "Nie wiem jaki mam typ cery."
W drogerii ciężko o dobrą poradę kosmetyczną. Wynika to z tego, że sprzedawczynie zwykle nie mają wykształcenia typowo kosmetycznego, sam sklep raczej bazuje na szkoleniach marketingowych i raz po raz zapozna szerzej pracowników z nowymi produktami (choć częściej pewnie pracownicy robią to sami...). Druga sprawa jest taka, że naprawdę ciężko ocenić stan skóry pod makijażem, pozostaje wtedy bazowanie na tym co klient/klientka nam mówią, ale często te wiadomości bywają sprzeczne i wtedy prym wiedzie metoda prób i błędów - metoda czasochłonna i nierzadko frustrująca osoby testowane, kiedy kosmetyk nie spełnia ich oczekiwań.
- "Kupuję krem z kwasem hialuronowym, bo jest dobry na zmarszczki."
Fajnie, że kogoś interesują składniki kosmetyków. Często producent na ulotce dołączonej do opakowania zachęca nas do kupna modnymi i wartościowymi składnikami, ale jeśli spojrzymy na spód opakowania, gdzie małymi literkami mamy wypisany skład INCI (ten jedyny właściwy) to już nasza euforia może minąć. Nagle się okaże, że ów kwas hialuronowy, który miał solidnie nawilżyć skórę i wypełnić drobne zmarszczki, znajduje się na samym końcu składu stanowiąc np. 1% całej receptury.
- balsamy i oliwki do ciała Isana, Wellness & Beauty (dostępne w Rossmannie) - piękne zapachy i tak samo fajne składy
- kosmetyki dla dzieci BabyDream (Rossmann) tu zwłaszcza oliwkę dla dzieci, dla kobiet w ciąży też oraz szampon dla dzieci - te produkty testowałam na własnej skórze, więc polecam je z czystym sumieniem, poza tym jeszcze polecam oliwkę dla dzieci Hipp - nie znoszę oliwek z parafiną, a te bazują na olejach roślinnych (olejki Wellness&Beauty też), a jak wiemy oleje roślinne to naturalne emolienty
- wszelkie olejki naturalne, ale po uprzednim sprawdzeniu, że w ich składzie występuje czysty olej, bez dodatków
Zacznę od podstaw. Gdzie zazwyczaj kupujecie kosmetyki? Oczywiście, że w drogerii. Jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce zdominowane przez tego typu produkty. Można szybko, łatwo i niedrogo się w nie tam zaopatrzyć.
- "Nie kupuję byle jakich kremów, kupuję tylko produkty L'Oreal'a."
Wiedzieliście może, że np. producentem marki L'Oreal, Garnier, Maybelline jest ta sama firma? Droższe nie zawsze znaczy lepsze i tym samym krem L'Oreal może naprawdę w niewielkim stopniu różnić się od kremu Garnier.
Słyszałam też, że krem kremowi nie równy i jeśli widzicie go w dość dużej promocji zastanówcie się nad kupnem. Dlaczego? Moja klientka kupowała stale właśnie wspomniany wcześniej krem i kiedyś kupiła nowe opakowanie za pół ceny regularnej. Zauważyła, że krem nie miał w środku folii zabezpieczającej, a jego konsystencja była rzadsza niż zwykle. Padło podejrzenie o podrobienie produktu, jednakże nie miała dość zaparcia by iść w tym kierunku, a może bała się, że nie będzie w stanie udowodnić swoich podejrzeń.
- "Nie wiem jaki mam typ cery."
W drogerii ciężko o dobrą poradę kosmetyczną. Wynika to z tego, że sprzedawczynie zwykle nie mają wykształcenia typowo kosmetycznego, sam sklep raczej bazuje na szkoleniach marketingowych i raz po raz zapozna szerzej pracowników z nowymi produktami (choć częściej pewnie pracownicy robią to sami...). Druga sprawa jest taka, że naprawdę ciężko ocenić stan skóry pod makijażem, pozostaje wtedy bazowanie na tym co klient/klientka nam mówią, ale często te wiadomości bywają sprzeczne i wtedy prym wiedzie metoda prób i błędów - metoda czasochłonna i nierzadko frustrująca osoby testowane, kiedy kosmetyk nie spełnia ich oczekiwań.
- "Kupuję krem z kwasem hialuronowym, bo jest dobry na zmarszczki."
Fajnie, że kogoś interesują składniki kosmetyków. Często producent na ulotce dołączonej do opakowania zachęca nas do kupna modnymi i wartościowymi składnikami, ale jeśli spojrzymy na spód opakowania, gdzie małymi literkami mamy wypisany skład INCI (ten jedyny właściwy) to już nasza euforia może minąć. Nagle się okaże, że ów kwas hialuronowy, który miał solidnie nawilżyć skórę i wypełnić drobne zmarszczki, znajduje się na samym końcu składu stanowiąc np. 1% całej receptury.
Podsumowanie
Mimo że większość kosmetyków z drogerii ma mniej składników aktywnych niż byśmy chcieli, to można wśród nich znaleźć jeszcze warte uwagi produkty. Wystarczy dobrze szukać. Na pewno dużym plusem jest dostępność wielu kosmetyków w jednym miejscu z podziałem na ich przeznaczenie oraz duża ilość marek do wyboru. Praktycznie w jednym miejscu możemy zakupić wszystko czego nam trzeba - od żelu pod prysznic, poprzez cienie do oczu, na produktach do prania ubrań kończąc i to wszystko bez wydawania zbyt wielu pieniędzy.Kosmetyki warte uwagi w drogerii:
- produkty do pielęgnacji ciała Palmers - zwłaszcza te do stosowania w czasie ciąży zdołały już sobie zebrać wiele oddanych fanek, ale inne linie też zasługują na uwagę, ponieważ mają dobre składy (niedawno wypuścili produkty do pielęgnacji włosów, które niebawem będę testować, więc o nich później ;)- balsamy i oliwki do ciała Isana, Wellness & Beauty (dostępne w Rossmannie) - piękne zapachy i tak samo fajne składy
- kosmetyki dla dzieci BabyDream (Rossmann) tu zwłaszcza oliwkę dla dzieci, dla kobiet w ciąży też oraz szampon dla dzieci - te produkty testowałam na własnej skórze, więc polecam je z czystym sumieniem, poza tym jeszcze polecam oliwkę dla dzieci Hipp - nie znoszę oliwek z parafiną, a te bazują na olejach roślinnych (olejki Wellness&Beauty też), a jak wiemy oleje roślinne to naturalne emolienty
- wszelkie olejki naturalne, ale po uprzednim sprawdzeniu, że w ich składzie występuje czysty olej, bez dodatków
Etykiety:
ABC solidnych zakupów,
Babydream,
Hipp,
inny punkt widzenia,
Isana,
kosmetyki pielęgnacyjne,
L'Oreal,
Palmers,
podsumowanie,
pomocne,
refleksje,
rzeczywistość,
ulubione,
Wellness&Beauty,
zakupy
20 sierpnia 2016
Nauka w PSK Anieli Goc w Poznaniu
Witajcie. Pogoda za oknem coraz bardziej nasuwa nam na myśl jesień. A skoro wakacje mają się już coraz bardziej ku końcowi, to zapewne wiele z Was rozważa decyzję o dalszej nauce. Co roku wiele osób decyduje się spróbować swoich sił w szkole kosmetycznej. Wybór jest dość spory zarówno jeśli chodzi o szkoły policealne jak i studia wyższe. Każdy typ szkoły ma swoje główne cechy, które mają wpływ na jego wybór.
26 listopada 2015
Co kryje się w książce RLM "Tajniki makijażu"?
Pogoda za oknem momentalnie się ochłodziła. Pojawiły się pierwsze ślady śniegu. Nic tylko zaszyć się pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i dobrą książką. ;)
W szkole kosmetycznej miałam dość dużo zajęć z wiżażu (zarówno teorii jak i praktyki) jednakże byłabym hipokrytką, gdybym nie interesowała się nowinkami związanymi z tą branżą, nawet tymi dedykowanymi dla początkujących.
Niedawno trafiła w moje ręce publikacja autorki bloga Red Lipstick Monster. Pokazująca jak od zera można dojść do bohatera na tle kolorówki.
Książka wyjaśnia po kolei jak dobrać właściwy dla nas kosmetyk, tłumaczy różnice między poszczególnymi formami kolorówki. Zaczynamy od doboru najważniejszych narzędzi - pędzli, po czym możemy przeanalizować jaki podkład, puder, cień itd. będzie dla nas najwłaściwszy.
W szkole kosmetycznej miałam dość dużo zajęć z wiżażu (zarówno teorii jak i praktyki) jednakże byłabym hipokrytką, gdybym nie interesowała się nowinkami związanymi z tą branżą, nawet tymi dedykowanymi dla początkujących.
Niedawno trafiła w moje ręce publikacja autorki bloga Red Lipstick Monster. Pokazująca jak od zera można dojść do bohatera na tle kolorówki.
Książka wyjaśnia po kolei jak dobrać właściwy dla nas kosmetyk, tłumaczy różnice między poszczególnymi formami kolorówki. Zaczynamy od doboru najważniejszych narzędzi - pędzli, po czym możemy przeanalizować jaki podkład, puder, cień itd. będzie dla nas najwłaściwszy.
28 sierpnia 2015
Trójmiasto '15 c.d. - Solidarność
Niedawno pisałam TU o wakacjach, na które miałam okazję wybrać się niedawno do Gdańska i nie tylko. Cały wyjazd był bardzo fajnym doświadczeniem oraz przyjemnym wypoczynkiem. Aby się nie nudzić spędzając czas wyłącznie na "nic-nie-robieniu" i wylęgiwaniu się na plaży, za ważny aspekt ustanowiłam sobie poznanie Trójmiasta, a zwłaszcza Gdańska, gdzie nocowaliśmy. Odwiedziliśmy sporo muzeów i obejrzeliśmy dużo wystaw. Czas wypoczynku na pewno nie był czasem straconym.
Najważniejszym momentem w poznawaniu historii naszego kraju był dla mnie pobyt w muzeum Solidarności, które mieści się tuż przy stoczni gdańskiej.
Najważniejszym momentem w poznawaniu historii naszego kraju był dla mnie pobyt w muzeum Solidarności, które mieści się tuż przy stoczni gdańskiej.
17 sierpnia 2014
Biedronkowa Tangle Teezer
Hej. Kto śledzi mojego instagrama, ten wie, że jakiś czas temu skusiłam się na kilka rzeczy do pielęgnacji włosów z Biedronki. Wśród nich był zestaw tabletek wzmacniających skórę, włosy i paznokcie z plastikową szczotką a' la znany szeroko Tangle Teezer. Całość kosztowała zaledwie 14,99zł. Do wyboru były ok. 5 kolorów szczotki. Zastanawiałam się nad jasnoróżową, błękitną i fioletową, ale ostatecznie kolor ostatniej wygrał z konkurencją. Nigdy nie miałam oryginalnej wersji, więc postanowiłam wypróbować biedronkową z czystej ciekawości.
Kształt jej jest zbliżony do oryginału. Cała jest w jednym kolorze, a nie w dwóch jak pierwowzór.
Igiełki do rozczesywania są w dwóch długościach. Czytałam też, że są nieco mocniejsze niż przy oryginale. Na zdjęciach widzicie ją po miesiącu użytkowania, więc trochę igiełek mogło przez ten czas się lekko powyginać. Praktycznie rzecz biorąc, zauważyłam to dopiero na zdjęciach, bo przy użytkowaniu nie rzuciło mi się to w oczy. ;)
Jestem posiadaczką z reguły prostych włosów. Szczotka dobrze je rozczesuje. Czasem dla pewności czeszę je z wierzchu i jeszcze raz ze spuszczoną głową. Ściągania przy czesaniu prawie nie czuć, co zniechęciło mnie do używania tradycyjnej szczotki. Stosuję ją też do rozczesywania na mokro.
Poza tym można łatwo oczyścić ją w wypadniętych włosów i umyć. Zabiera niewiele miejsca.
Jestem bardzo zadowolona z tej szczotki i polecam ją. :)
Kształt jej jest zbliżony do oryginału. Cała jest w jednym kolorze, a nie w dwóch jak pierwowzór.
Igiełki do rozczesywania są w dwóch długościach. Czytałam też, że są nieco mocniejsze niż przy oryginale. Na zdjęciach widzicie ją po miesiącu użytkowania, więc trochę igiełek mogło przez ten czas się lekko powyginać. Praktycznie rzecz biorąc, zauważyłam to dopiero na zdjęciach, bo przy użytkowaniu nie rzuciło mi się to w oczy. ;)
Jestem posiadaczką z reguły prostych włosów. Szczotka dobrze je rozczesuje. Czasem dla pewności czeszę je z wierzchu i jeszcze raz ze spuszczoną głową. Ściągania przy czesaniu prawie nie czuć, co zniechęciło mnie do używania tradycyjnej szczotki. Stosuję ją też do rozczesywania na mokro.
Poza tym można łatwo oczyścić ją w wypadniętych włosów i umyć. Zabiera niewiele miejsca.
Jestem bardzo zadowolona z tej szczotki i polecam ją. :)
7 czerwca 2014
Najczęstsze błędy w pielęgnacji
Cześć wszystkim. Dziś dla odmiany opowiem Wam nieco o pielęgnacji skóry. A dokładniej o błędach, o których często słyszę.
1. Kosmetyki niedopasowane do typu cery.
Ogólnie są 4 główne typy cer, ale rozgałęziają się one na kilka kolejnych. Nie każdy zdaje sobie sprawę jaką ma skórę i często kupuje kosmetyki dobrane dość przypadkowo, głównie kierując się efektem obiecanym przez producenta, a nie własnymi potrzebami.
Np. osoba z cerą suchą kupuje podkład/krem o właściwościach matujących, bo liczy się dla niej taki oto efekt i zazwyczaj też uważa, że kosmetyki o treściwszej konsystencji nie są dla niej, bo nie lubią charakterystycznego dla nich efekty błyszczącej skóry. Podobnie może postępować osoba z rozszerzonymi naczynkami ściągająca pielęgnację na boczny tor, kierując się potrzebą zakrycia twarzy dobrze kamuflującymi kosmetykami do makijażu.
Oczywiście, w obydwóch przypadkach efekt wysuszenia skóry jest murowany, bo kosmetyki matujące mają za zadanie zredukować ilość wytwarzanego sebum, a kosmetyki o dużym stopniu krycia mają zazwyczaj tak dobrany skład, który przy częstym stosowaniu ów kosmetyków doprowadza do wysuszenia skóry.
Równie dobrze może popełniać błąd osoba z tłustą cerą smarująca się kremem typu Nivea, zwiększając tym samym stopień natłuszczenia swojej skóry, a nawet doprowadzić do zatkania porów, a w konsekwencji do pojawienia się wykwitów skórnych o charakterze popularnego trądziku.
2. Mycie skóry mydłem, inwazyjnymi żelami na bazie SLS itp.
Nie od dziś wiadomo, że generalnie mydło szkodzi w ten sposób, że wysusza skórę, no i ma zasadowe pH, czyli zupełnie różne od naszego naturalnego.
Są specjalne mydła, zazwyczaj ręcznie robione, które nadają się do mycia skóry, a nawet twarzy. Możecie je znaleźć w mydlarniach (np. Lawendowa Farma) z dokładnym opisem, na co pomoże, a na co nie. Tego typu mydła polecam zwłaszcza dla cer trądzikowych, tłustych, mieszanych. Przy suchej, naczyniowej, wrażliwej i normalnej skłoniłabym się ku łagodzącym, nawilżającym piankom do mycia twarzy, np. Decubal.
Żele ze SLS i SLeS oraz ich pochodnymi nie są dobrym wyborem, bo dzięki silnie myjącym składnikom poza zanieczyszczeniami i makijażem zmywają również naszą naturalną warstwę ochronną, która później musi się odbudowywać od 10 minut do nawet kilku godzin w zależności od rodzaju cery i jej natłuszczenia. Dodatkowo potrafią nasilić łojotok u cery tłustej, mieszanej.
3. Niestosowanie toniku.
Przez cały pierwszy rok szkoły, w każdym projekcie i przy każdym zabiegu powtarzaliśmy jak mantrę - "Tonik przywraca skórze właściwe pH i dlatego powinno się go używać po każdym kontakcie skóry z wodą". Jeśli zmywacie makijaż micelami to spoko, nie jest on Wam potrzebny, bo płyny micelarne również tonizują skórą, ale jeśli używacie mleczek, żeli, pianek i dwufazówek to warto się w ten kosmetyk zaopatrzyć. Osobiście już nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez tonizowania skóry. Poza tym toniki poza ich głównym zadaniem mają inne właściwości - odświeżają, łagodzą, pobudzają itp.
4. Pielęgnacja skóry trądzikowej kosmetykami do tego typu cery.
Np. mamy taki problem ze skórą, idziemy do drogerii i kupujemy całą serię kosmetyków typu Under 20 AntiAcne. Na początku jesteśmy super zadowoleni, że działa i wszystko ok, a po tygodniu i więcej problem natury dermatologicznej dopada nas ze zdwojoną siłą. Dlaczego? Bo skupiliśmy się tylko na odtłuszczaniu i oczyszczaniu skóry, a w tym czasie zdążyła się ona już przesuszyć, stąd nadprodukcja sebum i coraz więcej wykwitów. Ważne jest, aby przy tej pielęgnacji zastosować równolegle kosmetyki o działaniu nawilżającym bez składników zapychających pory.
A już najlepiej to zgłosić się do dermatologa.
5. Smarowanie tylko twarzy.
Często tak się zdarza, że wiele pań martwiąc się o zmarszczki nakłada uważnie krem na całą twarz zapominając o szyi i dekolcie. Jak wiadomo skóra w tych miejscach jest często bardziej wrażliwa i sucha niż na twarzy, dlatego również wymaga naszej uwagi.
O reszcie napiszę Wam innym razem. A jakie są Wasze błędy pielęgnacyjne? Czy jest nim któryś z powyższych?
Pozdrawiam i liczę, że notka da do myślenia ;)
1. Kosmetyki niedopasowane do typu cery.
Ogólnie są 4 główne typy cer, ale rozgałęziają się one na kilka kolejnych. Nie każdy zdaje sobie sprawę jaką ma skórę i często kupuje kosmetyki dobrane dość przypadkowo, głównie kierując się efektem obiecanym przez producenta, a nie własnymi potrzebami.
Np. osoba z cerą suchą kupuje podkład/krem o właściwościach matujących, bo liczy się dla niej taki oto efekt i zazwyczaj też uważa, że kosmetyki o treściwszej konsystencji nie są dla niej, bo nie lubią charakterystycznego dla nich efekty błyszczącej skóry. Podobnie może postępować osoba z rozszerzonymi naczynkami ściągająca pielęgnację na boczny tor, kierując się potrzebą zakrycia twarzy dobrze kamuflującymi kosmetykami do makijażu.
Oczywiście, w obydwóch przypadkach efekt wysuszenia skóry jest murowany, bo kosmetyki matujące mają za zadanie zredukować ilość wytwarzanego sebum, a kosmetyki o dużym stopniu krycia mają zazwyczaj tak dobrany skład, który przy częstym stosowaniu ów kosmetyków doprowadza do wysuszenia skóry.
Równie dobrze może popełniać błąd osoba z tłustą cerą smarująca się kremem typu Nivea, zwiększając tym samym stopień natłuszczenia swojej skóry, a nawet doprowadzić do zatkania porów, a w konsekwencji do pojawienia się wykwitów skórnych o charakterze popularnego trądziku.
2. Mycie skóry mydłem, inwazyjnymi żelami na bazie SLS itp.
Nie od dziś wiadomo, że generalnie mydło szkodzi w ten sposób, że wysusza skórę, no i ma zasadowe pH, czyli zupełnie różne od naszego naturalnego.
Są specjalne mydła, zazwyczaj ręcznie robione, które nadają się do mycia skóry, a nawet twarzy. Możecie je znaleźć w mydlarniach (np. Lawendowa Farma) z dokładnym opisem, na co pomoże, a na co nie. Tego typu mydła polecam zwłaszcza dla cer trądzikowych, tłustych, mieszanych. Przy suchej, naczyniowej, wrażliwej i normalnej skłoniłabym się ku łagodzącym, nawilżającym piankom do mycia twarzy, np. Decubal.
Żele ze SLS i SLeS oraz ich pochodnymi nie są dobrym wyborem, bo dzięki silnie myjącym składnikom poza zanieczyszczeniami i makijażem zmywają również naszą naturalną warstwę ochronną, która później musi się odbudowywać od 10 minut do nawet kilku godzin w zależności od rodzaju cery i jej natłuszczenia. Dodatkowo potrafią nasilić łojotok u cery tłustej, mieszanej.
3. Niestosowanie toniku.
Przez cały pierwszy rok szkoły, w każdym projekcie i przy każdym zabiegu powtarzaliśmy jak mantrę - "Tonik przywraca skórze właściwe pH i dlatego powinno się go używać po każdym kontakcie skóry z wodą". Jeśli zmywacie makijaż micelami to spoko, nie jest on Wam potrzebny, bo płyny micelarne również tonizują skórą, ale jeśli używacie mleczek, żeli, pianek i dwufazówek to warto się w ten kosmetyk zaopatrzyć. Osobiście już nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez tonizowania skóry. Poza tym toniki poza ich głównym zadaniem mają inne właściwości - odświeżają, łagodzą, pobudzają itp.
4. Pielęgnacja skóry trądzikowej kosmetykami do tego typu cery.
Np. mamy taki problem ze skórą, idziemy do drogerii i kupujemy całą serię kosmetyków typu Under 20 AntiAcne. Na początku jesteśmy super zadowoleni, że działa i wszystko ok, a po tygodniu i więcej problem natury dermatologicznej dopada nas ze zdwojoną siłą. Dlaczego? Bo skupiliśmy się tylko na odtłuszczaniu i oczyszczaniu skóry, a w tym czasie zdążyła się ona już przesuszyć, stąd nadprodukcja sebum i coraz więcej wykwitów. Ważne jest, aby przy tej pielęgnacji zastosować równolegle kosmetyki o działaniu nawilżającym bez składników zapychających pory.
A już najlepiej to zgłosić się do dermatologa.
5. Smarowanie tylko twarzy.
Często tak się zdarza, że wiele pań martwiąc się o zmarszczki nakłada uważnie krem na całą twarz zapominając o szyi i dekolcie. Jak wiadomo skóra w tych miejscach jest często bardziej wrażliwa i sucha niż na twarzy, dlatego również wymaga naszej uwagi.
O reszcie napiszę Wam innym razem. A jakie są Wasze błędy pielęgnacyjne? Czy jest nim któryś z powyższych?
Pozdrawiam i liczę, że notka da do myślenia ;)
12 kwietnia 2014
Kosmetycznie na papierze
Witajcie. Dziś postanowiłam napisać Wam o moich książkach kosmetycznych, które zazwyczaj nazywam "literaturą branżową". W sumie to ze zrobieniem tego posta zbieram się już jakieś dwa tygodnie, stworzenie go byłoby prostsze, gdyby nie fakt, że do tej pory te książki miałam w kilku różnych miejscach i trochę zajęło zanim zdążyłam je znów zebrać razem.
Generalnie uwielbiam wszelkie ambitne (i trochę mniej ambitne:P) książki z tego zakresu. Mam kilka ulubionych księgarń internetowych, które często odwiedzam w poszukiwaniu jakiś nowości. Nie powinno dziwić, że w kalendarzyku wciąż noszę książkową wishlistę. Przez te kilka lat trochę mi się ich nazbierało, może i Was coś z tego posta zainteresuje. ;)
Zbiór przedstawia się następująco...
A teraz dokładniej.
"Dermatologia dla kosmetologów"
Jest to obszerne vademecum, w którym znajdziemy szeroko opisane choroby, łącznie z ich różnicowaniem i metodami leczenia w akompaniamencie wyraźnych, kolorowych ilustracji. Ponadto jest też rozdział o lekach przepisywanych przez dermatologów, starzeniu skóry, operacjach plastycznych, a także szeroko opisane zabiegi z użyciem fal radiowych, peelingów chemicznych i tym podobnych, znanych kosmetyczkom. Jestem z tej książki zadowolona, zdecydowanie jest to pozycja dla wymagających. Koszt ok. 130zł.
"Akademia makijażu"
Trafiła w moje ręce, ponieważ rok temu była dostępna jako dodatek do magazynu "MAKE UP Trendy". Jest dobra dla osób stawiających pierwsze kroki w malowaniu. Mamy tam opisane dokładnie wszystkie narzędzia i kosmetyki, które będą nam potrzebne do rozpoczęcia swojej przygody, z podziałem na poziomy zaawansowania. A w drugiej części są ukazane makijażowe metamorfozy bohaterek w różnym wieku, ze szczegółowym opisem krok po kroku jak dany makijaż wykonano. Plus na końcu znajdują się szablony twarzy do malowania, dla tych, którzy chcieliby poćwiczyć na papierze. Koszt ok. 30zł (detalicznie).
"Kosmetologia i farmakologia skóry"
Książka legenda w internecie jeszcze kilka lat temu, gdy zaczynałam moją przygodę z kosmetyką na poważnie. Kolejne vademecum, tym razem dość okrojone. Poczytamy w niej o podstawach budowy skóry, przydatków, opisy najczęstszych chorób skóry, trochę o ziołach, ochronie przeciw UV, ustawodawstwie, formach galenowych kosmetyków, ich przykładowe receptury i tym podobne. Jest kilka fajnych rozdziałów, jednakże gdybym miała ją jeszcze raz kupić to zastanowiłabym się.
Koszt ok. 150zł.
"Chemia w kosmetyce i kosmetologii"
Fajne jest to, że jest w niej opisane wszystko od A do Z. Od chemii nieorganicznej, po organiczną, przedstawiono formy galenowe, składniki podstawowych kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych jak i kolorowych oraz trochę podstaw perfumerii. Nie jest o jednak typowy słownik INCI, poszczególne składniki są porozrzucane po całej książce w odnośnikach do omawianego działu.
Koszt ok. 100zł.
"Starzenie skóry"
Jest to moja nowość i ciągle ją czytam między przerwami na naukę do egzaminów, a życiem osobistym i jego priorytetami. Obiecuję, że jak tylko skończę to umieszczę obszerniejszą recenzję. Na razie jestem nią zafascynowana, mimo, że na początku byłam sceptycznie nastawiona.
Koszt ok. 90zł.
"Pokonać ból naturalnymi metodami"
Ta książka nie znalazła się tutaj przypadkiem, bowiem znajdziecie w niej dużo o naturalnych sposobach leczenia m.in. ziołolecznictwo i inne ogólnie dostępne i ciekawe sposoby. Warto przeczytać, chociażby z ciekawości. Koszt ok. 10zł.
"Fizjoterapia w kosmetologii i medycynie estetycznej"
Kupiłam ją przy okazji zamówienia książki o chemii. A z tego działu nie miałam wtedy jeszcze nic. Bardzo pomaga mi zrozumieć zagadnienia opisywane dość zawile w notatkach z fizykoterapii. Znajdziecie w niej również budowę skóry, podstawy fizykoterapii, opisane różne rodzaje masaży. Ogólnie polecam.
Koszt ok. 60zł.
"Wstęp do kosmetyki"
Nic innego jak zebranie w jednej książce esencji przedmiotów w policealnym studium kosmetycznym. Znajdziecie w niej całe nowe BHP, podstawy żywienia, trochę o pracowni chemii kosmetycznej, podstawy przedsiębiorczości, psychologiczne aspekty zawodu, krótko o anatomii oraz opisy wraz ze zdjęciami do chorób skóry, które są wymagane na dermatologii.
Koszt ok. 50zł.
"Twarz, szyja, dekolt"
Ta książka jeździ ze mną praktycznie co tydzień do szkoły. Moim zdaniem nie ma lepszej na rynku, jeśli chodzi o zawarte informacje i ukierunkowanie do TUK pierwszej specjalizacji. Znajdziecie w niej szeroko opisaną kosmetykę pielęgnacyjną z mnóstwem składników aktywnych uporządkowanych do danych cer, procedury zabiegów, ziołolecznictwo, aparatury w części pierwszej. W drugiej kosmetykę upiększającą z dokładnym przebiegiem henny (nigdzie dotąd nie widziałam tak dokładnego opisu jej wraz z tyloma zdjęciami!), podstawy makijażu oraz analizę kolorystyczną. A w części trzeciej fizykoterapia (troszkę okrojona), ale bywa przydatna.
Koszt ok. 50zł.
"Testy przygotowujące do egzaminu zawodowego technik usług kosmetycznych"
Nic innego jak kilka arkuszy testów i zadań praktycznych pisemnych. Książka wydana jeszcze na zasadach starego egzaminu, ale spokojnie można z nią się uczyć też do nowego.
Koszt ok. 25zł.
"Kosmetyka stosowana"
Moja pierwsza książka kosmetyczna w zbiorze. Również przygotowuje do TUK. Mimo, że jest to starsza wersja, która doczekała się kilku uaktualnień, nie warto wydawać tych ok. 200zł na całą serię nowych książek WSiP podpisanych pod nowy egzamin. No może poza "Podstawami Anatomiczno-Dermatologicznymi", ale i tu można by się zastanowić... Jednakże reszta książek nowej serii to nic innego jak podzielenie starej, + te same ilustracje powiększone do połowy, czy nawet całej strony i niewiele więcej nowych. Tak jak niewiele więcej nowych informacji oraz nieco rozszerzona wiedza o makijażu.
Koszt ok. 60zł.
"Dermatologia dla stylistów paznokci"
Fajna publikacja poświęcona schorzeniom dłoni i stóp, jak i aspektem alergii różnych produktów do przedłużania i zdobienia paznokci. Dowiecie się z niej też jak starzeją się dłonie oraz jak dochodzi do różnych zakażeń w gabinecie, no i kiedy odmówić wykonania usługi. Została napisana przez trzech lekarzy dermatologów. Jeśli zaczynacie przygodę z kosmetyką od stylizacji paznokci to polecam jak najbardziej,
Koszt ok. 30zł.
"Malujemy i zdobimy paznokcie"
Na początku mojej przygody z paznokciami dostałam ją w prezencie. Informacje trochę już nieaktualne, ale niektóre stosowane są do dziś. Fajna książka dla osób spoza branży. ;)
To wszystko, macie któreś z nich? Co o nich sądzicie?
13 lutego 2014
Garść inspiracji kosmetycznych
Cześć misiaki.:) Co porabiacie? Ja siedzę wygodnie przed tv z laptopem na kolanach i oglądam "Kuchenne Rewolucje". Ogólnie to pogoda coraz ładniejsza. Cieszę się, że pojawia się coraz więcej słońca, bo aż chce się żyć, a poza tym pojawia się też więcej motywacji na aktywność fizyczną, bo każdy chce dobrze się prezentować za kilka miesięcy. Dziś przygotowałam dla Was garść inspiracji kosmetycznych. Enjoy!
Podoba mi się ta podłoga.:)
Podoba mi się ta podłoga.:)
20 października 2013
Akcja rewitalizacja
Cześć, jak Wam mija ów niedziela?
Bo mi strasznie nudno, obejrzałam dwa filmy, ogarnęłam nieco bałagan w pokoju i niedługo zacznę się pakować. Dosyć żmudne jest życie na walizkach, ale daję radę:P
Strasznie nijaka ta jesień, raz mróz, raz słońce, naprawdę nie wiadomo jak się ubierać:D, a co dopiero jakie nawyki pielęgnacyjne stosować. Jak wiemy włosy lubią wypadać w takich porach jak jesień i wiosna częściej niż zwykle. Możemy im pomóc na wiele sposobów, w zależności od chęci, motywacji i zasobności portfela. Dziś pokażę Wam jak ja podeszłam do rewitalizacji po lecie właśnie na przykładzie włosów.
Po pierwsze stosuję wzmacniające szampony i odżywki, np. te z czarnej linii Elseve L'Oreal.
Stosuję je zamiennie z szamponem przeciw wypadaniu włosów Receptury Agafii oraz brązową odżywką Gliss Kur, która regeneruje włosy bez ich obciążania.
Przed myciem włosów często też stosuję jakieś wcierki, ostatnio po przeczytaniu recenzji Angeliki, zaopatrzyłam się w wodę brzozową, którą łączę z kompleksem witamin kupionym jeszcze w wakacje na ZSK. Zamiennie można też stosować żółtko + sok z cytryny + naftę kosmetyczną.
Od czasu do czasu również nakładam na długości włosów olej, teraz jest to regenerujący również z serii Receptury Agafii.
Również duże znaczenie na wzmocnienie od środka, które nie tylko podziała na włosy, ale też na stan skóry i paznokci.Ja zaopatrzyłam się w zachwalany Vitapil, chociaż niezbyt podoba mi się, że ma w składzie miedź. No cóż na przyszłość poszukam jakiegoś suplementu bez jej wkładu.:P
Kupiłam również nowe opakowanie herbaty z pokrzywą, bo poprzednia mi nie smakowała. To za to było o wiele lepsze, dlatego też od jakiegoś czasu piję ją codziennie.:)
Na co dzień jem co najmniej jeden owoc dziennie, jakieś warzywa. Ograniczam picie kawy i herbaty czarnej, na rzecz przecierowych soków owocowych, które uwielbiam. Czasem też się skuszę na koktajl pietruszkowy, ale najlepszy i tak robi Daria. :P
A Wy jak dbacie o włosy na co dzień? :)
Bo mi strasznie nudno, obejrzałam dwa filmy, ogarnęłam nieco bałagan w pokoju i niedługo zacznę się pakować. Dosyć żmudne jest życie na walizkach, ale daję radę:P
Strasznie nijaka ta jesień, raz mróz, raz słońce, naprawdę nie wiadomo jak się ubierać:D, a co dopiero jakie nawyki pielęgnacyjne stosować. Jak wiemy włosy lubią wypadać w takich porach jak jesień i wiosna częściej niż zwykle. Możemy im pomóc na wiele sposobów, w zależności od chęci, motywacji i zasobności portfela. Dziś pokażę Wam jak ja podeszłam do rewitalizacji po lecie właśnie na przykładzie włosów.
Po pierwsze stosuję wzmacniające szampony i odżywki, np. te z czarnej linii Elseve L'Oreal.
Stosuję je zamiennie z szamponem przeciw wypadaniu włosów Receptury Agafii oraz brązową odżywką Gliss Kur, która regeneruje włosy bez ich obciążania.
Przed myciem włosów często też stosuję jakieś wcierki, ostatnio po przeczytaniu recenzji Angeliki, zaopatrzyłam się w wodę brzozową, którą łączę z kompleksem witamin kupionym jeszcze w wakacje na ZSK. Zamiennie można też stosować żółtko + sok z cytryny + naftę kosmetyczną.
Od czasu do czasu również nakładam na długości włosów olej, teraz jest to regenerujący również z serii Receptury Agafii.
Również duże znaczenie na wzmocnienie od środka, które nie tylko podziała na włosy, ale też na stan skóry i paznokci.Ja zaopatrzyłam się w zachwalany Vitapil, chociaż niezbyt podoba mi się, że ma w składzie miedź. No cóż na przyszłość poszukam jakiegoś suplementu bez jej wkładu.:P
Kupiłam również nowe opakowanie herbaty z pokrzywą, bo poprzednia mi nie smakowała. To za to było o wiele lepsze, dlatego też od jakiegoś czasu piję ją codziennie.:)
Na co dzień jem co najmniej jeden owoc dziennie, jakieś warzywa. Ograniczam picie kawy i herbaty czarnej, na rzecz przecierowych soków owocowych, które uwielbiam. Czasem też się skuszę na koktajl pietruszkowy, ale najlepszy i tak robi Daria. :P
A Wy jak dbacie o włosy na co dzień? :)
25 lipca 2013
262. O modelowaniu słów kilka
Dzisiaj pogoda wyjątkowo niesłoneczna. A szkoda, bo od przedwczoraj na dworze dumnie stoi nowy basen, a od wczoraj obok niego znajduje się nie taki do końca prowizoryczny system ogrzewania wody. A niby taki gorący tydzień wszędzie zapowiadają... A co do większej wody to może ujrzę ją za miesiąc lub dwa. Na razie mam jakiegoś lenia i nie za bardzo chce mi się czytać książki, wolę grać i pisać tu. Od września już nie będzie tak często notek ze względu na kolejny rok nauki.
Ostatnio bardziej wdrążyłam się w temat modelowania twarzy, techniki światła i cienia. Poznałam cechy charakterystyczne danych typów twarzy i fryzury im odpowiadające. Bardzo ciekawe jak diametralnie można odmienić człowieka za pomocą pędzli i odpowiedniej kolorówki.
Idealna twarz jest owalna, z dużymi oczami, pełnymi wargami i zgrabnym, proporcjonalnym nosem. Wiedząc to i znając odpowiednie triki, dzięki którym dane partie twarzy odpowiednio wedle tego opisu wymodelujemy, możemy praktycznie każdą twarz doprowadzić do ogólnie pojętego ideału.
Chociaż z reguły jestem zwolenniczką odpowiedniej pielęgnacji jako remedium na wszelkie problemy/niedoskonałości. Ale wtedy zostają wady plastyczne, które jednak można wymodelować wedle zamierzonego celu, mimo, iż nadal nie jest to medycyna estetyczna.
Jeśli chodzi o mnie, to osobiście uwielbiam (bynajmniej u siebie) dawanie akcentu na, a raczej nawet pod kości policzkowe. Na tyle fajnie to je wyszczupla i zarazem w wersji dziennej nie wymaga dodatkowego akcentowania oczu, czy ust, a więc przyspiesza wykonywanie makijażu.
Poniżej przedstawiam Wam mój tradycyjny dzienny makijaż. Przy tworzeniu go akurat zastosowałam modelowanie policzków różem, ale z reguły częściej zastępuję go po prostu bronzerem. Innych części twarzy nie modelowałam.
Do wykonania makijażu użyłam:
kremu BB marki Bell,
różu w najjaśniejszym odcieniu też marki Bell,
matującego pudru ryżowego Mariza,
maskary Clump Defy Max Factor (mój ideał:),
szminka Oriflame w odcieniu Sheer Rose.
Ostatnio bardziej wdrążyłam się w temat modelowania twarzy, techniki światła i cienia. Poznałam cechy charakterystyczne danych typów twarzy i fryzury im odpowiadające. Bardzo ciekawe jak diametralnie można odmienić człowieka za pomocą pędzli i odpowiedniej kolorówki.
Idealna twarz jest owalna, z dużymi oczami, pełnymi wargami i zgrabnym, proporcjonalnym nosem. Wiedząc to i znając odpowiednie triki, dzięki którym dane partie twarzy odpowiednio wedle tego opisu wymodelujemy, możemy praktycznie każdą twarz doprowadzić do ogólnie pojętego ideału.
Chociaż z reguły jestem zwolenniczką odpowiedniej pielęgnacji jako remedium na wszelkie problemy/niedoskonałości. Ale wtedy zostają wady plastyczne, które jednak można wymodelować wedle zamierzonego celu, mimo, iż nadal nie jest to medycyna estetyczna.
Jeśli chodzi o mnie, to osobiście uwielbiam (bynajmniej u siebie) dawanie akcentu na, a raczej nawet pod kości policzkowe. Na tyle fajnie to je wyszczupla i zarazem w wersji dziennej nie wymaga dodatkowego akcentowania oczu, czy ust, a więc przyspiesza wykonywanie makijażu.
Poniżej przedstawiam Wam mój tradycyjny dzienny makijaż. Przy tworzeniu go akurat zastosowałam modelowanie policzków różem, ale z reguły częściej zastępuję go po prostu bronzerem. Innych części twarzy nie modelowałam.
Do wykonania makijażu użyłam:
kremu BB marki Bell,
różu w najjaśniejszym odcieniu też marki Bell,
matującego pudru ryżowego Mariza,
maskary Clump Defy Max Factor (mój ideał:),
szminka Oriflame w odcieniu Sheer Rose.
22 lipca 2013
Składy kosmetyków KOBO
Witajcie:)
Czytając Wasze posty na przestrzeni czasu dowiedziałam się jak wiele osób narzeka na to, iż KOBO nie umieszcza na swoich kosmetykach składu. Niektórzy nawet postanowili napisać do producenta, ale i - z tego, co pamiętam - to niewiele dało, ponieważ nie otrzymali odpowiedzi. Dlatego więc dzisiaj wychodzę naprzeciw Waszym oczekiwaniom i udostępniam wszystkim zainteresowanym niniejsze nomenklatury.
Jak wiecie z tego bloga, z marki KOBO posiadam kredkę do oczu, podkład w kremie oraz korektory. Patrząc na ich składy to niepokoi mnie nieco zestaw korektorów, reszta jest ok. A jak u Was?
Czytając Wasze posty na przestrzeni czasu dowiedziałam się jak wiele osób narzeka na to, iż KOBO nie umieszcza na swoich kosmetykach składu. Niektórzy nawet postanowili napisać do producenta, ale i - z tego, co pamiętam - to niewiele dało, ponieważ nie otrzymali odpowiedzi. Dlatego więc dzisiaj wychodzę naprzeciw Waszym oczekiwaniom i udostępniam wszystkim zainteresowanym niniejsze nomenklatury.
Jak wiecie z tego bloga, z marki KOBO posiadam kredkę do oczu, podkład w kremie oraz korektory. Patrząc na ich składy to niepokoi mnie nieco zestaw korektorów, reszta jest ok. A jak u Was?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























.jpg)

.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)