Cześć. Dzisiaj przybywam do Was z trzecią i zaraz ostatnią już częścią serii o kosmetykach. Mam nadzieję, że z poprzednich wynieśliście coś nowego. A tymczasem zapraszam na nowy wpis.
Salony kosmetyczne kojarzą nam się zwykle z miejscem, gdzie można zaczerpnąć relaksu podczas zabiegu. Jeśli przychodzimy na zabieg na twarz to zwykle wiąże się to z diagnostyką stanu skóry w danej chwili, jak i ogólnego zarysu jej problemów, po czym nastaje moment, gdy zaczyna się zabieg odpowiedni dla naszej skóry. Pierwsze efekty widać już bezpośrednio po zabiegu. Jednakże same zabiegi nie zdziałają wiele, jeśli nie będziemy pielęgnować skóry w domu. Dlatego też ważnym elementem jest stosowanie odpowiednich kosmetyków w zaciszu domowym. Salony często ułatwiają nam osiągnięcie celu poprzez polecanie produktów odpowiednich dla naszej skóry. Podstawą jest dobrze dobrany krem do twarzy i odpowiedni produkt do demakijażu. Gdy już to mamy to możemy rozszerzyć pielęgnację o odpowiedni peeling, maseczki, krem pod oczy, czy nawet serum.
- "Gdy czuję, że moja twarz jest sucha to smaruję ją kremem Nivea, a gdy już jest bardzo sucha to smaruję wazeliną." (posiadaczka cery tłustej)
- "Moja mama całe życie smarowała się kremem Nivea i młodo wygląda, więc ja też go używam."
Niezastąpiony krem Nivea, który kiedyś był dobry na wszystko. On praktycznie nie nawilża, tylko natłuszcza skórę, powoduje powstawanie zaskórników u osób ze skórą tłustą i mieszaną. Jak widać nie jest to dobry pomysł, że o wazelinie nie wspomnę.
A co do młodości to jedni mają ku temu po prostu dobre geny i nawet jak o skórę zbytnio nie dbają to i tak wyglądają dobrze. A druga sprawa jest taka, że przecież kiedyś nie było fast foodów, prawie wcale się nie jadło przetworzonej żywności, a i zanieczyszczeń w powietrzu było mniej niż teraz, więc porównywanie co było kiedyś do dzisiaj jest trochę bez sensu.