Dzisiejszy post będzie o znanej na świecie serii książek z cyklu Obca (w oryginale Outlander), których pierwsza część nosi właśnie taki tytuł. Autorką jest Diana Gabaldon. Aktualnie w Polsce i na świecie jest dostępne aż 8 części powieści, ale to nie koniec - 9 jest w trakcie tworzenia, natomiast autorka szacuje, że cykl zamknie się w 10 tomach. Same tomy to nic lekkiego, ani krótkiego. Każda kolejna książka jest dłuższa od poprzedniej. Pierwsza liczy ok. 700 stron, natomiast piąta, którą aktualnie czytam, ma już ok. 1250 stron. Nie mniej jednak, czyta je się bardzo szybko.
Warto wspomnieć, że ta seria ostatnio zdobyła 2. miejsce na liście 100 najważniejszych powieści wszech czasów. W głosowaniu brało udział ponad 7 tys. Amerykanów, a całość została przedstawiona w ośmioodcinkowym serialu The Great American Read. Myślę, że już samo miejsce na podium jest wystarczającą zachętą by zaznajomić się bliżej z twórczością pani Gabaldon.
Poza tym, że Outlander jest świetną serią czytelniczą, Amerykanie nie poprzestali na samej prozie. Na kanwie powieści cały czas powstaje serial, którym zajęła się stacja Starz. Średnio co roku powstaje kolejny sezon, a każdy z nich bazuje na 1 tomie. Serial niemal od razu stał się hitem na całym świecie, podobnie zresztą jak książki. Jest emitowany praktycznie we wszystkich krajach, a jeśli w jakimś nie ma go w lokalnej telewizji, to można spokojnie obejrzeć w internecie z właściwym dla danego kraju lektorem. Obecnie jest transmitowany 4 sezon serialu oparty na książce "Jesienne werble". W swojej macierzystej stacji każdy nowy odcinek można oglądać w niedziele o 20:00, natomiast nam pozostaje oglądanie go w sieci, gdzie wersja z polskim lektorem jest dostępna już w poniedziałki. W Polsce wyłączność na ten serial ma Netflix.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inny punkt widzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inny punkt widzenia. Pokaż wszystkie posty
19 listopada 2018
29 sierpnia 2018
Suplementy diety - co warto wiedzieć
Dziś temat bardzo ważny i jeden z tych, o których można powiedzieć, że są niczym rzeka. Nie można krótko i dosadnie wyjaśnić fenomenu suplementów.
Jako naród stawiający w dużej mierze na wygodne i dostatnie życie, licząc, że możemy mieć wszystko i w pewnym sensie czując się wszechmocnymi, nie zwracamy uwagi na jakość naszego pożywienia. Chcemy mieć wszystko smacznie przyrządzone i szybko podane. Tak więc w XXI wieku szerzy się epidemia otyłości, cukrzycy, zwiększonego cholesterolu, miażdżycy. Jemy tłusto i mało zdrowo. W tym momencie ręce zacierają spece od marketingu firm większych i mniejszych produkujących właśnie suplementy diety. Przecież taka zaniedbana przez siebie osoba szybciej skusi się na nowe opakowanie witamin, aby zagłuszyć trochę wyrzuty sumienia swoim dotychczasowym życiem i nieco podreperować swoje zdrowie, chociaż tego ostatniego nie można być tak do końca pewnym w tym przypadku.
Od początku...
Suplementacja została stworzona na potrzeby wzbogacania naszej diety w konkretne składniki odżywcze.
Jako naród stawiający w dużej mierze na wygodne i dostatnie życie, licząc, że możemy mieć wszystko i w pewnym sensie czując się wszechmocnymi, nie zwracamy uwagi na jakość naszego pożywienia. Chcemy mieć wszystko smacznie przyrządzone i szybko podane. Tak więc w XXI wieku szerzy się epidemia otyłości, cukrzycy, zwiększonego cholesterolu, miażdżycy. Jemy tłusto i mało zdrowo. W tym momencie ręce zacierają spece od marketingu firm większych i mniejszych produkujących właśnie suplementy diety. Przecież taka zaniedbana przez siebie osoba szybciej skusi się na nowe opakowanie witamin, aby zagłuszyć trochę wyrzuty sumienia swoim dotychczasowym życiem i nieco podreperować swoje zdrowie, chociaż tego ostatniego nie można być tak do końca pewnym w tym przypadku.
Od początku...
Suplementacja została stworzona na potrzeby wzbogacania naszej diety w konkretne składniki odżywcze.
11 stycznia 2018
Kosmetyki trzech klas - cz.3 salon kosmetyczny
Cześć. Dzisiaj przybywam do Was z trzecią i zaraz ostatnią już częścią serii o kosmetykach. Mam nadzieję, że z poprzednich wynieśliście coś nowego. A tymczasem zapraszam na nowy wpis.
Salony kosmetyczne kojarzą nam się zwykle z miejscem, gdzie można zaczerpnąć relaksu podczas zabiegu. Jeśli przychodzimy na zabieg na twarz to zwykle wiąże się to z diagnostyką stanu skóry w danej chwili, jak i ogólnego zarysu jej problemów, po czym nastaje moment, gdy zaczyna się zabieg odpowiedni dla naszej skóry. Pierwsze efekty widać już bezpośrednio po zabiegu. Jednakże same zabiegi nie zdziałają wiele, jeśli nie będziemy pielęgnować skóry w domu. Dlatego też ważnym elementem jest stosowanie odpowiednich kosmetyków w zaciszu domowym. Salony często ułatwiają nam osiągnięcie celu poprzez polecanie produktów odpowiednich dla naszej skóry. Podstawą jest dobrze dobrany krem do twarzy i odpowiedni produkt do demakijażu. Gdy już to mamy to możemy rozszerzyć pielęgnację o odpowiedni peeling, maseczki, krem pod oczy, czy nawet serum.
- "Gdy czuję, że moja twarz jest sucha to smaruję ją kremem Nivea, a gdy już jest bardzo sucha to smaruję wazeliną." (posiadaczka cery tłustej)
- "Moja mama całe życie smarowała się kremem Nivea i młodo wygląda, więc ja też go używam."
Niezastąpiony krem Nivea, który kiedyś był dobry na wszystko. On praktycznie nie nawilża, tylko natłuszcza skórę, powoduje powstawanie zaskórników u osób ze skórą tłustą i mieszaną. Jak widać nie jest to dobry pomysł, że o wazelinie nie wspomnę.
A co do młodości to jedni mają ku temu po prostu dobre geny i nawet jak o skórę zbytnio nie dbają to i tak wyglądają dobrze. A druga sprawa jest taka, że przecież kiedyś nie było fast foodów, prawie wcale się nie jadło przetworzonej żywności, a i zanieczyszczeń w powietrzu było mniej niż teraz, więc porównywanie co było kiedyś do dzisiaj jest trochę bez sensu.
Salony kosmetyczne kojarzą nam się zwykle z miejscem, gdzie można zaczerpnąć relaksu podczas zabiegu. Jeśli przychodzimy na zabieg na twarz to zwykle wiąże się to z diagnostyką stanu skóry w danej chwili, jak i ogólnego zarysu jej problemów, po czym nastaje moment, gdy zaczyna się zabieg odpowiedni dla naszej skóry. Pierwsze efekty widać już bezpośrednio po zabiegu. Jednakże same zabiegi nie zdziałają wiele, jeśli nie będziemy pielęgnować skóry w domu. Dlatego też ważnym elementem jest stosowanie odpowiednich kosmetyków w zaciszu domowym. Salony często ułatwiają nam osiągnięcie celu poprzez polecanie produktów odpowiednich dla naszej skóry. Podstawą jest dobrze dobrany krem do twarzy i odpowiedni produkt do demakijażu. Gdy już to mamy to możemy rozszerzyć pielęgnację o odpowiedni peeling, maseczki, krem pod oczy, czy nawet serum.
- "Gdy czuję, że moja twarz jest sucha to smaruję ją kremem Nivea, a gdy już jest bardzo sucha to smaruję wazeliną." (posiadaczka cery tłustej)
- "Moja mama całe życie smarowała się kremem Nivea i młodo wygląda, więc ja też go używam."
Niezastąpiony krem Nivea, który kiedyś był dobry na wszystko. On praktycznie nie nawilża, tylko natłuszcza skórę, powoduje powstawanie zaskórników u osób ze skórą tłustą i mieszaną. Jak widać nie jest to dobry pomysł, że o wazelinie nie wspomnę.
A co do młodości to jedni mają ku temu po prostu dobre geny i nawet jak o skórę zbytnio nie dbają to i tak wyglądają dobrze. A druga sprawa jest taka, że przecież kiedyś nie było fast foodów, prawie wcale się nie jadło przetworzonej żywności, a i zanieczyszczeń w powietrzu było mniej niż teraz, więc porównywanie co było kiedyś do dzisiaj jest trochę bez sensu.
9 stycznia 2018
Kosmetyki trzech klas - cz.2 apteka
Cześć, mam nadzieję, że poprzedni wpis przypadł Wam do gustu i zachęcił do refleksji. Dziś przyjrzę się bliżej dermokosmetykom, więc już chyba wiecie jakie miejsce mam na myśli. Jeśli jednak nie czytaliście części 1 to zapraszam Was TUTAJ.
Wizja zakupu kosmetyku w aptece wydaje się kusząca, ponieważ to nie są "zwykłe" produkty, ale takie bardziej medyczne, bo jednak "dermokosmetyki". Często to tam kierujemy swoje kroki po nowe nabytki, gdy mamy jakieś problemy z cerą (popękane naczynka - teleangiektazje, trądzik lub skórę skłonną do podrażnień) lub po prostu oczekujemy polecenia odpowiedniego produktu dla naszej skóry, nierzadko za cenę wyższą niż jego odpowiednika drogeryjnego.
- "Moja koleżanka była u dermatologa i dostała leki na trądzik. Też sobie je kupię, bo na pewno mi pomogą."
Życie malowałoby się w różowych barwach, gdybyśmy mogli używać wszystkie specyfiki, co inni ludzie na te same problemy. Jednakże życie to nie bajka. Takie dermokosmetyki, często już leki, są przepisywane pacjentom na podstawie obrazu klinicznego ich osobistego problemu i dokładnego wywiadu. Trądzik, trądzikowi nie równy. Często wynika z nieprawidłowej pielęgnacji, czasem są to inne czynniki np. nieregulowane hormony. Owszem, można pokusić się o taki zestaw jaki ma koleżanka, ale czy warto inwestować pieniądze w coś co może się nam nie zwrócić, a nawet zaszkodzić?
Wizja zakupu kosmetyku w aptece wydaje się kusząca, ponieważ to nie są "zwykłe" produkty, ale takie bardziej medyczne, bo jednak "dermokosmetyki". Często to tam kierujemy swoje kroki po nowe nabytki, gdy mamy jakieś problemy z cerą (popękane naczynka - teleangiektazje, trądzik lub skórę skłonną do podrażnień) lub po prostu oczekujemy polecenia odpowiedniego produktu dla naszej skóry, nierzadko za cenę wyższą niż jego odpowiednika drogeryjnego.
- "Moja koleżanka była u dermatologa i dostała leki na trądzik. Też sobie je kupię, bo na pewno mi pomogą."
Życie malowałoby się w różowych barwach, gdybyśmy mogli używać wszystkie specyfiki, co inni ludzie na te same problemy. Jednakże życie to nie bajka. Takie dermokosmetyki, często już leki, są przepisywane pacjentom na podstawie obrazu klinicznego ich osobistego problemu i dokładnego wywiadu. Trądzik, trądzikowi nie równy. Często wynika z nieprawidłowej pielęgnacji, czasem są to inne czynniki np. nieregulowane hormony. Owszem, można pokusić się o taki zestaw jaki ma koleżanka, ale czy warto inwestować pieniądze w coś co może się nam nie zwrócić, a nawet zaszkodzić?
Etykiety:
ABC solidnych zakupów,
aptecznie,
Dermena,
INCI,
inny punkt widzenia,
kosmetyki specjalistyczne,
La Roche Posay,
maści,
podsumowanie,
pomocne,
refleksje,
rzeczywistość,
ulubione,
zakupy,
zbiory
8 stycznia 2018
Kosmetyki trzech klas - cz.1 drogeria
Witajcie. Przybywam do Was po długiej przerwie pełna przemyśleń. Cyklem tych trzech postów chcę pokazać Wam jak można klasyfikować kosmetyki pod względem ich dostępności, a przy okazji zmierzyć się z dotychczasowymi stereotypami.
Zacznę od podstaw. Gdzie zazwyczaj kupujecie kosmetyki? Oczywiście, że w drogerii. Jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce zdominowane przez tego typu produkty. Można szybko, łatwo i niedrogo się w nie tam zaopatrzyć.
Wiedzieliście może, że np. producentem marki L'Oreal, Garnier, Maybelline jest ta sama firma? Droższe nie zawsze znaczy lepsze i tym samym krem L'Oreal może naprawdę w niewielkim stopniu różnić się od kremu Garnier.
Słyszałam też, że krem kremowi nie równy i jeśli widzicie go w dość dużej promocji zastanówcie się nad kupnem. Dlaczego? Moja klientka kupowała stale właśnie wspomniany wcześniej krem i kiedyś kupiła nowe opakowanie za pół ceny regularnej. Zauważyła, że krem nie miał w środku folii zabezpieczającej, a jego konsystencja była rzadsza niż zwykle. Padło podejrzenie o podrobienie produktu, jednakże nie miała dość zaparcia by iść w tym kierunku, a może bała się, że nie będzie w stanie udowodnić swoich podejrzeń.
- "Nie wiem jaki mam typ cery."
W drogerii ciężko o dobrą poradę kosmetyczną. Wynika to z tego, że sprzedawczynie zwykle nie mają wykształcenia typowo kosmetycznego, sam sklep raczej bazuje na szkoleniach marketingowych i raz po raz zapozna szerzej pracowników z nowymi produktami (choć częściej pewnie pracownicy robią to sami...). Druga sprawa jest taka, że naprawdę ciężko ocenić stan skóry pod makijażem, pozostaje wtedy bazowanie na tym co klient/klientka nam mówią, ale często te wiadomości bywają sprzeczne i wtedy prym wiedzie metoda prób i błędów - metoda czasochłonna i nierzadko frustrująca osoby testowane, kiedy kosmetyk nie spełnia ich oczekiwań.
- "Kupuję krem z kwasem hialuronowym, bo jest dobry na zmarszczki."
Fajnie, że kogoś interesują składniki kosmetyków. Często producent na ulotce dołączonej do opakowania zachęca nas do kupna modnymi i wartościowymi składnikami, ale jeśli spojrzymy na spód opakowania, gdzie małymi literkami mamy wypisany skład INCI (ten jedyny właściwy) to już nasza euforia może minąć. Nagle się okaże, że ów kwas hialuronowy, który miał solidnie nawilżyć skórę i wypełnić drobne zmarszczki, znajduje się na samym końcu składu stanowiąc np. 1% całej receptury.
- balsamy i oliwki do ciała Isana, Wellness & Beauty (dostępne w Rossmannie) - piękne zapachy i tak samo fajne składy
- kosmetyki dla dzieci BabyDream (Rossmann) tu zwłaszcza oliwkę dla dzieci, dla kobiet w ciąży też oraz szampon dla dzieci - te produkty testowałam na własnej skórze, więc polecam je z czystym sumieniem, poza tym jeszcze polecam oliwkę dla dzieci Hipp - nie znoszę oliwek z parafiną, a te bazują na olejach roślinnych (olejki Wellness&Beauty też), a jak wiemy oleje roślinne to naturalne emolienty
- wszelkie olejki naturalne, ale po uprzednim sprawdzeniu, że w ich składzie występuje czysty olej, bez dodatków
Zacznę od podstaw. Gdzie zazwyczaj kupujecie kosmetyki? Oczywiście, że w drogerii. Jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce zdominowane przez tego typu produkty. Można szybko, łatwo i niedrogo się w nie tam zaopatrzyć.
- "Nie kupuję byle jakich kremów, kupuję tylko produkty L'Oreal'a."
Wiedzieliście może, że np. producentem marki L'Oreal, Garnier, Maybelline jest ta sama firma? Droższe nie zawsze znaczy lepsze i tym samym krem L'Oreal może naprawdę w niewielkim stopniu różnić się od kremu Garnier.
Słyszałam też, że krem kremowi nie równy i jeśli widzicie go w dość dużej promocji zastanówcie się nad kupnem. Dlaczego? Moja klientka kupowała stale właśnie wspomniany wcześniej krem i kiedyś kupiła nowe opakowanie za pół ceny regularnej. Zauważyła, że krem nie miał w środku folii zabezpieczającej, a jego konsystencja była rzadsza niż zwykle. Padło podejrzenie o podrobienie produktu, jednakże nie miała dość zaparcia by iść w tym kierunku, a może bała się, że nie będzie w stanie udowodnić swoich podejrzeń.
- "Nie wiem jaki mam typ cery."
W drogerii ciężko o dobrą poradę kosmetyczną. Wynika to z tego, że sprzedawczynie zwykle nie mają wykształcenia typowo kosmetycznego, sam sklep raczej bazuje na szkoleniach marketingowych i raz po raz zapozna szerzej pracowników z nowymi produktami (choć częściej pewnie pracownicy robią to sami...). Druga sprawa jest taka, że naprawdę ciężko ocenić stan skóry pod makijażem, pozostaje wtedy bazowanie na tym co klient/klientka nam mówią, ale często te wiadomości bywają sprzeczne i wtedy prym wiedzie metoda prób i błędów - metoda czasochłonna i nierzadko frustrująca osoby testowane, kiedy kosmetyk nie spełnia ich oczekiwań.
- "Kupuję krem z kwasem hialuronowym, bo jest dobry na zmarszczki."
Fajnie, że kogoś interesują składniki kosmetyków. Często producent na ulotce dołączonej do opakowania zachęca nas do kupna modnymi i wartościowymi składnikami, ale jeśli spojrzymy na spód opakowania, gdzie małymi literkami mamy wypisany skład INCI (ten jedyny właściwy) to już nasza euforia może minąć. Nagle się okaże, że ów kwas hialuronowy, który miał solidnie nawilżyć skórę i wypełnić drobne zmarszczki, znajduje się na samym końcu składu stanowiąc np. 1% całej receptury.
Podsumowanie
Mimo że większość kosmetyków z drogerii ma mniej składników aktywnych niż byśmy chcieli, to można wśród nich znaleźć jeszcze warte uwagi produkty. Wystarczy dobrze szukać. Na pewno dużym plusem jest dostępność wielu kosmetyków w jednym miejscu z podziałem na ich przeznaczenie oraz duża ilość marek do wyboru. Praktycznie w jednym miejscu możemy zakupić wszystko czego nam trzeba - od żelu pod prysznic, poprzez cienie do oczu, na produktach do prania ubrań kończąc i to wszystko bez wydawania zbyt wielu pieniędzy.Kosmetyki warte uwagi w drogerii:
- produkty do pielęgnacji ciała Palmers - zwłaszcza te do stosowania w czasie ciąży zdołały już sobie zebrać wiele oddanych fanek, ale inne linie też zasługują na uwagę, ponieważ mają dobre składy (niedawno wypuścili produkty do pielęgnacji włosów, które niebawem będę testować, więc o nich później ;)- balsamy i oliwki do ciała Isana, Wellness & Beauty (dostępne w Rossmannie) - piękne zapachy i tak samo fajne składy
- kosmetyki dla dzieci BabyDream (Rossmann) tu zwłaszcza oliwkę dla dzieci, dla kobiet w ciąży też oraz szampon dla dzieci - te produkty testowałam na własnej skórze, więc polecam je z czystym sumieniem, poza tym jeszcze polecam oliwkę dla dzieci Hipp - nie znoszę oliwek z parafiną, a te bazują na olejach roślinnych (olejki Wellness&Beauty też), a jak wiemy oleje roślinne to naturalne emolienty
- wszelkie olejki naturalne, ale po uprzednim sprawdzeniu, że w ich składzie występuje czysty olej, bez dodatków
Etykiety:
ABC solidnych zakupów,
Babydream,
Hipp,
inny punkt widzenia,
Isana,
kosmetyki pielęgnacyjne,
L'Oreal,
Palmers,
podsumowanie,
pomocne,
refleksje,
rzeczywistość,
ulubione,
Wellness&Beauty,
zakupy
20 sierpnia 2016
Nauka w PSK Anieli Goc w Poznaniu
Witajcie. Pogoda za oknem coraz bardziej nasuwa nam na myśl jesień. A skoro wakacje mają się już coraz bardziej ku końcowi, to zapewne wiele z Was rozważa decyzję o dalszej nauce. Co roku wiele osób decyduje się spróbować swoich sił w szkole kosmetycznej. Wybór jest dość spory zarówno jeśli chodzi o szkoły policealne jak i studia wyższe. Każdy typ szkoły ma swoje główne cechy, które mają wpływ na jego wybór.
26 listopada 2015
Co kryje się w książce RLM "Tajniki makijażu"?
Pogoda za oknem momentalnie się ochłodziła. Pojawiły się pierwsze ślady śniegu. Nic tylko zaszyć się pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i dobrą książką. ;)
W szkole kosmetycznej miałam dość dużo zajęć z wiżażu (zarówno teorii jak i praktyki) jednakże byłabym hipokrytką, gdybym nie interesowała się nowinkami związanymi z tą branżą, nawet tymi dedykowanymi dla początkujących.
Niedawno trafiła w moje ręce publikacja autorki bloga Red Lipstick Monster. Pokazująca jak od zera można dojść do bohatera na tle kolorówki.
Książka wyjaśnia po kolei jak dobrać właściwy dla nas kosmetyk, tłumaczy różnice między poszczególnymi formami kolorówki. Zaczynamy od doboru najważniejszych narzędzi - pędzli, po czym możemy przeanalizować jaki podkład, puder, cień itd. będzie dla nas najwłaściwszy.
W szkole kosmetycznej miałam dość dużo zajęć z wiżażu (zarówno teorii jak i praktyki) jednakże byłabym hipokrytką, gdybym nie interesowała się nowinkami związanymi z tą branżą, nawet tymi dedykowanymi dla początkujących.
Niedawno trafiła w moje ręce publikacja autorki bloga Red Lipstick Monster. Pokazująca jak od zera można dojść do bohatera na tle kolorówki.
Książka wyjaśnia po kolei jak dobrać właściwy dla nas kosmetyk, tłumaczy różnice między poszczególnymi formami kolorówki. Zaczynamy od doboru najważniejszych narzędzi - pędzli, po czym możemy przeanalizować jaki podkład, puder, cień itd. będzie dla nas najwłaściwszy.
9 października 2015
Moja pasja - paznokcie
Cześć Kochani. Oj dawno mnie tu nie było. Znalezienie wolnego czasu wcale nie jest takie łatwe, gdy w ciągu tygodnia chodzi się do pracy, a co weekend do szkoły (tak, próbuję swoich sił w farmacji ;). Jednak zbyt wiele wysiłku włożyłam w tego bloga, by tak po prostu go zawiesić. Po prostu muszę się jeszcze bardziej zorganizować.
28 sierpnia 2015
Trójmiasto '15 c.d. - Solidarność
Niedawno pisałam TU o wakacjach, na które miałam okazję wybrać się niedawno do Gdańska i nie tylko. Cały wyjazd był bardzo fajnym doświadczeniem oraz przyjemnym wypoczynkiem. Aby się nie nudzić spędzając czas wyłącznie na "nic-nie-robieniu" i wylęgiwaniu się na plaży, za ważny aspekt ustanowiłam sobie poznanie Trójmiasta, a zwłaszcza Gdańska, gdzie nocowaliśmy. Odwiedziliśmy sporo muzeów i obejrzeliśmy dużo wystaw. Czas wypoczynku na pewno nie był czasem straconym.
Najważniejszym momentem w poznawaniu historii naszego kraju był dla mnie pobyt w muzeum Solidarności, które mieści się tuż przy stoczni gdańskiej.
Najważniejszym momentem w poznawaniu historii naszego kraju był dla mnie pobyt w muzeum Solidarności, które mieści się tuż przy stoczni gdańskiej.
1 kwietnia 2015
Książkowe szaleństwo
Cześć Kochani. Dzisiejszy post dotyczyć będzie książek. Mimo, iż lubię książki to jeszcze ponad rok temu dziwiłam się, gdy dostawałam je w prezencie ponieważ nie byłam jakoś wielką czytelniczką powieści fabularnych i były to czasy, kiedy to zaczęłam doceniać literaturę fachową.
Jednakże właśnie od prezentów zaczęła się moja miłość do skandynawskich pisarzy i ich powieści kryminalnych. Najpierw była Camilla Lackberg, trochę Larsona i teraz czytam zawzięcie Jo Nesbo.
Urządzanie mieszkania skoncentrowałam na zapełnieniu kilku półek wartymi uwagi powieściami jak i poradnikami oraz moją ulubioną literaturą fachowową.
Moje ostatnie nowości.
Jest to już moje drugie zamówienie ze strony Aros.pl. Pierwsze pokazywałam TUTAJ. Tym razem do zakupów zmotywowała mnie druga część podręcznika do kolejnego egzaminu zawodowego, który w porównaniu w pierwszą częścią Dłonie, Stopy, Ciało jest o wiele bardziej przydatny swoją tematyką. Jest to moja opinia, ponieważ po przebyciu kilku szkoleń i dobrze rozbudowanych zajęć (manicure, pedicure, podologia) w szkole mogłam sobie darować kupno poprzedniej części tego podręcznika. Jednakże wszystkim gorąco polecam Twarz, Szyja, Dekolt z tej samej serii, która do egzaminu po pierwszym roku okazała się niezbędna. :)
Jakiś czas temu zainteresowałam się farmacją. Po głębszym poznaniu kosmetologii i chemii kosmetycznej, uważam, że to naturalny wybór dla osób dociekliwych, takich jak ja. Trochę "liznęłam" tzw. dużego Mutschlera, którego największą wadą są często dość spore różnice między farmacją niemiecką a polską. Jednakże była to książka warta uwagi, jednakże do trudna w odbiorze. Na pewno jeszcze do niej wrócę. Na razie postanowiłam na coś dobrego na początek przygody z farmakologią i tu padł pomysł zakupu dość ciekawej książki wydanej przez UJ. Jest to taka farmakologia w pigułce.
I Nesbo. Na razie jest to ostatnia część serii o komisarzu Harrym Hole. Ciąg dalszy "Upiorów", które przeczytałam niemal jednym tchem i byłam bardzo ciekawa, co będzie dalej po dość szokującym zakończeniu poprzedniej części.
Dlaczego warto zamawiać na Aros.pl? Są tam duże zniżki na książki, zwłaszcza te fachowe, gdzie czasem można zaoszczędzić do kilkudziesięciu złotych w porównaniu do ceny detalicznej. Jest tam też atrakcyjna cena wysyłki książek. Sama wysyłka jest niemal błyskawiczna - od zaksięgowania wpłaty paczka dociera do nas w 2 dni robocze. Żal nie spróbować.
Te książki to zupełnie nieplanowany wydatek. Ot była na centrum Poznania i przypadkiem weszłam do księgarni Tak Czytam. Była tam wyprzedaż, ale mam wrażenie, że znaczna większość asortymentu była w atrakcyjnych cenach.
Po obejściu wystawy promocyjnej zdecydowałam, że na jedną książkę mogę się skusić i była to powieść "Irlandzki Koktajl", który wydaje się dość lekki i zabawny, w sam raz na odetchnięcie po książkach akcji.
Na "Zdemaskowaną" natknęłam się przypadkiem na półce i zaciekawiła mnie do tego stopnia, że dołączyła do mojego koszyka. Dopiero w domu przekonałam się, że fabuła jest oparta na prawdziwej historii.
No i jestem już przy kasie, gdy nagle odzywa się moje pragnienie wiedzy i pytam niczego sobie pana przy kasie, czy nie mają czegoś z farmacji i zostałam zaprowadzona do regału medycznego, gdzie trafiłam na Popularną Encyklopedię Leków w wersji dwutomowej. Część pierwsza wymienia najpopularniejsze leki i ich działanie, interakcje z innymi itd., druga część to mniejsza aktualizacja do tej pierwszej. Przekartkowałam ją i stwierdziłam, że jest warta uwagi.
Biorę też udział w akcji 52 książki 2015 i dzielnie się trzymam, na razie wychodzę na równo z każdym tygodniem.
A jak u Was z czytaniem? Lubicie to?
Zapraszam też do posta o książkach fachowych w kosmetyce i bliskich jej dziedzianach TUTAJ.
Jednakże właśnie od prezentów zaczęła się moja miłość do skandynawskich pisarzy i ich powieści kryminalnych. Najpierw była Camilla Lackberg, trochę Larsona i teraz czytam zawzięcie Jo Nesbo.
Urządzanie mieszkania skoncentrowałam na zapełnieniu kilku półek wartymi uwagi powieściami jak i poradnikami oraz moją ulubioną literaturą fachowową.
Moje ostatnie nowości.
Jest to już moje drugie zamówienie ze strony Aros.pl. Pierwsze pokazywałam TUTAJ. Tym razem do zakupów zmotywowała mnie druga część podręcznika do kolejnego egzaminu zawodowego, który w porównaniu w pierwszą częścią Dłonie, Stopy, Ciało jest o wiele bardziej przydatny swoją tematyką. Jest to moja opinia, ponieważ po przebyciu kilku szkoleń i dobrze rozbudowanych zajęć (manicure, pedicure, podologia) w szkole mogłam sobie darować kupno poprzedniej części tego podręcznika. Jednakże wszystkim gorąco polecam Twarz, Szyja, Dekolt z tej samej serii, która do egzaminu po pierwszym roku okazała się niezbędna. :)
Jakiś czas temu zainteresowałam się farmacją. Po głębszym poznaniu kosmetologii i chemii kosmetycznej, uważam, że to naturalny wybór dla osób dociekliwych, takich jak ja. Trochę "liznęłam" tzw. dużego Mutschlera, którego największą wadą są często dość spore różnice między farmacją niemiecką a polską. Jednakże była to książka warta uwagi, jednakże do trudna w odbiorze. Na pewno jeszcze do niej wrócę. Na razie postanowiłam na coś dobrego na początek przygody z farmakologią i tu padł pomysł zakupu dość ciekawej książki wydanej przez UJ. Jest to taka farmakologia w pigułce.
I Nesbo. Na razie jest to ostatnia część serii o komisarzu Harrym Hole. Ciąg dalszy "Upiorów", które przeczytałam niemal jednym tchem i byłam bardzo ciekawa, co będzie dalej po dość szokującym zakończeniu poprzedniej części.
Dlaczego warto zamawiać na Aros.pl? Są tam duże zniżki na książki, zwłaszcza te fachowe, gdzie czasem można zaoszczędzić do kilkudziesięciu złotych w porównaniu do ceny detalicznej. Jest tam też atrakcyjna cena wysyłki książek. Sama wysyłka jest niemal błyskawiczna - od zaksięgowania wpłaty paczka dociera do nas w 2 dni robocze. Żal nie spróbować.
Te książki to zupełnie nieplanowany wydatek. Ot była na centrum Poznania i przypadkiem weszłam do księgarni Tak Czytam. Była tam wyprzedaż, ale mam wrażenie, że znaczna większość asortymentu była w atrakcyjnych cenach.
Po obejściu wystawy promocyjnej zdecydowałam, że na jedną książkę mogę się skusić i była to powieść "Irlandzki Koktajl", który wydaje się dość lekki i zabawny, w sam raz na odetchnięcie po książkach akcji.
Na "Zdemaskowaną" natknęłam się przypadkiem na półce i zaciekawiła mnie do tego stopnia, że dołączyła do mojego koszyka. Dopiero w domu przekonałam się, że fabuła jest oparta na prawdziwej historii.
No i jestem już przy kasie, gdy nagle odzywa się moje pragnienie wiedzy i pytam niczego sobie pana przy kasie, czy nie mają czegoś z farmacji i zostałam zaprowadzona do regału medycznego, gdzie trafiłam na Popularną Encyklopedię Leków w wersji dwutomowej. Część pierwsza wymienia najpopularniejsze leki i ich działanie, interakcje z innymi itd., druga część to mniejsza aktualizacja do tej pierwszej. Przekartkowałam ją i stwierdziłam, że jest warta uwagi.
Biorę też udział w akcji 52 książki 2015 i dzielnie się trzymam, na razie wychodzę na równo z każdym tygodniem.
A jak u Was z czytaniem? Lubicie to?
Zapraszam też do posta o książkach fachowych w kosmetyce i bliskich jej dziedzianach TUTAJ.
14 marca 2015
"50 twarzy Greya" - moje spostrzeżenia odnośnie filmu
Hej wszystkim. Część z Was na pewno pamięta jak kilka lat temu publikowałam tu moje recenzje trylogii o Greyu. W kinach niedawno miała miejsce premiera ekranizacji pierwszego tomu, a w społeczeństwie zapadła ogólnokrajowa podnieta na punkcie tego wydarzenia. Na portalach społecznościowych pojawiały się zdjęcia kupionych biletów, kadry z filmu (których podejrzanie dużo wyciekło do sieci na długo przed premierą) i opisywane przeżycia towarzyszące temu wydarzeniu. Nie brakowało tego też w świecie realnym, gdzie często słyszało się rozmowy na ten temat.
Generalnie mam coś w sobie z nonkonformisty i nie lubię gnać za innymi. Gdy widziałam jak zaczyna się ten szał na Greya, powoli zaczynałam myśleć, że ta fabuła już mnie tak nie fascynuje jak na początku. Zresztą każdy z nas chyba ma coś takiego, że poznając coś nowego przepada w tym bez reszty, a z czasem ta fascynacja słabnie. Moja przygoda z książkami E L James zaczęła się gdy tylko wyszło ich polskie tłumaczenie. Strasznie podobała mi się fabuła, bo było w niej coś nowatorskiego, niecodziennego. Nie oszukujmy się - nie przeczytamy o BDSM w Harleqinach.
Do kina nie poszłam, bo nie chciałam. Poczekałam dwa tygodnie i obejrzałam film w internecie. Był nudny. Nie dlatego, że już czytałam książki i wiedziałam co będzie dalej, ale dlatego, że dużo pobocznych wątków wycięto. Akcja dotyczyła tylko i wyłącznie relacji między głównymi bohaterami, jakby poza sobą nie mieli kontaktów z innymi bohaterami, np. scena odwiedzin matki Christiana - przyszła, przeszła przez salon, wypowiedziała kilka zdań i wyszła albo Kate, która była chora, później pojawiła się w scenie miłosnej z Elliotem i chyba to tyle, nie wspominając już o Mii, która pojawiła się w filmie może na minutę, dwie. Nie wiem jak Wy, ale ja to odebrałam jako strasznie groteskowe, niezbyt realne.
Słyszałam opinię jakoby film nie podobał się ludziom, bo ci liczyli na porno, a nie film romantyczny. Jakby to był jedyny powód. Były sceny z klapsami, ale sceny łóżkowe, podczas których obserwujemy twarz głównej bohaterki, która wzdycha nie zrobiły na mnie wrażenia. Uważam, że równie dobrze mogłoby ich nie być. Sceny z wiązaniem ograniczały się do związania dłoni i były powtarzana kilka razy, ale wystarczyłoby nawet raz, bo w każdej wyglądało to mniej więcej tak samo tylko zmieniał się kolor sznurka, czy materiał wokół nadgarstków. Generalnie jeśli ktoś widział prawdziwy, typowy BDSM to wie, że to, co pokazali w filmie to jakiś jego daleki kuzyn nie mający zbyt wiele wspólnego z zamysłem autorki.
No i scena końcowa, która odbiega od tej pierwotnej. Pytałam znajomych, którzy nie znali fabuły i odbierali to jako "niewiele znaczący foch bohaterki" nie świadczący o tym, że miałaby się już nigdy więcej nie spotkać z Greyem. Przypomnę, że w książce oficjalnie się rozstali i obydwoje (każde na swój sposób) próbowali żyć dalej.
Podsumowując - film jakoś mnie nie zachwycił, a nawet rozczarował nieco. Odtwórca tytułowej roli nie wydawał się taki bezwzględny i złowrogi jak prezentował się na kartkach powieści. A główna bohaterka, która w książce mnie miło zaskakiwała, na ekranie nieco zawstydzała swoim stylem bycia i naiwnością. Ale to tylko moja opinia. Wiem, że jest dość dużo fanów ekranizacji i nic do nich nie mam. Proszę Was tylko o obiektywność w wyznawaniu swojego zdania na ten temat. ;)
Linki do wcześniejszych recenzji trylogii na papierze:
50 Twarzy Greya
Ciemniejsza strona Greya
Podsumowanie trylogii
Generalnie mam coś w sobie z nonkonformisty i nie lubię gnać za innymi. Gdy widziałam jak zaczyna się ten szał na Greya, powoli zaczynałam myśleć, że ta fabuła już mnie tak nie fascynuje jak na początku. Zresztą każdy z nas chyba ma coś takiego, że poznając coś nowego przepada w tym bez reszty, a z czasem ta fascynacja słabnie. Moja przygoda z książkami E L James zaczęła się gdy tylko wyszło ich polskie tłumaczenie. Strasznie podobała mi się fabuła, bo było w niej coś nowatorskiego, niecodziennego. Nie oszukujmy się - nie przeczytamy o BDSM w Harleqinach.
Do kina nie poszłam, bo nie chciałam. Poczekałam dwa tygodnie i obejrzałam film w internecie. Był nudny. Nie dlatego, że już czytałam książki i wiedziałam co będzie dalej, ale dlatego, że dużo pobocznych wątków wycięto. Akcja dotyczyła tylko i wyłącznie relacji między głównymi bohaterami, jakby poza sobą nie mieli kontaktów z innymi bohaterami, np. scena odwiedzin matki Christiana - przyszła, przeszła przez salon, wypowiedziała kilka zdań i wyszła albo Kate, która była chora, później pojawiła się w scenie miłosnej z Elliotem i chyba to tyle, nie wspominając już o Mii, która pojawiła się w filmie może na minutę, dwie. Nie wiem jak Wy, ale ja to odebrałam jako strasznie groteskowe, niezbyt realne.
Słyszałam opinię jakoby film nie podobał się ludziom, bo ci liczyli na porno, a nie film romantyczny. Jakby to był jedyny powód. Były sceny z klapsami, ale sceny łóżkowe, podczas których obserwujemy twarz głównej bohaterki, która wzdycha nie zrobiły na mnie wrażenia. Uważam, że równie dobrze mogłoby ich nie być. Sceny z wiązaniem ograniczały się do związania dłoni i były powtarzana kilka razy, ale wystarczyłoby nawet raz, bo w każdej wyglądało to mniej więcej tak samo tylko zmieniał się kolor sznurka, czy materiał wokół nadgarstków. Generalnie jeśli ktoś widział prawdziwy, typowy BDSM to wie, że to, co pokazali w filmie to jakiś jego daleki kuzyn nie mający zbyt wiele wspólnego z zamysłem autorki.
No i scena końcowa, która odbiega od tej pierwotnej. Pytałam znajomych, którzy nie znali fabuły i odbierali to jako "niewiele znaczący foch bohaterki" nie świadczący o tym, że miałaby się już nigdy więcej nie spotkać z Greyem. Przypomnę, że w książce oficjalnie się rozstali i obydwoje (każde na swój sposób) próbowali żyć dalej.
Podsumowując - film jakoś mnie nie zachwycił, a nawet rozczarował nieco. Odtwórca tytułowej roli nie wydawał się taki bezwzględny i złowrogi jak prezentował się na kartkach powieści. A główna bohaterka, która w książce mnie miło zaskakiwała, na ekranie nieco zawstydzała swoim stylem bycia i naiwnością. Ale to tylko moja opinia. Wiem, że jest dość dużo fanów ekranizacji i nic do nich nie mam. Proszę Was tylko o obiektywność w wyznawaniu swojego zdania na ten temat. ;)
Linki do wcześniejszych recenzji trylogii na papierze:
50 Twarzy Greya
Ciemniejsza strona Greya
Podsumowanie trylogii
6 stycznia 2015
Mazidło do ciała pachnące drinkiem
Hej Kochani. Na początku tego posta chciałabym wyrazić mój smutek spowodowany usunięciem kosmetycznego bloga bliskiej mi osoby. Myślę, że ponad półtoraroczny trud włożony w jego prowadzenie nie był wart aż tak wysokiej ceny. Można było poprzestać chociażby na zawieszeniu, aby inni mogli korzystać ze zgromadzonych tam materiałów. Jednakże każdy ma swój rozum, więc nie mam prawa negować w jakikolwiek sposób tego, co się stało. Dodam tylko - szkoda.
Przedmiotem dzisiejszej recenzji będzie masło do ciała. Ta seria przykuła moja uwagę kilka miesięcy temu ze względu na swoje zapachy, które nieco odbiegają od tych dostępnych w obiegu. Szczególnie spodobała mi się wersja pina colada, ponieważ lubię aromat kokosowy w kosmetykach. Jakiś czas potem udało mi się trafić na promocję w SuperPharmie i tak oto stałam się posiadaczką masła o wyżej wymienionym zapachu.
INFORMACJE
Od producenta: "Puszyste masło i zmi do ciała o doskonałych właściwościach antycellulitowych i zmiękczających. Zawiera bogaty w proteiny i lipidy olejek z ziaren zielonej kawy, który działa wyszczuplająco, wygładzająco i redukuje cellulit. Olejek kokosowy łagodzi podrażnienia oraz nawilża i zmiękcza skórę, a kwas hialuronowy chroni przed utratą wilgoci. Zapach karaibskiego koktajlu Pina Colada z mleczkiem kokosowym i świeżym ananasem odpręża i relaksuje jak wakacje w tropikalnym raju".
Pojemność: 225 ml.
Cena: ok16zł.
Marka: Perfecta.
Wersje: jest kilka wersji zapachowych, dostępne są jako peeling i masło do ciała.
Czas testowania: 3 tygodnie.
PLUSY
+ nawilża
+ wygładza
+ zmiękcza
+ wydajne
+ łatwo się rozsmarowuje
+ dostępność
Na pewno ktoś z Was ma jakiś kosmetyk z tej serii, pochwalcie się Waszymi opiniami.:)
Przedmiotem dzisiejszej recenzji będzie masło do ciała. Ta seria przykuła moja uwagę kilka miesięcy temu ze względu na swoje zapachy, które nieco odbiegają od tych dostępnych w obiegu. Szczególnie spodobała mi się wersja pina colada, ponieważ lubię aromat kokosowy w kosmetykach. Jakiś czas potem udało mi się trafić na promocję w SuperPharmie i tak oto stałam się posiadaczką masła o wyżej wymienionym zapachu.
INFORMACJE
Od producenta: "Puszyste masło i zmi do ciała o doskonałych właściwościach antycellulitowych i zmiękczających. Zawiera bogaty w proteiny i lipidy olejek z ziaren zielonej kawy, który działa wyszczuplająco, wygładzająco i redukuje cellulit. Olejek kokosowy łagodzi podrażnienia oraz nawilża i zmiękcza skórę, a kwas hialuronowy chroni przed utratą wilgoci. Zapach karaibskiego koktajlu Pina Colada z mleczkiem kokosowym i świeżym ananasem odpręża i relaksuje jak wakacje w tropikalnym raju".
Pojemność: 225 ml.
Cena: ok16zł.
Marka: Perfecta.
Wersje: jest kilka wersji zapachowych, dostępne są jako peeling i masło do ciała.
Czas testowania: 3 tygodnie.
PLUSY
+ nawilża
+ wygładza
+ zmiękcza
+ wydajne
+ łatwo się rozsmarowuje
+ dostępność
MINUSY
- zapach trochę za słodki
- skład nie powala
- nie niweluje cellulitu
SPOSTRZEŻNIA
Zapach z początku mi się podobał, ale z czasem stał się zbyt słodki, przytłaczający nieco. Jako tradycyjne masło spisuje się dobrze. Ma konsystencję średniogęstą, dzięki czemu łatwo się rozprowadza na skórze. Jednakże działanie antycellulitowe jest naciągane. Wspomniany ekstrakt z nasion zielonej kawy znajduje się za połową składu dopiero. Dodatkowo prym wiedzie parafina, którą producenci mogliby sobie darować.
Na pewno ktoś z Was ma jakiś kosmetyk z tej serii, pochwalcie się Waszymi opiniami.:)
17 lipca 2014
Let's start a war :P
Cześć kochani. Zdajecie sobie sprawę, że już lipiec zbliża się ku końcowi? Bo mnie dzisiaj naszło na takie małe rozkminy. Czas leci mi szybko, bo zazwyczaj ciągle mam jakieś zajęcie. Ostatnio kręcę się wokół paczek - wczoraj odebrałam jedną z kosmetykami i nie tylko, może jutro zgarnę kolejną z ciuchami - choć tu dużo więcej wątpliwości co do zawartości (jak też to bywa na Allegro). Raczej na tym się nie skończy zbyt szybko ten bilans. Poza tym większość mojego wolnego czasu pożera remont. I to właśnie on będzie bohaterem dzisiejszego postu. Pokażę Wam gdzie znikam na całe godziny.:P
Kuchnia/salon
Ciekawe, czy zgadniecie co to za czarna plama na ścianie :)
Sypialnia
Biurowy
No i pierwsze selfies w nowym mieszkanku :P
My własny fachowiec, którego pokonała tylko część elektryki - resztę dzielnie robił sam. Tzn. bez kładzenia płytek. ;)
Śliczny, nowy blacik, a za chwilę...
Aaaa! Dziura na płytę gazową:P
Komuś się chyba nudziło ^^
To już wszystko. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że efekt dotychczasowy będzie właśnie tak wyglądać. Zaplanowana była jedynie kolorystyka salonu z aneksem kuchennym, trochę też łazienki. Reszta barw została wybrana spontanicznie, co nie było łatwe by nie wpaść w któryś ze schematów zastosowanych przez nasze rodziny w ich własnych aranżacjach. Aby dojść do tego, co widzicie na zdjęciach, potrzeba było ponad pół roku zwykłych dywagacji, mediacji, a nawet czasem i arbitrażu, gdy nie można było znaleźć jednogłośnego rozwiązania. Nigdy wcześniej nie widziałam u nikogo znajomego tylu zastosowań, które wykorzystaliśmy. Panel telewizyjny jest najbardziej oryginalny na dzień dzisiejszy. Warto też wspomnieć o niecodziennych listwach przy podłodze. No i szafie obitej skórą, która wkrótce się pojawi. Multum rozwiązań, brak jednego stylu przewodniego. Za to 100% własnej pracy.
Jeszcze trochę czasu minie nim wprowadzimy się tam. Póki co, wszyscy wokół pytają "kiedy ślub?". Mamy swój czas. Wkrótce też i przestrzeń. Carpe diem!
Kuchnia/salon
Ciekawe, czy zgadniecie co to za czarna plama na ścianie :)
Sypialnia
Biurowy
No i pierwsze selfies w nowym mieszkanku :P
Panel telewizyjny i zalążek łazienki
My własny fachowiec, którego pokonała tylko część elektryki - resztę dzielnie robił sam. Tzn. bez kładzenia płytek. ;)
Śliczny, nowy blacik, a za chwilę...
Aaaa! Dziura na płytę gazową:P
Komuś się chyba nudziło ^^
To już wszystko. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że efekt dotychczasowy będzie właśnie tak wyglądać. Zaplanowana była jedynie kolorystyka salonu z aneksem kuchennym, trochę też łazienki. Reszta barw została wybrana spontanicznie, co nie było łatwe by nie wpaść w któryś ze schematów zastosowanych przez nasze rodziny w ich własnych aranżacjach. Aby dojść do tego, co widzicie na zdjęciach, potrzeba było ponad pół roku zwykłych dywagacji, mediacji, a nawet czasem i arbitrażu, gdy nie można było znaleźć jednogłośnego rozwiązania. Nigdy wcześniej nie widziałam u nikogo znajomego tylu zastosowań, które wykorzystaliśmy. Panel telewizyjny jest najbardziej oryginalny na dzień dzisiejszy. Warto też wspomnieć o niecodziennych listwach przy podłodze. No i szafie obitej skórą, która wkrótce się pojawi. Multum rozwiązań, brak jednego stylu przewodniego. Za to 100% własnej pracy.
Jeszcze trochę czasu minie nim wprowadzimy się tam. Póki co, wszyscy wokół pytają "kiedy ślub?". Mamy swój czas. Wkrótce też i przestrzeń. Carpe diem!
19 maja 2014
Modowe inspiracje ze świata muzyki
Hej moi mili. Maj mija nam szybciej niż się wydaje, pogoda nie rozpieszcza. Wręcz z utęsknieniem czekam na nieco cieplejsze dni.:)
Każdy, kto kreuje swój wizerunek zazwyczaj kieruje się wpływami z zewnątrz. Z reguły jakiś nurt pociąga nas bardziej, dlatego też dominuje w naszych codziennych stylizacjach. Nie od dziś wiadomo, że gwiazdy mają duży wpływ na obecne trendy, a zwłaszcza gwiazdy muzyczne, które często z zaciekawieniem oglądamy na różnych galach, czy występach. No i do tego dochodzą też ich klipy. Ostatecznie kończymy na starannie przygotowanych sesjach w barwnych magazynach. Dlatego też dzisiejszym poście chciałam Wam pokazać kilka inspiracji modowych ze świata muzyki.
GWEN STEFANI
Zacznę może od mojej idolki. Jest to niekwestionowana ikona stylu. Na scenie zamienia się wręcz w zwierzę, podczas gdy na różnych eventach lśni elegancją i nienagannymi manierami. Na co dzień jednak preferuje styl swobodny, rockowy. Poza muzyką Gwen również projektuje ubrania.
GUNS N' ROSES
Zespół rockowy, którego lata świetności przypadły około 90 lat. Ich stroje były bardzo charakterystyczne dla nurtu ich muzyki, są ponadczasowe i mogą inspirować po dziś dzień. Np. strój Axla z klipu Don't Cry był inspiracją do jednej z moich ostatnich sesji, a jakiś czas temu zrobiłam sobie fryzurę podobną do Duffa z tamtych lat, co mogliście zobaczyć w TYM poście.
Duff McKagan - basista zespołu.
Również w mojej wersji stylizacja Axla możecie zobaczyć, że mam na szyi podobny łańcuch z kłódką do tego jaki nosił Duff.
VIDEO
Nasz rodzimy zespół, który bardzo lubię. Mają fajną dyskografię oscylującą między rockiem a popem. No i perełkę - wokalistę. Może jego styl daleki jest od ideału, ale przynajmniej ma odwagę wyrażać siebie. No i ten jego dystans do życia robi wrażenie.
LANA DEL REY
Kocham jej glamour. Jej styl to kwintesencja lat 60 w starannie dopracowanym wydaniu.
Kadry z "Born To Die"
Każdy, kto kreuje swój wizerunek zazwyczaj kieruje się wpływami z zewnątrz. Z reguły jakiś nurt pociąga nas bardziej, dlatego też dominuje w naszych codziennych stylizacjach. Nie od dziś wiadomo, że gwiazdy mają duży wpływ na obecne trendy, a zwłaszcza gwiazdy muzyczne, które często z zaciekawieniem oglądamy na różnych galach, czy występach. No i do tego dochodzą też ich klipy. Ostatecznie kończymy na starannie przygotowanych sesjach w barwnych magazynach. Dlatego też dzisiejszym poście chciałam Wam pokazać kilka inspiracji modowych ze świata muzyki.
GWEN STEFANI
Zacznę może od mojej idolki. Jest to niekwestionowana ikona stylu. Na scenie zamienia się wręcz w zwierzę, podczas gdy na różnych eventach lśni elegancją i nienagannymi manierami. Na co dzień jednak preferuje styl swobodny, rockowy. Poza muzyką Gwen również projektuje ubrania.
GUNS N' ROSES
Zespół rockowy, którego lata świetności przypadły około 90 lat. Ich stroje były bardzo charakterystyczne dla nurtu ich muzyki, są ponadczasowe i mogą inspirować po dziś dzień. Np. strój Axla z klipu Don't Cry był inspiracją do jednej z moich ostatnich sesji, a jakiś czas temu zrobiłam sobie fryzurę podobną do Duffa z tamtych lat, co mogliście zobaczyć w TYM poście.
Duff McKagan - basista zespołu.
Również w mojej wersji stylizacja Axla możecie zobaczyć, że mam na szyi podobny łańcuch z kłódką do tego jaki nosił Duff.
VIDEO
Nasz rodzimy zespół, który bardzo lubię. Mają fajną dyskografię oscylującą między rockiem a popem. No i perełkę - wokalistę. Może jego styl daleki jest od ideału, ale przynajmniej ma odwagę wyrażać siebie. No i ten jego dystans do życia robi wrażenie.
LANA DEL REY
Kocham jej glamour. Jej styl to kwintesencja lat 60 w starannie dopracowanym wydaniu.
Kadry z "Born To Die"
A jakie są Wasze inspiracje?:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)























