Dziś temat bardzo ważny i jeden z tych, o których można powiedzieć, że są niczym rzeka. Nie można krótko i dosadnie wyjaśnić fenomenu suplementów.
Jako naród stawiający w dużej mierze na wygodne i dostatnie życie, licząc, że możemy mieć wszystko i w pewnym sensie czując się wszechmocnymi, nie zwracamy uwagi na jakość naszego pożywienia. Chcemy mieć wszystko smacznie przyrządzone i szybko podane. Tak więc w XXI wieku szerzy się epidemia otyłości, cukrzycy, zwiększonego cholesterolu, miażdżycy. Jemy tłusto i mało zdrowo. W tym momencie ręce zacierają spece od marketingu firm większych i mniejszych produkujących właśnie suplementy diety. Przecież taka zaniedbana przez siebie osoba szybciej skusi się na nowe opakowanie witamin, aby zagłuszyć trochę wyrzuty sumienia swoim dotychczasowym życiem i nieco podreperować swoje zdrowie, chociaż tego ostatniego nie można być tak do końca pewnym w tym przypadku.
Od początku...
Suplementacja została stworzona na potrzeby wzbogacania naszej diety w konkretne składniki odżywcze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczywistość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczywistość. Pokaż wszystkie posty
29 sierpnia 2018
11 czerwca 2018
PK #5 maj 2018
Ostatnio było o makijażu, teraz czas na powrót do pielęgnacji. W tym miesiącu wyróżnione zostały kosmetyki do demakijażu twarzy oraz jeden do nawilżania ciała.
1. Nawilżający płyn micelarny z serii Dermiss od Farmony
1. Nawilżający płyn micelarny z serii Dermiss od Farmony
5 lutego 2018
Pielęgnacja naturalna - początki, przykłady kosmetyków
Pielęgnacja naturalna to niby nic takiego, przecież w każdej drogerii, czy nawet markecie spotykamy kosmetyki bazujące na roślinnych ekstraktach. Kupując produkt mający na etykiecie kolorowe kwiatki lub zielone listki z informacją, że zawiera ekstrakt z róży, czy wyciąg z aloesu daje nam poczucie, że wybieramy te lepsze kosmetyki dla naszej skóry, jednakże często bywamy w błędzie. Tak naprawdę, czy wyrób jest wartościowy determinuje jego skład.
Mój początek z kosmetykami to tak naprawdę początek tego bloga. Pojawiały się tu rzetelne recenzje różnych produktów. Nierzadko metodą prób i błędów szukałam najlepszej pielęgnacji. A posiadanie cery mieszanej jest dobrą motywacją do zaznajomienia się ze składnikami receptur kosmetycznych, jeśli nie chce się wysypu zaskórników i zmian zapalnych. Jeśli jesteście ze mną dłużej to może pamiętacie jak sprzeciwiałam się stosowaniu parafiny w kosmetykach do codziennej pielęgnacji.
Przełom nastąpił w momencie, gdy szukałam kosmetyków do pielęgnacji skóry atopowej. Przebiłam się przez lawinę dermokosmetyków, z których wszystkie miały być takie super. A w nich podstawa to parafina, wazelina, silikony, a w produktach do mycia SLS, SLeS i ich niewielkie modyfikacje. Grupa pierwsza wcale nie nawilża skóry, daje tego złudne wrażenie, a grupa druga zmywa ze skóry cały jej film ochronny i u atopowców może wywoływać podrażnienia. A skoro nie mogłam doszukać się odpowiedniego dermokosmetyku, moje poszukiwania przeszły na kosmetyki naturalne, ale takie w granicach ok. 90% naturalnej receptury. Dlatego kupiłam delikatny żel myjący dla dzieci od Nacomi, który ma przyjemny skład.
Od czego zacząć?
Mój początek z kosmetykami to tak naprawdę początek tego bloga. Pojawiały się tu rzetelne recenzje różnych produktów. Nierzadko metodą prób i błędów szukałam najlepszej pielęgnacji. A posiadanie cery mieszanej jest dobrą motywacją do zaznajomienia się ze składnikami receptur kosmetycznych, jeśli nie chce się wysypu zaskórników i zmian zapalnych. Jeśli jesteście ze mną dłużej to może pamiętacie jak sprzeciwiałam się stosowaniu parafiny w kosmetykach do codziennej pielęgnacji.
Przełom nastąpił w momencie, gdy szukałam kosmetyków do pielęgnacji skóry atopowej. Przebiłam się przez lawinę dermokosmetyków, z których wszystkie miały być takie super. A w nich podstawa to parafina, wazelina, silikony, a w produktach do mycia SLS, SLeS i ich niewielkie modyfikacje. Grupa pierwsza wcale nie nawilża skóry, daje tego złudne wrażenie, a grupa druga zmywa ze skóry cały jej film ochronny i u atopowców może wywoływać podrażnienia. A skoro nie mogłam doszukać się odpowiedniego dermokosmetyku, moje poszukiwania przeszły na kosmetyki naturalne, ale takie w granicach ok. 90% naturalnej receptury. Dlatego kupiłam delikatny żel myjący dla dzieci od Nacomi, który ma przyjemny skład.
Od czego zacząć?
Etykiety:
Czarszka,
Fresh&Natural,
kosmetyki mineralne,
kosmetyki pielęgnacyjne,
książki,
Mokosh,
Nacomi,
naturalnie,
Organique,
Pixie,
podsumowanie,
pomocne,
refleksje,
Resibo,
rosyjskie kosmetyki,
rzeczywistość,
Vianek
11 stycznia 2018
Kosmetyki trzech klas - cz.3 salon kosmetyczny
Cześć. Dzisiaj przybywam do Was z trzecią i zaraz ostatnią już częścią serii o kosmetykach. Mam nadzieję, że z poprzednich wynieśliście coś nowego. A tymczasem zapraszam na nowy wpis.
Salony kosmetyczne kojarzą nam się zwykle z miejscem, gdzie można zaczerpnąć relaksu podczas zabiegu. Jeśli przychodzimy na zabieg na twarz to zwykle wiąże się to z diagnostyką stanu skóry w danej chwili, jak i ogólnego zarysu jej problemów, po czym nastaje moment, gdy zaczyna się zabieg odpowiedni dla naszej skóry. Pierwsze efekty widać już bezpośrednio po zabiegu. Jednakże same zabiegi nie zdziałają wiele, jeśli nie będziemy pielęgnować skóry w domu. Dlatego też ważnym elementem jest stosowanie odpowiednich kosmetyków w zaciszu domowym. Salony często ułatwiają nam osiągnięcie celu poprzez polecanie produktów odpowiednich dla naszej skóry. Podstawą jest dobrze dobrany krem do twarzy i odpowiedni produkt do demakijażu. Gdy już to mamy to możemy rozszerzyć pielęgnację o odpowiedni peeling, maseczki, krem pod oczy, czy nawet serum.
- "Gdy czuję, że moja twarz jest sucha to smaruję ją kremem Nivea, a gdy już jest bardzo sucha to smaruję wazeliną." (posiadaczka cery tłustej)
- "Moja mama całe życie smarowała się kremem Nivea i młodo wygląda, więc ja też go używam."
Niezastąpiony krem Nivea, który kiedyś był dobry na wszystko. On praktycznie nie nawilża, tylko natłuszcza skórę, powoduje powstawanie zaskórników u osób ze skórą tłustą i mieszaną. Jak widać nie jest to dobry pomysł, że o wazelinie nie wspomnę.
A co do młodości to jedni mają ku temu po prostu dobre geny i nawet jak o skórę zbytnio nie dbają to i tak wyglądają dobrze. A druga sprawa jest taka, że przecież kiedyś nie było fast foodów, prawie wcale się nie jadło przetworzonej żywności, a i zanieczyszczeń w powietrzu było mniej niż teraz, więc porównywanie co było kiedyś do dzisiaj jest trochę bez sensu.
Salony kosmetyczne kojarzą nam się zwykle z miejscem, gdzie można zaczerpnąć relaksu podczas zabiegu. Jeśli przychodzimy na zabieg na twarz to zwykle wiąże się to z diagnostyką stanu skóry w danej chwili, jak i ogólnego zarysu jej problemów, po czym nastaje moment, gdy zaczyna się zabieg odpowiedni dla naszej skóry. Pierwsze efekty widać już bezpośrednio po zabiegu. Jednakże same zabiegi nie zdziałają wiele, jeśli nie będziemy pielęgnować skóry w domu. Dlatego też ważnym elementem jest stosowanie odpowiednich kosmetyków w zaciszu domowym. Salony często ułatwiają nam osiągnięcie celu poprzez polecanie produktów odpowiednich dla naszej skóry. Podstawą jest dobrze dobrany krem do twarzy i odpowiedni produkt do demakijażu. Gdy już to mamy to możemy rozszerzyć pielęgnację o odpowiedni peeling, maseczki, krem pod oczy, czy nawet serum.
- "Gdy czuję, że moja twarz jest sucha to smaruję ją kremem Nivea, a gdy już jest bardzo sucha to smaruję wazeliną." (posiadaczka cery tłustej)
- "Moja mama całe życie smarowała się kremem Nivea i młodo wygląda, więc ja też go używam."
Niezastąpiony krem Nivea, który kiedyś był dobry na wszystko. On praktycznie nie nawilża, tylko natłuszcza skórę, powoduje powstawanie zaskórników u osób ze skórą tłustą i mieszaną. Jak widać nie jest to dobry pomysł, że o wazelinie nie wspomnę.
A co do młodości to jedni mają ku temu po prostu dobre geny i nawet jak o skórę zbytnio nie dbają to i tak wyglądają dobrze. A druga sprawa jest taka, że przecież kiedyś nie było fast foodów, prawie wcale się nie jadło przetworzonej żywności, a i zanieczyszczeń w powietrzu było mniej niż teraz, więc porównywanie co było kiedyś do dzisiaj jest trochę bez sensu.
9 stycznia 2018
Kosmetyki trzech klas - cz.2 apteka
Cześć, mam nadzieję, że poprzedni wpis przypadł Wam do gustu i zachęcił do refleksji. Dziś przyjrzę się bliżej dermokosmetykom, więc już chyba wiecie jakie miejsce mam na myśli. Jeśli jednak nie czytaliście części 1 to zapraszam Was TUTAJ.
Wizja zakupu kosmetyku w aptece wydaje się kusząca, ponieważ to nie są "zwykłe" produkty, ale takie bardziej medyczne, bo jednak "dermokosmetyki". Często to tam kierujemy swoje kroki po nowe nabytki, gdy mamy jakieś problemy z cerą (popękane naczynka - teleangiektazje, trądzik lub skórę skłonną do podrażnień) lub po prostu oczekujemy polecenia odpowiedniego produktu dla naszej skóry, nierzadko za cenę wyższą niż jego odpowiednika drogeryjnego.
- "Moja koleżanka była u dermatologa i dostała leki na trądzik. Też sobie je kupię, bo na pewno mi pomogą."
Życie malowałoby się w różowych barwach, gdybyśmy mogli używać wszystkie specyfiki, co inni ludzie na te same problemy. Jednakże życie to nie bajka. Takie dermokosmetyki, często już leki, są przepisywane pacjentom na podstawie obrazu klinicznego ich osobistego problemu i dokładnego wywiadu. Trądzik, trądzikowi nie równy. Często wynika z nieprawidłowej pielęgnacji, czasem są to inne czynniki np. nieregulowane hormony. Owszem, można pokusić się o taki zestaw jaki ma koleżanka, ale czy warto inwestować pieniądze w coś co może się nam nie zwrócić, a nawet zaszkodzić?
Wizja zakupu kosmetyku w aptece wydaje się kusząca, ponieważ to nie są "zwykłe" produkty, ale takie bardziej medyczne, bo jednak "dermokosmetyki". Często to tam kierujemy swoje kroki po nowe nabytki, gdy mamy jakieś problemy z cerą (popękane naczynka - teleangiektazje, trądzik lub skórę skłonną do podrażnień) lub po prostu oczekujemy polecenia odpowiedniego produktu dla naszej skóry, nierzadko za cenę wyższą niż jego odpowiednika drogeryjnego.
- "Moja koleżanka była u dermatologa i dostała leki na trądzik. Też sobie je kupię, bo na pewno mi pomogą."
Życie malowałoby się w różowych barwach, gdybyśmy mogli używać wszystkie specyfiki, co inni ludzie na te same problemy. Jednakże życie to nie bajka. Takie dermokosmetyki, często już leki, są przepisywane pacjentom na podstawie obrazu klinicznego ich osobistego problemu i dokładnego wywiadu. Trądzik, trądzikowi nie równy. Często wynika z nieprawidłowej pielęgnacji, czasem są to inne czynniki np. nieregulowane hormony. Owszem, można pokusić się o taki zestaw jaki ma koleżanka, ale czy warto inwestować pieniądze w coś co może się nam nie zwrócić, a nawet zaszkodzić?
Etykiety:
ABC solidnych zakupów,
aptecznie,
Dermena,
INCI,
inny punkt widzenia,
kosmetyki specjalistyczne,
La Roche Posay,
maści,
podsumowanie,
pomocne,
refleksje,
rzeczywistość,
ulubione,
zakupy,
zbiory
8 stycznia 2018
Kosmetyki trzech klas - cz.1 drogeria
Witajcie. Przybywam do Was po długiej przerwie pełna przemyśleń. Cyklem tych trzech postów chcę pokazać Wam jak można klasyfikować kosmetyki pod względem ich dostępności, a przy okazji zmierzyć się z dotychczasowymi stereotypami.
Zacznę od podstaw. Gdzie zazwyczaj kupujecie kosmetyki? Oczywiście, że w drogerii. Jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce zdominowane przez tego typu produkty. Można szybko, łatwo i niedrogo się w nie tam zaopatrzyć.
Wiedzieliście może, że np. producentem marki L'Oreal, Garnier, Maybelline jest ta sama firma? Droższe nie zawsze znaczy lepsze i tym samym krem L'Oreal może naprawdę w niewielkim stopniu różnić się od kremu Garnier.
Słyszałam też, że krem kremowi nie równy i jeśli widzicie go w dość dużej promocji zastanówcie się nad kupnem. Dlaczego? Moja klientka kupowała stale właśnie wspomniany wcześniej krem i kiedyś kupiła nowe opakowanie za pół ceny regularnej. Zauważyła, że krem nie miał w środku folii zabezpieczającej, a jego konsystencja była rzadsza niż zwykle. Padło podejrzenie o podrobienie produktu, jednakże nie miała dość zaparcia by iść w tym kierunku, a może bała się, że nie będzie w stanie udowodnić swoich podejrzeń.
- "Nie wiem jaki mam typ cery."
W drogerii ciężko o dobrą poradę kosmetyczną. Wynika to z tego, że sprzedawczynie zwykle nie mają wykształcenia typowo kosmetycznego, sam sklep raczej bazuje na szkoleniach marketingowych i raz po raz zapozna szerzej pracowników z nowymi produktami (choć częściej pewnie pracownicy robią to sami...). Druga sprawa jest taka, że naprawdę ciężko ocenić stan skóry pod makijażem, pozostaje wtedy bazowanie na tym co klient/klientka nam mówią, ale często te wiadomości bywają sprzeczne i wtedy prym wiedzie metoda prób i błędów - metoda czasochłonna i nierzadko frustrująca osoby testowane, kiedy kosmetyk nie spełnia ich oczekiwań.
- "Kupuję krem z kwasem hialuronowym, bo jest dobry na zmarszczki."
Fajnie, że kogoś interesują składniki kosmetyków. Często producent na ulotce dołączonej do opakowania zachęca nas do kupna modnymi i wartościowymi składnikami, ale jeśli spojrzymy na spód opakowania, gdzie małymi literkami mamy wypisany skład INCI (ten jedyny właściwy) to już nasza euforia może minąć. Nagle się okaże, że ów kwas hialuronowy, który miał solidnie nawilżyć skórę i wypełnić drobne zmarszczki, znajduje się na samym końcu składu stanowiąc np. 1% całej receptury.
- balsamy i oliwki do ciała Isana, Wellness & Beauty (dostępne w Rossmannie) - piękne zapachy i tak samo fajne składy
- kosmetyki dla dzieci BabyDream (Rossmann) tu zwłaszcza oliwkę dla dzieci, dla kobiet w ciąży też oraz szampon dla dzieci - te produkty testowałam na własnej skórze, więc polecam je z czystym sumieniem, poza tym jeszcze polecam oliwkę dla dzieci Hipp - nie znoszę oliwek z parafiną, a te bazują na olejach roślinnych (olejki Wellness&Beauty też), a jak wiemy oleje roślinne to naturalne emolienty
- wszelkie olejki naturalne, ale po uprzednim sprawdzeniu, że w ich składzie występuje czysty olej, bez dodatków
Zacznę od podstaw. Gdzie zazwyczaj kupujecie kosmetyki? Oczywiście, że w drogerii. Jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce zdominowane przez tego typu produkty. Można szybko, łatwo i niedrogo się w nie tam zaopatrzyć.
- "Nie kupuję byle jakich kremów, kupuję tylko produkty L'Oreal'a."
Wiedzieliście może, że np. producentem marki L'Oreal, Garnier, Maybelline jest ta sama firma? Droższe nie zawsze znaczy lepsze i tym samym krem L'Oreal może naprawdę w niewielkim stopniu różnić się od kremu Garnier.
Słyszałam też, że krem kremowi nie równy i jeśli widzicie go w dość dużej promocji zastanówcie się nad kupnem. Dlaczego? Moja klientka kupowała stale właśnie wspomniany wcześniej krem i kiedyś kupiła nowe opakowanie za pół ceny regularnej. Zauważyła, że krem nie miał w środku folii zabezpieczającej, a jego konsystencja była rzadsza niż zwykle. Padło podejrzenie o podrobienie produktu, jednakże nie miała dość zaparcia by iść w tym kierunku, a może bała się, że nie będzie w stanie udowodnić swoich podejrzeń.
- "Nie wiem jaki mam typ cery."
W drogerii ciężko o dobrą poradę kosmetyczną. Wynika to z tego, że sprzedawczynie zwykle nie mają wykształcenia typowo kosmetycznego, sam sklep raczej bazuje na szkoleniach marketingowych i raz po raz zapozna szerzej pracowników z nowymi produktami (choć częściej pewnie pracownicy robią to sami...). Druga sprawa jest taka, że naprawdę ciężko ocenić stan skóry pod makijażem, pozostaje wtedy bazowanie na tym co klient/klientka nam mówią, ale często te wiadomości bywają sprzeczne i wtedy prym wiedzie metoda prób i błędów - metoda czasochłonna i nierzadko frustrująca osoby testowane, kiedy kosmetyk nie spełnia ich oczekiwań.
- "Kupuję krem z kwasem hialuronowym, bo jest dobry na zmarszczki."
Fajnie, że kogoś interesują składniki kosmetyków. Często producent na ulotce dołączonej do opakowania zachęca nas do kupna modnymi i wartościowymi składnikami, ale jeśli spojrzymy na spód opakowania, gdzie małymi literkami mamy wypisany skład INCI (ten jedyny właściwy) to już nasza euforia może minąć. Nagle się okaże, że ów kwas hialuronowy, który miał solidnie nawilżyć skórę i wypełnić drobne zmarszczki, znajduje się na samym końcu składu stanowiąc np. 1% całej receptury.
Podsumowanie
Mimo że większość kosmetyków z drogerii ma mniej składników aktywnych niż byśmy chcieli, to można wśród nich znaleźć jeszcze warte uwagi produkty. Wystarczy dobrze szukać. Na pewno dużym plusem jest dostępność wielu kosmetyków w jednym miejscu z podziałem na ich przeznaczenie oraz duża ilość marek do wyboru. Praktycznie w jednym miejscu możemy zakupić wszystko czego nam trzeba - od żelu pod prysznic, poprzez cienie do oczu, na produktach do prania ubrań kończąc i to wszystko bez wydawania zbyt wielu pieniędzy.Kosmetyki warte uwagi w drogerii:
- produkty do pielęgnacji ciała Palmers - zwłaszcza te do stosowania w czasie ciąży zdołały już sobie zebrać wiele oddanych fanek, ale inne linie też zasługują na uwagę, ponieważ mają dobre składy (niedawno wypuścili produkty do pielęgnacji włosów, które niebawem będę testować, więc o nich później ;)- balsamy i oliwki do ciała Isana, Wellness & Beauty (dostępne w Rossmannie) - piękne zapachy i tak samo fajne składy
- kosmetyki dla dzieci BabyDream (Rossmann) tu zwłaszcza oliwkę dla dzieci, dla kobiet w ciąży też oraz szampon dla dzieci - te produkty testowałam na własnej skórze, więc polecam je z czystym sumieniem, poza tym jeszcze polecam oliwkę dla dzieci Hipp - nie znoszę oliwek z parafiną, a te bazują na olejach roślinnych (olejki Wellness&Beauty też), a jak wiemy oleje roślinne to naturalne emolienty
- wszelkie olejki naturalne, ale po uprzednim sprawdzeniu, że w ich składzie występuje czysty olej, bez dodatków
Etykiety:
ABC solidnych zakupów,
Babydream,
Hipp,
inny punkt widzenia,
Isana,
kosmetyki pielęgnacyjne,
L'Oreal,
Palmers,
podsumowanie,
pomocne,
refleksje,
rzeczywistość,
ulubione,
Wellness&Beauty,
zakupy
20 sierpnia 2016
Nauka w PSK Anieli Goc w Poznaniu
Witajcie. Pogoda za oknem coraz bardziej nasuwa nam na myśl jesień. A skoro wakacje mają się już coraz bardziej ku końcowi, to zapewne wiele z Was rozważa decyzję o dalszej nauce. Co roku wiele osób decyduje się spróbować swoich sił w szkole kosmetycznej. Wybór jest dość spory zarówno jeśli chodzi o szkoły policealne jak i studia wyższe. Każdy typ szkoły ma swoje główne cechy, które mają wpływ na jego wybór.
27 kwietnia 2016
Żel antybakteryjny Clarena Medica
Cześć. Czy wiecie jakie kosmetyki do pielęgnacji są najbardziej pożądane przez kobiety dbające o siebie? Otóż zaraz obok kosmetyków naturalnych, eko itp. jest to dział kosmetyków salonowych. Bowiem profesjonalizm kojarzy się nam z wyższą jakością, lepszymi efektami niż wskazywałaby na to oferta drogeryjna.
Jeśli chodzi o procesy technologiczne przy produkcji kosmetyków ogólnie dostępnych jak i tych dedykowanych dla kosmetyczek to nie ma tu różnicy w wykonaniu. Zmiany możemy zaobserwować w samej recepturze, widzimy tu większe stężenia substancji czynnych, bardziej wyselekcjonowane mieszanki składników. Duży nacisk jest kładziony na efekt, mniejszy już na użycie substancji nieciekawych / nie całkiem potrzebnych, których staramy się na ogół unikać. Owszem, są marki, które stawiają na jakość od A do Z i nie zaśmiecają składów chemią, którą można zastąpić czymś zdrowszym, np. marka Theo Marvee. Ale są i takie, które koncentrują reklamę na kilku składnikach aktywnych, a reszta kosmetyku składem niewiele odbiega o sztampowych, drogeryjnych produktów. Te obie grupy wchodzą w skład kosmetyków salonowych, więc i w przypadku zakupów w salonach radzę zwrócić uwagę na nomenklaturę INCI.
Ten rodzaj kosmetyków lubi też wyróżniać się na serie typu Home, czy Home Care przeznaczone do użytku domowego, czy Medica, Med przeznaczone dla skór z problemami dermatologicznymi.
Jeśli chodzi o procesy technologiczne przy produkcji kosmetyków ogólnie dostępnych jak i tych dedykowanych dla kosmetyczek to nie ma tu różnicy w wykonaniu. Zmiany możemy zaobserwować w samej recepturze, widzimy tu większe stężenia substancji czynnych, bardziej wyselekcjonowane mieszanki składników. Duży nacisk jest kładziony na efekt, mniejszy już na użycie substancji nieciekawych / nie całkiem potrzebnych, których staramy się na ogół unikać. Owszem, są marki, które stawiają na jakość od A do Z i nie zaśmiecają składów chemią, którą można zastąpić czymś zdrowszym, np. marka Theo Marvee. Ale są i takie, które koncentrują reklamę na kilku składnikach aktywnych, a reszta kosmetyku składem niewiele odbiega o sztampowych, drogeryjnych produktów. Te obie grupy wchodzą w skład kosmetyków salonowych, więc i w przypadku zakupów w salonach radzę zwrócić uwagę na nomenklaturę INCI.
Ten rodzaj kosmetyków lubi też wyróżniać się na serie typu Home, czy Home Care przeznaczone do użytku domowego, czy Medica, Med przeznaczone dla skór z problemami dermatologicznymi.
9 października 2015
Moja pasja - paznokcie
Cześć Kochani. Oj dawno mnie tu nie było. Znalezienie wolnego czasu wcale nie jest takie łatwe, gdy w ciągu tygodnia chodzi się do pracy, a co weekend do szkoły (tak, próbuję swoich sił w farmacji ;). Jednak zbyt wiele wysiłku włożyłam w tego bloga, by tak po prostu go zawiesić. Po prostu muszę się jeszcze bardziej zorganizować.
28 sierpnia 2015
Trójmiasto '15 c.d. - Solidarność
Niedawno pisałam TU o wakacjach, na które miałam okazję wybrać się niedawno do Gdańska i nie tylko. Cały wyjazd był bardzo fajnym doświadczeniem oraz przyjemnym wypoczynkiem. Aby się nie nudzić spędzając czas wyłącznie na "nic-nie-robieniu" i wylęgiwaniu się na plaży, za ważny aspekt ustanowiłam sobie poznanie Trójmiasta, a zwłaszcza Gdańska, gdzie nocowaliśmy. Odwiedziliśmy sporo muzeów i obejrzeliśmy dużo wystaw. Czas wypoczynku na pewno nie był czasem straconym.
Najważniejszym momentem w poznawaniu historii naszego kraju był dla mnie pobyt w muzeum Solidarności, które mieści się tuż przy stoczni gdańskiej.
Najważniejszym momentem w poznawaniu historii naszego kraju był dla mnie pobyt w muzeum Solidarności, które mieści się tuż przy stoczni gdańskiej.
8 lipca 2015
Aktualna pielęgnacja cery
Hej. Jak większość z odwiedzających mojego bloga czuję potrzebę większej dbałości o stan mojej cery. Mam cerę mieszaną, czyli jedną z tych trudniejszych w pielęgnacji, gdyż posiada zarówno partie tłuste jak i suche, czasem też zdarza jej się bardziej zareagować na jakiś kosmetyk, np. dziś na maskę oczyszczającą z błotem z Morza Martwego, po której użycie przez około pół godziny skóra dała znać o sobie lekkim zaczerwienieniem.
No i 20. minęła mi już dosyć dawno, więc trądzik młodzieńczy mnie już nie dotyczy. Niedawno gdzieś w prasie branżowej natknęłam się na artykuł nowej postaci trądziku. Występuje on coraz częściej u kobiet, które już zdążyły zakończyć proces dojrzewania, ale on nadal ich dotyczy. Tyle, że w tym przypadku jego przyczyną jest zła pielęgnacja twarzy lub/i zaburzenia w systemie hormonalnym organizmu, gdzie swoje trzy grosze może dodawać antykoncepcja doustna. Zmiany w tej postaci trądziku występują głównie w okolicy żuchwy, co już samo w sobie wskazuje na podłoże hormonalne. Leczenie jest trudne, potrzeba delikatnej pielęgnacji domowej, wytrwałości w jej stosowaniu oraz leczenia dermatologicznego jak i przeprowadzenia badań kontrolnych hormonów i nie tylko.
Na szczęście nie zauważyłam u siebie tego problemu, jednak czasem jakiś stan zapalny pojawia się na mojej twarzy, głównie w strefie T, gdzie wydziela się więcej sebum. Postawiłam więc na delikatne oczyszczanie twarzy, zwykle rano i wieczorem oraz stosowanie odpowiednich kosmetyków nawilżających jak i matująch. Wiem, że to samo w sobie się wyklucza, ale w przypadku cery mieszanej łatwo przesadzić w którąś stronę. Jedyny kosmetyk regulujący wydzielanie sebum to krem matujący, który stosuję co rano. Wieczorem stawiam na łagodzenie i nawilżenie.
Rozpoczynam dzień od delikatnego oczyszczenia twarzy za pomocą emulsji do mycia Biały Jeleń z serii Probiotic. Pisałam o niej TU. Dużym plusem jej jest brak SLS i SLeS w składzie, przy czym jest nie powoduje nieprzyjemnego ściągnięcia skóry po zastosowaniu i dobrze oczyszcza. Stosuję ją też przed snem.
Po umyciu skóry zwykle przemywam ją hydrolatem, który służy mi jako tonik. Wyrównuje pH skóry oraz działa w sposób typowy dla zastosowanych do jego produkcji ziół. Aktualnie mam hydrolat jałowcowy z jagód. Była to nowość na stronie, no i dedykowany był do cery trądzikowej, wrażliwej, więc pomyślałam - czemu nie? Jednak już przy pierwszym użyciu niezbyt przypadł mi do gustu jego zapach, był on typowy dla lasu, żywicy drzewnej. Jednak z czasem zdążyłam się do niego przyzwyczaić i już nie robi na mnie takiego wrażenia. Odświeża skórę i działa bakteriostatycznie.
[200ml kosztuje ok. 15zł, na stronach typu ZróbSobieKrem.pl]
Czas na krem pod oczy. Aktualnie jest on z serii Optimals Skin Youth, marki Oriflame. Typowo zamknięty w tubce z zakrętką. Jest on bardzo treściwy i szybko się wchłania. Po zastosowaniu na noc skutecznie redukuje cienie pod oczami i daje im świeży wygląd, przy czym dobrze nawilża i lekko napina skórę wokół oczu.
[15ml kosztuje około 20zł, dostępny u konsultantek]
Poniżej jego skład.
Moim kremem na dzień już od ponad miesiąca jest przedstawiciel serii Nutra Effects od Avon. W sumie to kupiłam go, bo ciągle go pokazywali w Przyjaciółkach, no i nie był drogi. Znam Avon nie od dziś i wiem, że ciężko tam z jakimkolwiek kosmetykiem, który byłby naprawdę dobry Nie wierzyłam w dobroczynną moc naturalnych składników w nim zawartych, ale chodziło mi o efekt.
Wybrałam matująco-nawilżający krem na dzień z filtrem SPF15. Obok niego w katalogu jest też żel-krem o podobnym działaniu, ale jest on raczej dedykowany typowo tłustym cerom, o czym świadczy już sama jego konsystencja.
Krem naprawdę mnie urzekł. Ma delikatny zapach, szybko się wchłania, nadaje się pod makijaż. Skóra po nim błyszczy się w bardzo niewielkim stopniu, jedynie po kilku godzinach może nieco bardziej. Stosowałam go od maja w czasie dni zimnych jak i gorących, i ogólnie sprawował się dobrze za każdym razem. Nie powodował zatykania porów skóry, przy czym trochę łagodził stany zapalne na skórze. Nie spodziewałam się, że krem z tej firmy może być tak dobry. Myślę, że jeszcze kiedyś się na niego skuszę.
[50ml za około 15zł, dostępny u konsultantek]
Poniżej skład.
No i na noc, zamiast kremu, używam olejku z czarnuszki siewnej. Dostałam kiedyś jego próbkę w gratisie i po jakimś czasie, po przeczytaniu o jego właściwościach, zaczęłam aplikować go przed snem na stonizowaną i osuszoną skórę. Czasami używam go co noc, czasami co 2, 3. Łagodzi stany zapalne, jak i samą skórę. Wygładza ją oraz nawilża. Na początku też musiałam przyzwyczaić się do jego specyficznego zapachu, który jest przyjemniejszy od hydrolatu jałowcowego, ale inny, ziołowy. Spodobało mi się jego działanie, jak i naturalny skład, tak więc kupiłam go w pełnej wersji.
[60ml za około 15zł, strony typu ZróbSobieKrem.pl]
A jak wygląda Wasza pielęgnacja cery? Podzielcie się Waszymi faworytami. :)
No i 20. minęła mi już dosyć dawno, więc trądzik młodzieńczy mnie już nie dotyczy. Niedawno gdzieś w prasie branżowej natknęłam się na artykuł nowej postaci trądziku. Występuje on coraz częściej u kobiet, które już zdążyły zakończyć proces dojrzewania, ale on nadal ich dotyczy. Tyle, że w tym przypadku jego przyczyną jest zła pielęgnacja twarzy lub/i zaburzenia w systemie hormonalnym organizmu, gdzie swoje trzy grosze może dodawać antykoncepcja doustna. Zmiany w tej postaci trądziku występują głównie w okolicy żuchwy, co już samo w sobie wskazuje na podłoże hormonalne. Leczenie jest trudne, potrzeba delikatnej pielęgnacji domowej, wytrwałości w jej stosowaniu oraz leczenia dermatologicznego jak i przeprowadzenia badań kontrolnych hormonów i nie tylko.
Na szczęście nie zauważyłam u siebie tego problemu, jednak czasem jakiś stan zapalny pojawia się na mojej twarzy, głównie w strefie T, gdzie wydziela się więcej sebum. Postawiłam więc na delikatne oczyszczanie twarzy, zwykle rano i wieczorem oraz stosowanie odpowiednich kosmetyków nawilżających jak i matująch. Wiem, że to samo w sobie się wyklucza, ale w przypadku cery mieszanej łatwo przesadzić w którąś stronę. Jedyny kosmetyk regulujący wydzielanie sebum to krem matujący, który stosuję co rano. Wieczorem stawiam na łagodzenie i nawilżenie.
Rozpoczynam dzień od delikatnego oczyszczenia twarzy za pomocą emulsji do mycia Biały Jeleń z serii Probiotic. Pisałam o niej TU. Dużym plusem jej jest brak SLS i SLeS w składzie, przy czym jest nie powoduje nieprzyjemnego ściągnięcia skóry po zastosowaniu i dobrze oczyszcza. Stosuję ją też przed snem.
Po umyciu skóry zwykle przemywam ją hydrolatem, który służy mi jako tonik. Wyrównuje pH skóry oraz działa w sposób typowy dla zastosowanych do jego produkcji ziół. Aktualnie mam hydrolat jałowcowy z jagód. Była to nowość na stronie, no i dedykowany był do cery trądzikowej, wrażliwej, więc pomyślałam - czemu nie? Jednak już przy pierwszym użyciu niezbyt przypadł mi do gustu jego zapach, był on typowy dla lasu, żywicy drzewnej. Jednak z czasem zdążyłam się do niego przyzwyczaić i już nie robi na mnie takiego wrażenia. Odświeża skórę i działa bakteriostatycznie.
[200ml kosztuje ok. 15zł, na stronach typu ZróbSobieKrem.pl]
Czas na krem pod oczy. Aktualnie jest on z serii Optimals Skin Youth, marki Oriflame. Typowo zamknięty w tubce z zakrętką. Jest on bardzo treściwy i szybko się wchłania. Po zastosowaniu na noc skutecznie redukuje cienie pod oczami i daje im świeży wygląd, przy czym dobrze nawilża i lekko napina skórę wokół oczu.
[15ml kosztuje około 20zł, dostępny u konsultantek]
Poniżej jego skład.
Moim kremem na dzień już od ponad miesiąca jest przedstawiciel serii Nutra Effects od Avon. W sumie to kupiłam go, bo ciągle go pokazywali w Przyjaciółkach, no i nie był drogi. Znam Avon nie od dziś i wiem, że ciężko tam z jakimkolwiek kosmetykiem, który byłby naprawdę dobry Nie wierzyłam w dobroczynną moc naturalnych składników w nim zawartych, ale chodziło mi o efekt.
Wybrałam matująco-nawilżający krem na dzień z filtrem SPF15. Obok niego w katalogu jest też żel-krem o podobnym działaniu, ale jest on raczej dedykowany typowo tłustym cerom, o czym świadczy już sama jego konsystencja.
Krem naprawdę mnie urzekł. Ma delikatny zapach, szybko się wchłania, nadaje się pod makijaż. Skóra po nim błyszczy się w bardzo niewielkim stopniu, jedynie po kilku godzinach może nieco bardziej. Stosowałam go od maja w czasie dni zimnych jak i gorących, i ogólnie sprawował się dobrze za każdym razem. Nie powodował zatykania porów skóry, przy czym trochę łagodził stany zapalne na skórze. Nie spodziewałam się, że krem z tej firmy może być tak dobry. Myślę, że jeszcze kiedyś się na niego skuszę.
[50ml za około 15zł, dostępny u konsultantek]
Poniżej skład.
No i na noc, zamiast kremu, używam olejku z czarnuszki siewnej. Dostałam kiedyś jego próbkę w gratisie i po jakimś czasie, po przeczytaniu o jego właściwościach, zaczęłam aplikować go przed snem na stonizowaną i osuszoną skórę. Czasami używam go co noc, czasami co 2, 3. Łagodzi stany zapalne, jak i samą skórę. Wygładza ją oraz nawilża. Na początku też musiałam przyzwyczaić się do jego specyficznego zapachu, który jest przyjemniejszy od hydrolatu jałowcowego, ale inny, ziołowy. Spodobało mi się jego działanie, jak i naturalny skład, tak więc kupiłam go w pełnej wersji.
[60ml za około 15zł, strony typu ZróbSobieKrem.pl]
A jak wygląda Wasza pielęgnacja cery? Podzielcie się Waszymi faworytami. :)
Etykiety:
Avon,
do okolic oczu,
do twarzy,
eko,
hydrolaty,
kosmetyki pielęgnacyjne,
kremy,
oleje,
Oriflame,
półprodukty,
recenzje,
refleksje,
rzeczywistość,
toniki
16 maja 2015
O emulsji do mycia twarzy bez SLS i o tym, jakie koszmarne są parabeny
Witajcie. Dziś mam dla Was recenzję. Opowiem o moim ostatnim żelu do mycia twarzy. Warto zwrócić na niego uwagę, jeśli już macie dość SLS-ów pchanych we wszystko do mycia. Jeśli choć trochę interesujecie się nomenklaturą INCI kupowanych przez Was kosmetyków, to pewnie zaczęliście zastanawiać się, czy w drogerii można dostać jakikolwiek żel chociażby do mycia twarzy bez tego składnika. Mnie zaczęło nurtować to pytanie jakieś kilka miesięcy temu, kiedy czytałam "Starzenie skóry". Cała publikacja opierała się głównie na działaniu promieni UV i filtrach chroniących przed nimi, ale był też mały wątek odnoście laurylosiarczanów sodu (w skrócie SLS, SLeS) mówiący, że związki te przyczyniają się do wysuszenia skóry. Po wielu przejrzanych etykietkach znalazłam wreszcie kosmetyk myjący bez tego składnika.
INFORMACJE
Od producenta: "WSKAZANIA:
• skóra wrażliwa, podrażniona, z oznakami zmęczenia
DZIAŁANIE:
• oczyszcza i usuwa nadmierną warstwę lipidową skóry, nie wysuszając jej
• przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji
• wpływa korzystnie na kondycję skóry twarzy, poprawia jej wygląd
• chroni przed negatywnym wpływem środowiska
SKŁADNIKI AKTYWNE:
• ksylitol i laktitol -naturalne prebiotyki utrzymują prawidłową równowagę ekosystemu mikroflory skóry
• ekstrakt z czerwonej koniczyny -działa przeciwutleniająco i ujędrniająco
• alantoina -działa łagodząco na skórę".
Pojemność: 200ml.
Cena: ok. 15zł.
Firma: Biały Jeleń.
Dostępność: drogerie i większe supermarkety.
Wersje: jedyna do mycia twarzy wchodząca w serię Prebiotic.
PLUSY
+ dobrze oczyszcza
+ jest łagodny
+ ma pompkę
+ przyjemnie pachnie
+ skład
+ dostępność
SPOSTRZEŻENIA
Jest to emulsja o dość rzadkiej konsystencji, co przekłada się na wydajność, którą opisałabym jako średnią. Dobrze spisuje się w swojej roli - oczyszcza i robi to bardzo delikatnie. Nie czuć po umyciu ściągnięcia skóry. Pompka umożliwia wygodną aplikację, jedno naciśnięcie wydobywa potrzebną ilość produktu do umycia twarzy i szyi. Skład stanowi miły wyjątek.
Ktoś z Was już go używał? Jakie są Wasze opinie? A może polecicie coś równie dobrego do mycia?
O PARABENACH SŁÓW KILKA...
Już od jakiegoś czasu Super-Pharm stał się moją ulubioną drogerią. Ostatnio korzystając z tzw. szalonej środy skusiłam się na kosmetyki do opalania w promocji -40%. Był przy nich duży tłok. Jakaś pani tłumaczyła starszej kobiecie, że parabeny to samo zło i ma szukać kosmetyków bez nich, bo powodują "powstawanie plam, wyprysków na skórze" i w ogóle wszystko, co najgorsze. Mnie zastanowiło skąd ta "wyuczona" pani czerpała swoje informacje. Kiedyś padło na nie zniesławienie ze względu na swoje potencjalne działanie kancerogenne w okolicy piersi, ale zostało ono umorzone oficjalnie. Również parabeny to grupa konserwantów, która uczula najmniej wśród innych dostępnych w produkcji. Są również dosyć dobrze tolerowane przez skórę i poza ich działaniem przeciwustrojowym na kosmetyk, nie odczuwamy ich działania na sobie. A jeśli ktoś należy do alergików to na pewno nie dostanie alergii od samych parabenów, ale raczej od wiązanki wszelakich związków użytych do powstania końcowego produktu.
Jeśli chcecie oceniać jakikolwiek składnik, to najpierw przeczytajcie kilka oficjalnych źródeł na jego temat, zamiast siać zamieszanie. Inni ludzie będą spokojniejsi, a Wy poczujecie się naprawdę mądrzejsi dzięki temu. ;)
INFORMACJE
Od producenta: "WSKAZANIA:
• skóra wrażliwa, podrażniona, z oznakami zmęczenia
DZIAŁANIE:
• oczyszcza i usuwa nadmierną warstwę lipidową skóry, nie wysuszając jej
• przygotowuje skórę do dalszej pielęgnacji
• wpływa korzystnie na kondycję skóry twarzy, poprawia jej wygląd
• chroni przed negatywnym wpływem środowiska
SKŁADNIKI AKTYWNE:
• ksylitol i laktitol -naturalne prebiotyki utrzymują prawidłową równowagę ekosystemu mikroflory skóry
• ekstrakt z czerwonej koniczyny -działa przeciwutleniająco i ujędrniająco
• alantoina -działa łagodząco na skórę".
Pojemność: 200ml.
Cena: ok. 15zł.
Firma: Biały Jeleń.
Dostępność: drogerie i większe supermarkety.
Wersje: jedyna do mycia twarzy wchodząca w serię Prebiotic.
PLUSY
+ dobrze oczyszcza
+ jest łagodny
+ ma pompkę
+ przyjemnie pachnie
+ skład
+ dostępność
MINUSY
brak.
SPOSTRZEŻENIA
Jest to emulsja o dość rzadkiej konsystencji, co przekłada się na wydajność, którą opisałabym jako średnią. Dobrze spisuje się w swojej roli - oczyszcza i robi to bardzo delikatnie. Nie czuć po umyciu ściągnięcia skóry. Pompka umożliwia wygodną aplikację, jedno naciśnięcie wydobywa potrzebną ilość produktu do umycia twarzy i szyi. Skład stanowi miły wyjątek.
Ktoś z Was już go używał? Jakie są Wasze opinie? A może polecicie coś równie dobrego do mycia?
O PARABENACH SŁÓW KILKA...
Już od jakiegoś czasu Super-Pharm stał się moją ulubioną drogerią. Ostatnio korzystając z tzw. szalonej środy skusiłam się na kosmetyki do opalania w promocji -40%. Był przy nich duży tłok. Jakaś pani tłumaczyła starszej kobiecie, że parabeny to samo zło i ma szukać kosmetyków bez nich, bo powodują "powstawanie plam, wyprysków na skórze" i w ogóle wszystko, co najgorsze. Mnie zastanowiło skąd ta "wyuczona" pani czerpała swoje informacje. Kiedyś padło na nie zniesławienie ze względu na swoje potencjalne działanie kancerogenne w okolicy piersi, ale zostało ono umorzone oficjalnie. Również parabeny to grupa konserwantów, która uczula najmniej wśród innych dostępnych w produkcji. Są również dosyć dobrze tolerowane przez skórę i poza ich działaniem przeciwustrojowym na kosmetyk, nie odczuwamy ich działania na sobie. A jeśli ktoś należy do alergików to na pewno nie dostanie alergii od samych parabenów, ale raczej od wiązanki wszelakich związków użytych do powstania końcowego produktu.
Jeśli chcecie oceniać jakikolwiek składnik, to najpierw przeczytajcie kilka oficjalnych źródeł na jego temat, zamiast siać zamieszanie. Inni ludzie będą spokojniejsi, a Wy poczujecie się naprawdę mądrzejsi dzięki temu. ;)
1 kwietnia 2015
Książkowe szaleństwo
Cześć Kochani. Dzisiejszy post dotyczyć będzie książek. Mimo, iż lubię książki to jeszcze ponad rok temu dziwiłam się, gdy dostawałam je w prezencie ponieważ nie byłam jakoś wielką czytelniczką powieści fabularnych i były to czasy, kiedy to zaczęłam doceniać literaturę fachową.
Jednakże właśnie od prezentów zaczęła się moja miłość do skandynawskich pisarzy i ich powieści kryminalnych. Najpierw była Camilla Lackberg, trochę Larsona i teraz czytam zawzięcie Jo Nesbo.
Urządzanie mieszkania skoncentrowałam na zapełnieniu kilku półek wartymi uwagi powieściami jak i poradnikami oraz moją ulubioną literaturą fachowową.
Moje ostatnie nowości.
Jest to już moje drugie zamówienie ze strony Aros.pl. Pierwsze pokazywałam TUTAJ. Tym razem do zakupów zmotywowała mnie druga część podręcznika do kolejnego egzaminu zawodowego, który w porównaniu w pierwszą częścią Dłonie, Stopy, Ciało jest o wiele bardziej przydatny swoją tematyką. Jest to moja opinia, ponieważ po przebyciu kilku szkoleń i dobrze rozbudowanych zajęć (manicure, pedicure, podologia) w szkole mogłam sobie darować kupno poprzedniej części tego podręcznika. Jednakże wszystkim gorąco polecam Twarz, Szyja, Dekolt z tej samej serii, która do egzaminu po pierwszym roku okazała się niezbędna. :)
Jakiś czas temu zainteresowałam się farmacją. Po głębszym poznaniu kosmetologii i chemii kosmetycznej, uważam, że to naturalny wybór dla osób dociekliwych, takich jak ja. Trochę "liznęłam" tzw. dużego Mutschlera, którego największą wadą są często dość spore różnice między farmacją niemiecką a polską. Jednakże była to książka warta uwagi, jednakże do trudna w odbiorze. Na pewno jeszcze do niej wrócę. Na razie postanowiłam na coś dobrego na początek przygody z farmakologią i tu padł pomysł zakupu dość ciekawej książki wydanej przez UJ. Jest to taka farmakologia w pigułce.
I Nesbo. Na razie jest to ostatnia część serii o komisarzu Harrym Hole. Ciąg dalszy "Upiorów", które przeczytałam niemal jednym tchem i byłam bardzo ciekawa, co będzie dalej po dość szokującym zakończeniu poprzedniej części.
Dlaczego warto zamawiać na Aros.pl? Są tam duże zniżki na książki, zwłaszcza te fachowe, gdzie czasem można zaoszczędzić do kilkudziesięciu złotych w porównaniu do ceny detalicznej. Jest tam też atrakcyjna cena wysyłki książek. Sama wysyłka jest niemal błyskawiczna - od zaksięgowania wpłaty paczka dociera do nas w 2 dni robocze. Żal nie spróbować.
Te książki to zupełnie nieplanowany wydatek. Ot była na centrum Poznania i przypadkiem weszłam do księgarni Tak Czytam. Była tam wyprzedaż, ale mam wrażenie, że znaczna większość asortymentu była w atrakcyjnych cenach.
Po obejściu wystawy promocyjnej zdecydowałam, że na jedną książkę mogę się skusić i była to powieść "Irlandzki Koktajl", który wydaje się dość lekki i zabawny, w sam raz na odetchnięcie po książkach akcji.
Na "Zdemaskowaną" natknęłam się przypadkiem na półce i zaciekawiła mnie do tego stopnia, że dołączyła do mojego koszyka. Dopiero w domu przekonałam się, że fabuła jest oparta na prawdziwej historii.
No i jestem już przy kasie, gdy nagle odzywa się moje pragnienie wiedzy i pytam niczego sobie pana przy kasie, czy nie mają czegoś z farmacji i zostałam zaprowadzona do regału medycznego, gdzie trafiłam na Popularną Encyklopedię Leków w wersji dwutomowej. Część pierwsza wymienia najpopularniejsze leki i ich działanie, interakcje z innymi itd., druga część to mniejsza aktualizacja do tej pierwszej. Przekartkowałam ją i stwierdziłam, że jest warta uwagi.
Biorę też udział w akcji 52 książki 2015 i dzielnie się trzymam, na razie wychodzę na równo z każdym tygodniem.
A jak u Was z czytaniem? Lubicie to?
Zapraszam też do posta o książkach fachowych w kosmetyce i bliskich jej dziedzianach TUTAJ.
Jednakże właśnie od prezentów zaczęła się moja miłość do skandynawskich pisarzy i ich powieści kryminalnych. Najpierw była Camilla Lackberg, trochę Larsona i teraz czytam zawzięcie Jo Nesbo.
Urządzanie mieszkania skoncentrowałam na zapełnieniu kilku półek wartymi uwagi powieściami jak i poradnikami oraz moją ulubioną literaturą fachowową.
Moje ostatnie nowości.
Jest to już moje drugie zamówienie ze strony Aros.pl. Pierwsze pokazywałam TUTAJ. Tym razem do zakupów zmotywowała mnie druga część podręcznika do kolejnego egzaminu zawodowego, który w porównaniu w pierwszą częścią Dłonie, Stopy, Ciało jest o wiele bardziej przydatny swoją tematyką. Jest to moja opinia, ponieważ po przebyciu kilku szkoleń i dobrze rozbudowanych zajęć (manicure, pedicure, podologia) w szkole mogłam sobie darować kupno poprzedniej części tego podręcznika. Jednakże wszystkim gorąco polecam Twarz, Szyja, Dekolt z tej samej serii, która do egzaminu po pierwszym roku okazała się niezbędna. :)
Jakiś czas temu zainteresowałam się farmacją. Po głębszym poznaniu kosmetologii i chemii kosmetycznej, uważam, że to naturalny wybór dla osób dociekliwych, takich jak ja. Trochę "liznęłam" tzw. dużego Mutschlera, którego największą wadą są często dość spore różnice między farmacją niemiecką a polską. Jednakże była to książka warta uwagi, jednakże do trudna w odbiorze. Na pewno jeszcze do niej wrócę. Na razie postanowiłam na coś dobrego na początek przygody z farmakologią i tu padł pomysł zakupu dość ciekawej książki wydanej przez UJ. Jest to taka farmakologia w pigułce.
I Nesbo. Na razie jest to ostatnia część serii o komisarzu Harrym Hole. Ciąg dalszy "Upiorów", które przeczytałam niemal jednym tchem i byłam bardzo ciekawa, co będzie dalej po dość szokującym zakończeniu poprzedniej części.
Dlaczego warto zamawiać na Aros.pl? Są tam duże zniżki na książki, zwłaszcza te fachowe, gdzie czasem można zaoszczędzić do kilkudziesięciu złotych w porównaniu do ceny detalicznej. Jest tam też atrakcyjna cena wysyłki książek. Sama wysyłka jest niemal błyskawiczna - od zaksięgowania wpłaty paczka dociera do nas w 2 dni robocze. Żal nie spróbować.
Te książki to zupełnie nieplanowany wydatek. Ot była na centrum Poznania i przypadkiem weszłam do księgarni Tak Czytam. Była tam wyprzedaż, ale mam wrażenie, że znaczna większość asortymentu była w atrakcyjnych cenach.
Po obejściu wystawy promocyjnej zdecydowałam, że na jedną książkę mogę się skusić i była to powieść "Irlandzki Koktajl", który wydaje się dość lekki i zabawny, w sam raz na odetchnięcie po książkach akcji.
Na "Zdemaskowaną" natknęłam się przypadkiem na półce i zaciekawiła mnie do tego stopnia, że dołączyła do mojego koszyka. Dopiero w domu przekonałam się, że fabuła jest oparta na prawdziwej historii.
No i jestem już przy kasie, gdy nagle odzywa się moje pragnienie wiedzy i pytam niczego sobie pana przy kasie, czy nie mają czegoś z farmacji i zostałam zaprowadzona do regału medycznego, gdzie trafiłam na Popularną Encyklopedię Leków w wersji dwutomowej. Część pierwsza wymienia najpopularniejsze leki i ich działanie, interakcje z innymi itd., druga część to mniejsza aktualizacja do tej pierwszej. Przekartkowałam ją i stwierdziłam, że jest warta uwagi.
Biorę też udział w akcji 52 książki 2015 i dzielnie się trzymam, na razie wychodzę na równo z każdym tygodniem.
A jak u Was z czytaniem? Lubicie to?
Zapraszam też do posta o książkach fachowych w kosmetyce i bliskich jej dziedzianach TUTAJ.
14 marca 2015
"50 twarzy Greya" - moje spostrzeżenia odnośnie filmu
Hej wszystkim. Część z Was na pewno pamięta jak kilka lat temu publikowałam tu moje recenzje trylogii o Greyu. W kinach niedawno miała miejsce premiera ekranizacji pierwszego tomu, a w społeczeństwie zapadła ogólnokrajowa podnieta na punkcie tego wydarzenia. Na portalach społecznościowych pojawiały się zdjęcia kupionych biletów, kadry z filmu (których podejrzanie dużo wyciekło do sieci na długo przed premierą) i opisywane przeżycia towarzyszące temu wydarzeniu. Nie brakowało tego też w świecie realnym, gdzie często słyszało się rozmowy na ten temat.
Generalnie mam coś w sobie z nonkonformisty i nie lubię gnać za innymi. Gdy widziałam jak zaczyna się ten szał na Greya, powoli zaczynałam myśleć, że ta fabuła już mnie tak nie fascynuje jak na początku. Zresztą każdy z nas chyba ma coś takiego, że poznając coś nowego przepada w tym bez reszty, a z czasem ta fascynacja słabnie. Moja przygoda z książkami E L James zaczęła się gdy tylko wyszło ich polskie tłumaczenie. Strasznie podobała mi się fabuła, bo było w niej coś nowatorskiego, niecodziennego. Nie oszukujmy się - nie przeczytamy o BDSM w Harleqinach.
Do kina nie poszłam, bo nie chciałam. Poczekałam dwa tygodnie i obejrzałam film w internecie. Był nudny. Nie dlatego, że już czytałam książki i wiedziałam co będzie dalej, ale dlatego, że dużo pobocznych wątków wycięto. Akcja dotyczyła tylko i wyłącznie relacji między głównymi bohaterami, jakby poza sobą nie mieli kontaktów z innymi bohaterami, np. scena odwiedzin matki Christiana - przyszła, przeszła przez salon, wypowiedziała kilka zdań i wyszła albo Kate, która była chora, później pojawiła się w scenie miłosnej z Elliotem i chyba to tyle, nie wspominając już o Mii, która pojawiła się w filmie może na minutę, dwie. Nie wiem jak Wy, ale ja to odebrałam jako strasznie groteskowe, niezbyt realne.
Słyszałam opinię jakoby film nie podobał się ludziom, bo ci liczyli na porno, a nie film romantyczny. Jakby to był jedyny powód. Były sceny z klapsami, ale sceny łóżkowe, podczas których obserwujemy twarz głównej bohaterki, która wzdycha nie zrobiły na mnie wrażenia. Uważam, że równie dobrze mogłoby ich nie być. Sceny z wiązaniem ograniczały się do związania dłoni i były powtarzana kilka razy, ale wystarczyłoby nawet raz, bo w każdej wyglądało to mniej więcej tak samo tylko zmieniał się kolor sznurka, czy materiał wokół nadgarstków. Generalnie jeśli ktoś widział prawdziwy, typowy BDSM to wie, że to, co pokazali w filmie to jakiś jego daleki kuzyn nie mający zbyt wiele wspólnego z zamysłem autorki.
No i scena końcowa, która odbiega od tej pierwotnej. Pytałam znajomych, którzy nie znali fabuły i odbierali to jako "niewiele znaczący foch bohaterki" nie świadczący o tym, że miałaby się już nigdy więcej nie spotkać z Greyem. Przypomnę, że w książce oficjalnie się rozstali i obydwoje (każde na swój sposób) próbowali żyć dalej.
Podsumowując - film jakoś mnie nie zachwycił, a nawet rozczarował nieco. Odtwórca tytułowej roli nie wydawał się taki bezwzględny i złowrogi jak prezentował się na kartkach powieści. A główna bohaterka, która w książce mnie miło zaskakiwała, na ekranie nieco zawstydzała swoim stylem bycia i naiwnością. Ale to tylko moja opinia. Wiem, że jest dość dużo fanów ekranizacji i nic do nich nie mam. Proszę Was tylko o obiektywność w wyznawaniu swojego zdania na ten temat. ;)
Linki do wcześniejszych recenzji trylogii na papierze:
50 Twarzy Greya
Ciemniejsza strona Greya
Podsumowanie trylogii
Generalnie mam coś w sobie z nonkonformisty i nie lubię gnać za innymi. Gdy widziałam jak zaczyna się ten szał na Greya, powoli zaczynałam myśleć, że ta fabuła już mnie tak nie fascynuje jak na początku. Zresztą każdy z nas chyba ma coś takiego, że poznając coś nowego przepada w tym bez reszty, a z czasem ta fascynacja słabnie. Moja przygoda z książkami E L James zaczęła się gdy tylko wyszło ich polskie tłumaczenie. Strasznie podobała mi się fabuła, bo było w niej coś nowatorskiego, niecodziennego. Nie oszukujmy się - nie przeczytamy o BDSM w Harleqinach.
Do kina nie poszłam, bo nie chciałam. Poczekałam dwa tygodnie i obejrzałam film w internecie. Był nudny. Nie dlatego, że już czytałam książki i wiedziałam co będzie dalej, ale dlatego, że dużo pobocznych wątków wycięto. Akcja dotyczyła tylko i wyłącznie relacji między głównymi bohaterami, jakby poza sobą nie mieli kontaktów z innymi bohaterami, np. scena odwiedzin matki Christiana - przyszła, przeszła przez salon, wypowiedziała kilka zdań i wyszła albo Kate, która była chora, później pojawiła się w scenie miłosnej z Elliotem i chyba to tyle, nie wspominając już o Mii, która pojawiła się w filmie może na minutę, dwie. Nie wiem jak Wy, ale ja to odebrałam jako strasznie groteskowe, niezbyt realne.
Słyszałam opinię jakoby film nie podobał się ludziom, bo ci liczyli na porno, a nie film romantyczny. Jakby to był jedyny powód. Były sceny z klapsami, ale sceny łóżkowe, podczas których obserwujemy twarz głównej bohaterki, która wzdycha nie zrobiły na mnie wrażenia. Uważam, że równie dobrze mogłoby ich nie być. Sceny z wiązaniem ograniczały się do związania dłoni i były powtarzana kilka razy, ale wystarczyłoby nawet raz, bo w każdej wyglądało to mniej więcej tak samo tylko zmieniał się kolor sznurka, czy materiał wokół nadgarstków. Generalnie jeśli ktoś widział prawdziwy, typowy BDSM to wie, że to, co pokazali w filmie to jakiś jego daleki kuzyn nie mający zbyt wiele wspólnego z zamysłem autorki.
No i scena końcowa, która odbiega od tej pierwotnej. Pytałam znajomych, którzy nie znali fabuły i odbierali to jako "niewiele znaczący foch bohaterki" nie świadczący o tym, że miałaby się już nigdy więcej nie spotkać z Greyem. Przypomnę, że w książce oficjalnie się rozstali i obydwoje (każde na swój sposób) próbowali żyć dalej.
Podsumowując - film jakoś mnie nie zachwycił, a nawet rozczarował nieco. Odtwórca tytułowej roli nie wydawał się taki bezwzględny i złowrogi jak prezentował się na kartkach powieści. A główna bohaterka, która w książce mnie miło zaskakiwała, na ekranie nieco zawstydzała swoim stylem bycia i naiwnością. Ale to tylko moja opinia. Wiem, że jest dość dużo fanów ekranizacji i nic do nich nie mam. Proszę Was tylko o obiektywność w wyznawaniu swojego zdania na ten temat. ;)
Linki do wcześniejszych recenzji trylogii na papierze:
50 Twarzy Greya
Ciemniejsza strona Greya
Podsumowanie trylogii
7 lutego 2015
Aktualizacja włosowa styczeń '15
Czeeeść. W związku z tym, że nowy rok to też czas na nowe zmiany, postanowiłam wprowadzić aktualizacje wzrostu włosów. Jeśli pamiętacie to kilka lat temu brałam udział w akcji włosowej, gdzie wraz z kilkoma innymi blogerkami przez 4 lub 5 miesięcy solidnie dbałyśmy o swoje włosy by na wakacje pięknie się prezentowały. Oczywiście ja musiałam trochę pobawić się nożyczkami i efekt był bardziej rebel niż glamour, ale i tak z przyjemnością wspominam ową akcję.
Poniżej przedstawiam jak prezentują się moje włosy po pierwszym miesiącu tego roku.
Mierzone od czubka głowy do miejsca, gdzie są najdłuższe, mają 67cm.
Pielęgnacja:
Mycie: Gęsty szampon wzmacniający do włosów cienkich i łamliwych, Receptury Babuszki Agafii; Szampon zwiększający objęctość włosów z bio papają, Alterra.
Odżywki: Balsam do włosów cienkich i delikatnych "Objętość i Siła", Baikal Herbals.
Maski: Maska do włosów osłabionych Rewitalizacja, Romantic.
Wcierki: Serum łopianowe przeciw wypadaniu włosów, Elfa Pharm.
Do końcówek: Serum przeciw rozdwajającym końcówkom, Oriflame HairX.
Inne: Suchy szampon Blush, Batiste.
Wzmacnianie od środka: koktajle owocowo-warzywne min. raz na tydzień oraz spożywanie owoców w ciągu tygodnia.
Poniżej przedstawiam jak prezentują się moje włosy po pierwszym miesiącu tego roku.
Mierzone od czubka głowy do miejsca, gdzie są najdłuższe, mają 67cm.
Pielęgnacja:
Mycie: Gęsty szampon wzmacniający do włosów cienkich i łamliwych, Receptury Babuszki Agafii; Szampon zwiększający objęctość włosów z bio papają, Alterra.
Odżywki: Balsam do włosów cienkich i delikatnych "Objętość i Siła", Baikal Herbals.
Maski: Maska do włosów osłabionych Rewitalizacja, Romantic.
Wcierki: Serum łopianowe przeciw wypadaniu włosów, Elfa Pharm.
Do końcówek: Serum przeciw rozdwajającym końcówkom, Oriflame HairX.
Inne: Suchy szampon Blush, Batiste.
Wzmacnianie od środka: koktajle owocowo-warzywne min. raz na tydzień oraz spożywanie owoców w ciągu tygodnia.
17 lipca 2014
Let's start a war :P
Cześć kochani. Zdajecie sobie sprawę, że już lipiec zbliża się ku końcowi? Bo mnie dzisiaj naszło na takie małe rozkminy. Czas leci mi szybko, bo zazwyczaj ciągle mam jakieś zajęcie. Ostatnio kręcę się wokół paczek - wczoraj odebrałam jedną z kosmetykami i nie tylko, może jutro zgarnę kolejną z ciuchami - choć tu dużo więcej wątpliwości co do zawartości (jak też to bywa na Allegro). Raczej na tym się nie skończy zbyt szybko ten bilans. Poza tym większość mojego wolnego czasu pożera remont. I to właśnie on będzie bohaterem dzisiejszego postu. Pokażę Wam gdzie znikam na całe godziny.:P
Kuchnia/salon
Ciekawe, czy zgadniecie co to za czarna plama na ścianie :)
Sypialnia
Biurowy
No i pierwsze selfies w nowym mieszkanku :P
My własny fachowiec, którego pokonała tylko część elektryki - resztę dzielnie robił sam. Tzn. bez kładzenia płytek. ;)
Śliczny, nowy blacik, a za chwilę...
Aaaa! Dziura na płytę gazową:P
Komuś się chyba nudziło ^^
To już wszystko. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że efekt dotychczasowy będzie właśnie tak wyglądać. Zaplanowana była jedynie kolorystyka salonu z aneksem kuchennym, trochę też łazienki. Reszta barw została wybrana spontanicznie, co nie było łatwe by nie wpaść w któryś ze schematów zastosowanych przez nasze rodziny w ich własnych aranżacjach. Aby dojść do tego, co widzicie na zdjęciach, potrzeba było ponad pół roku zwykłych dywagacji, mediacji, a nawet czasem i arbitrażu, gdy nie można było znaleźć jednogłośnego rozwiązania. Nigdy wcześniej nie widziałam u nikogo znajomego tylu zastosowań, które wykorzystaliśmy. Panel telewizyjny jest najbardziej oryginalny na dzień dzisiejszy. Warto też wspomnieć o niecodziennych listwach przy podłodze. No i szafie obitej skórą, która wkrótce się pojawi. Multum rozwiązań, brak jednego stylu przewodniego. Za to 100% własnej pracy.
Jeszcze trochę czasu minie nim wprowadzimy się tam. Póki co, wszyscy wokół pytają "kiedy ślub?". Mamy swój czas. Wkrótce też i przestrzeń. Carpe diem!
Kuchnia/salon
Ciekawe, czy zgadniecie co to za czarna plama na ścianie :)
Sypialnia
Biurowy
No i pierwsze selfies w nowym mieszkanku :P
Panel telewizyjny i zalążek łazienki
My własny fachowiec, którego pokonała tylko część elektryki - resztę dzielnie robił sam. Tzn. bez kładzenia płytek. ;)
Śliczny, nowy blacik, a za chwilę...
Aaaa! Dziura na płytę gazową:P
Komuś się chyba nudziło ^^
To już wszystko. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że efekt dotychczasowy będzie właśnie tak wyglądać. Zaplanowana była jedynie kolorystyka salonu z aneksem kuchennym, trochę też łazienki. Reszta barw została wybrana spontanicznie, co nie było łatwe by nie wpaść w któryś ze schematów zastosowanych przez nasze rodziny w ich własnych aranżacjach. Aby dojść do tego, co widzicie na zdjęciach, potrzeba było ponad pół roku zwykłych dywagacji, mediacji, a nawet czasem i arbitrażu, gdy nie można było znaleźć jednogłośnego rozwiązania. Nigdy wcześniej nie widziałam u nikogo znajomego tylu zastosowań, które wykorzystaliśmy. Panel telewizyjny jest najbardziej oryginalny na dzień dzisiejszy. Warto też wspomnieć o niecodziennych listwach przy podłodze. No i szafie obitej skórą, która wkrótce się pojawi. Multum rozwiązań, brak jednego stylu przewodniego. Za to 100% własnej pracy.
Jeszcze trochę czasu minie nim wprowadzimy się tam. Póki co, wszyscy wokół pytają "kiedy ślub?". Mamy swój czas. Wkrótce też i przestrzeń. Carpe diem!
22 czerwca 2014
60s inspirations and more
Hej wszystkim. Ostatnio na facebooku blogowym wstawiłam Wam symboliczny klip Lany Del Rey nawiązujący do JFK i jego związków. Jeśli jeszcze nie widzieliście to polecam TU macie link.
Jeśli kogoś interesuje list, który Lana czyta na koniec to TUTAJ go znajdziecie.Tak więc chcąc, nie chcąc wpadłam na pomysł przedstawienia Wam stylizacji z lat 60, w tym największych ikon tych czasów.
Lata 60. w modzie to:
- spodnie w wysokim stanem
- mini sukienki i spódniczki, zazwyczaj bez odsłoniętego dekoltu
- trapezowe palta i prochowce
- wygodne, płaskie buty
Modne były upięcia z tapirem, kucyki oraz koki spinane na czubku głowy, fale, długa grzywka. Często też włosy zdobiły kolorowe chusty stanowiące opaski lub całkowicie zasłaniające włosy.
Modne były też duże okulary przeciwsłoneczne: tradycyjne maxi muchy, lenonki.
Natomiast w makijażu prym wiodły:
- mocno obrysowane kredką/eyelinerem kocie oczy
- mocno wytuszowane rzęsy
- czasem też przyciemnione brwi
- policzki lekko muśnięte różem lub bronzerem
- delikatne usta w kolorze beżowym lub blado różowym
A poniżej moje wykonanie makijażu inspirowanego tymi latami.
7 czerwca 2014
Najczęstsze błędy w pielęgnacji
Cześć wszystkim. Dziś dla odmiany opowiem Wam nieco o pielęgnacji skóry. A dokładniej o błędach, o których często słyszę.
1. Kosmetyki niedopasowane do typu cery.
Ogólnie są 4 główne typy cer, ale rozgałęziają się one na kilka kolejnych. Nie każdy zdaje sobie sprawę jaką ma skórę i często kupuje kosmetyki dobrane dość przypadkowo, głównie kierując się efektem obiecanym przez producenta, a nie własnymi potrzebami.
Np. osoba z cerą suchą kupuje podkład/krem o właściwościach matujących, bo liczy się dla niej taki oto efekt i zazwyczaj też uważa, że kosmetyki o treściwszej konsystencji nie są dla niej, bo nie lubią charakterystycznego dla nich efekty błyszczącej skóry. Podobnie może postępować osoba z rozszerzonymi naczynkami ściągająca pielęgnację na boczny tor, kierując się potrzebą zakrycia twarzy dobrze kamuflującymi kosmetykami do makijażu.
Oczywiście, w obydwóch przypadkach efekt wysuszenia skóry jest murowany, bo kosmetyki matujące mają za zadanie zredukować ilość wytwarzanego sebum, a kosmetyki o dużym stopniu krycia mają zazwyczaj tak dobrany skład, który przy częstym stosowaniu ów kosmetyków doprowadza do wysuszenia skóry.
Równie dobrze może popełniać błąd osoba z tłustą cerą smarująca się kremem typu Nivea, zwiększając tym samym stopień natłuszczenia swojej skóry, a nawet doprowadzić do zatkania porów, a w konsekwencji do pojawienia się wykwitów skórnych o charakterze popularnego trądziku.
2. Mycie skóry mydłem, inwazyjnymi żelami na bazie SLS itp.
Nie od dziś wiadomo, że generalnie mydło szkodzi w ten sposób, że wysusza skórę, no i ma zasadowe pH, czyli zupełnie różne od naszego naturalnego.
Są specjalne mydła, zazwyczaj ręcznie robione, które nadają się do mycia skóry, a nawet twarzy. Możecie je znaleźć w mydlarniach (np. Lawendowa Farma) z dokładnym opisem, na co pomoże, a na co nie. Tego typu mydła polecam zwłaszcza dla cer trądzikowych, tłustych, mieszanych. Przy suchej, naczyniowej, wrażliwej i normalnej skłoniłabym się ku łagodzącym, nawilżającym piankom do mycia twarzy, np. Decubal.
Żele ze SLS i SLeS oraz ich pochodnymi nie są dobrym wyborem, bo dzięki silnie myjącym składnikom poza zanieczyszczeniami i makijażem zmywają również naszą naturalną warstwę ochronną, która później musi się odbudowywać od 10 minut do nawet kilku godzin w zależności od rodzaju cery i jej natłuszczenia. Dodatkowo potrafią nasilić łojotok u cery tłustej, mieszanej.
3. Niestosowanie toniku.
Przez cały pierwszy rok szkoły, w każdym projekcie i przy każdym zabiegu powtarzaliśmy jak mantrę - "Tonik przywraca skórze właściwe pH i dlatego powinno się go używać po każdym kontakcie skóry z wodą". Jeśli zmywacie makijaż micelami to spoko, nie jest on Wam potrzebny, bo płyny micelarne również tonizują skórą, ale jeśli używacie mleczek, żeli, pianek i dwufazówek to warto się w ten kosmetyk zaopatrzyć. Osobiście już nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez tonizowania skóry. Poza tym toniki poza ich głównym zadaniem mają inne właściwości - odświeżają, łagodzą, pobudzają itp.
4. Pielęgnacja skóry trądzikowej kosmetykami do tego typu cery.
Np. mamy taki problem ze skórą, idziemy do drogerii i kupujemy całą serię kosmetyków typu Under 20 AntiAcne. Na początku jesteśmy super zadowoleni, że działa i wszystko ok, a po tygodniu i więcej problem natury dermatologicznej dopada nas ze zdwojoną siłą. Dlaczego? Bo skupiliśmy się tylko na odtłuszczaniu i oczyszczaniu skóry, a w tym czasie zdążyła się ona już przesuszyć, stąd nadprodukcja sebum i coraz więcej wykwitów. Ważne jest, aby przy tej pielęgnacji zastosować równolegle kosmetyki o działaniu nawilżającym bez składników zapychających pory.
A już najlepiej to zgłosić się do dermatologa.
5. Smarowanie tylko twarzy.
Często tak się zdarza, że wiele pań martwiąc się o zmarszczki nakłada uważnie krem na całą twarz zapominając o szyi i dekolcie. Jak wiadomo skóra w tych miejscach jest często bardziej wrażliwa i sucha niż na twarzy, dlatego również wymaga naszej uwagi.
O reszcie napiszę Wam innym razem. A jakie są Wasze błędy pielęgnacyjne? Czy jest nim któryś z powyższych?
Pozdrawiam i liczę, że notka da do myślenia ;)
1. Kosmetyki niedopasowane do typu cery.
Ogólnie są 4 główne typy cer, ale rozgałęziają się one na kilka kolejnych. Nie każdy zdaje sobie sprawę jaką ma skórę i często kupuje kosmetyki dobrane dość przypadkowo, głównie kierując się efektem obiecanym przez producenta, a nie własnymi potrzebami.
Np. osoba z cerą suchą kupuje podkład/krem o właściwościach matujących, bo liczy się dla niej taki oto efekt i zazwyczaj też uważa, że kosmetyki o treściwszej konsystencji nie są dla niej, bo nie lubią charakterystycznego dla nich efekty błyszczącej skóry. Podobnie może postępować osoba z rozszerzonymi naczynkami ściągająca pielęgnację na boczny tor, kierując się potrzebą zakrycia twarzy dobrze kamuflującymi kosmetykami do makijażu.
Oczywiście, w obydwóch przypadkach efekt wysuszenia skóry jest murowany, bo kosmetyki matujące mają za zadanie zredukować ilość wytwarzanego sebum, a kosmetyki o dużym stopniu krycia mają zazwyczaj tak dobrany skład, który przy częstym stosowaniu ów kosmetyków doprowadza do wysuszenia skóry.
Równie dobrze może popełniać błąd osoba z tłustą cerą smarująca się kremem typu Nivea, zwiększając tym samym stopień natłuszczenia swojej skóry, a nawet doprowadzić do zatkania porów, a w konsekwencji do pojawienia się wykwitów skórnych o charakterze popularnego trądziku.
2. Mycie skóry mydłem, inwazyjnymi żelami na bazie SLS itp.
Nie od dziś wiadomo, że generalnie mydło szkodzi w ten sposób, że wysusza skórę, no i ma zasadowe pH, czyli zupełnie różne od naszego naturalnego.
Są specjalne mydła, zazwyczaj ręcznie robione, które nadają się do mycia skóry, a nawet twarzy. Możecie je znaleźć w mydlarniach (np. Lawendowa Farma) z dokładnym opisem, na co pomoże, a na co nie. Tego typu mydła polecam zwłaszcza dla cer trądzikowych, tłustych, mieszanych. Przy suchej, naczyniowej, wrażliwej i normalnej skłoniłabym się ku łagodzącym, nawilżającym piankom do mycia twarzy, np. Decubal.
Żele ze SLS i SLeS oraz ich pochodnymi nie są dobrym wyborem, bo dzięki silnie myjącym składnikom poza zanieczyszczeniami i makijażem zmywają również naszą naturalną warstwę ochronną, która później musi się odbudowywać od 10 minut do nawet kilku godzin w zależności od rodzaju cery i jej natłuszczenia. Dodatkowo potrafią nasilić łojotok u cery tłustej, mieszanej.
3. Niestosowanie toniku.
Przez cały pierwszy rok szkoły, w każdym projekcie i przy każdym zabiegu powtarzaliśmy jak mantrę - "Tonik przywraca skórze właściwe pH i dlatego powinno się go używać po każdym kontakcie skóry z wodą". Jeśli zmywacie makijaż micelami to spoko, nie jest on Wam potrzebny, bo płyny micelarne również tonizują skórą, ale jeśli używacie mleczek, żeli, pianek i dwufazówek to warto się w ten kosmetyk zaopatrzyć. Osobiście już nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez tonizowania skóry. Poza tym toniki poza ich głównym zadaniem mają inne właściwości - odświeżają, łagodzą, pobudzają itp.
4. Pielęgnacja skóry trądzikowej kosmetykami do tego typu cery.
Np. mamy taki problem ze skórą, idziemy do drogerii i kupujemy całą serię kosmetyków typu Under 20 AntiAcne. Na początku jesteśmy super zadowoleni, że działa i wszystko ok, a po tygodniu i więcej problem natury dermatologicznej dopada nas ze zdwojoną siłą. Dlaczego? Bo skupiliśmy się tylko na odtłuszczaniu i oczyszczaniu skóry, a w tym czasie zdążyła się ona już przesuszyć, stąd nadprodukcja sebum i coraz więcej wykwitów. Ważne jest, aby przy tej pielęgnacji zastosować równolegle kosmetyki o działaniu nawilżającym bez składników zapychających pory.
A już najlepiej to zgłosić się do dermatologa.
5. Smarowanie tylko twarzy.
Często tak się zdarza, że wiele pań martwiąc się o zmarszczki nakłada uważnie krem na całą twarz zapominając o szyi i dekolcie. Jak wiadomo skóra w tych miejscach jest często bardziej wrażliwa i sucha niż na twarzy, dlatego również wymaga naszej uwagi.
O reszcie napiszę Wam innym razem. A jakie są Wasze błędy pielęgnacyjne? Czy jest nim któryś z powyższych?
Pozdrawiam i liczę, że notka da do myślenia ;)
8 maja 2014
#lifeisbrutal, so take it easy
Cześć. Jak tam u Was? Coś nowego? Mnie w środę z samego rana przywitał ból gardła, który męczy mnie do teraz i zdaje się nie opuszczać ani na moment. No cóż, jakoś to będzie.
Właśnie mija rok od mojej matury i wczoraj tak na serio zrozumiałam, że czasy szkoły średniej już nie wrócą. Nigdy nie będzie tak samo, nie ma już tamtej ekipy. Nie ma naszej bazy, gdzie stopniowo zbieraliśmy się zawsze co ranek, ani stania przy wejściu głównych w czasie długich przerw. Skończyło się odgadywanie nauczycieli i śmianie z nas samych. Już nie ma obijania przez kilka godzin pod rząd przy komputerze pod pozorem nauki, an kombinacji, że nasz projekt jest dobry, bo tylko z pozoru wydaje się nie ruszony wcale.
Inne czasy, inna rzeczywistość. Wtedy ciągle coś się działo. Pamiętam wszystkie swoje wagary - jakby to było wczoraj, sytuacje nierzadko naiwne, czy też niemądre. Pierwszy papieros, pierwszy litr wódki. Rockowe stylówy. Chęć zwojowania świata, heh.
"Wielu z tamtych nie zna mnie, wielu nie trawi
Ale nie było ich tam ze mną wiesz?
A to się nigdy już nie zdarzy..."
Pezet / Noon
Wczorajsze.
Super bluzka z Reserved, idealna do niezobowiązujących stylizacji na co dzień.
Do usłyszenia ;)
Właśnie mija rok od mojej matury i wczoraj tak na serio zrozumiałam, że czasy szkoły średniej już nie wrócą. Nigdy nie będzie tak samo, nie ma już tamtej ekipy. Nie ma naszej bazy, gdzie stopniowo zbieraliśmy się zawsze co ranek, ani stania przy wejściu głównych w czasie długich przerw. Skończyło się odgadywanie nauczycieli i śmianie z nas samych. Już nie ma obijania przez kilka godzin pod rząd przy komputerze pod pozorem nauki, an kombinacji, że nasz projekt jest dobry, bo tylko z pozoru wydaje się nie ruszony wcale.
Inne czasy, inna rzeczywistość. Wtedy ciągle coś się działo. Pamiętam wszystkie swoje wagary - jakby to było wczoraj, sytuacje nierzadko naiwne, czy też niemądre. Pierwszy papieros, pierwszy litr wódki. Rockowe stylówy. Chęć zwojowania świata, heh.
"Wielu z tamtych nie zna mnie, wielu nie trawi
Ale nie było ich tam ze mną wiesz?
A to się nigdy już nie zdarzy..."
Pezet / Noon
Wczorajsze.
Super bluzka z Reserved, idealna do niezobowiązujących stylizacji na co dzień.
Do usłyszenia ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















